Trzeba Farfałowi oddać, że się nie pomylił. Wildstein co tydzień udowadnia, że Farfała intuicja (przynajmniej w tym względzie) nie zawiodła.
Bo "BW przedstawia" to program, w którym najwięcej samego Wildsteina i jego sposobu patrzenia na politykę. A to może rozczarować. I rozczarowuje. Oglądalność nie jest imponująca. Od kiedy program jest na żywo widownia waha się między 400 a 700 tys. widzów (a podobny program Tomasza Lisa, też na żywo, choć o lepszej porze, startuje przed 22-gą, przyciąga od 2 do 3,5 mln widzów).
Autopromocyjne intencje Wildsteina bezbłędnie wyczuła Miłka Skalska, która w programie robi za konferansjerkę. Gdy studio opuszczał Jan Lityński tak mniej więcej spuentowała ich rozmowę: Lityńskiemu nie udało się przekonać Wildsteina. Panowie spierali się, czy rząd Tadeusza Mazowieckiego można krytykować (Lityński) czy trzeba go potępiać w czambuł (Wildstein).
Jedna z moich ulubionych fraz Wildsteina brzmi jakoś tak: przyznajmy, powiedzmy szczerze, że... I tu Wildstein wykłada swój punkt widzenia (sprowadza się do marzeń o powrocie IV RP, nawet mu się nie dziwię, w IV RP Wildstein był nie byle kim, bo prezesem TVP i to dzięki nie byle komu, bo szefowi partii rządzącej Jarosławowi Kaczyńskiemu).
Tymi uwagami o szczerości Wildstein chce zmusić gości do przyznania mu racji. Bo o to właśnie w tym programie chodzi: by to Wildstein prezentował swoje poglądy a rozmówcy przyjęli je za własne.
Gdy kategorycznie odmawiają, Wildstein całym swoim jestestwem (nachylenie torsu, gestykulacja, spojrzenia, grymas ust, ton głosu) powątpiewa w ich szczerość.
Wczorajszy program był odmienny. Gościem był Artur Balazs, który opowiadał swoją historię, jak służby specjalne naciskają na prokuraturę, by nie postawiła zarzutów gen. Adamowi Rapackiemu, wiceszefowi MSWIA i gen. Maciejowi Huni, szefowi Agencji Wywiadu. Mieli oni przygotować w 2003 r. prowokację przeciwko Balazsowi, by go skompromitować oskarżeniami o udział w mafii zbożowej. Miało na tym zależeć ówczesnemu premierowi Leszkowi Millerowi, bo Balazs odmówił wejścia do jego rządu (by go ratować po wyjściu z koalicji PSL-u).
Wildstein przekonywać do niczego Balazsa nie musiał. I dlatego dał mu mówić więcej niż innym gościom. Dlatego wczorajszy program to był wyjątek potwierdzający regułę.
Jako widz wolałabym, by rozmówcy Wildsteina musieli tłumaczyć się ze swoich decyzji i poglądów, a nie z tego, że nie podzielają zdania gospodarza programu. By byli konfrontowani ze swoimi decyzjami czy opiniani, a nie tylko z sądami Wildsteina.
Dlatego lepszym tytułem będzie "BW się przedstawia". Po prostu idealnie odzwierciedla, to co się dzieje w studiu.
Bronisław Wildstein przedstawia, TVP 1, 27 X, wt, godz. 23.10
Źródło: Gazeta Wyborcza