http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

W telewizji pokazali: Bronisław Wildstein (się) przedstawia

Agnieszka Kublik
2009-10-28, ostatnia aktualizacja 2009-10-28 00:18

Wielką szkodę uczynił Piotr Farfał Bronisławowi Wildsteinowi skazując go na program "na żywo". Doszedł widać do wniosku, że skoro programu zdjąć nie może (Wildsteinowi gwarantuje to kontrakt, który "podarował" mu poprzedni prezes Andrzej Urbański), to przesunie go na nocną porę i każe pracować na oczach widzów. Liczył, że Wildstein wykończy się sam.

Bronisław Wildstein
Fot. Bartosz Bobkowski / AG
Bronisław Wildstein
Trzeba Farfałowi oddać, że się nie pomylił. Wildstein co tydzień udowadnia, że Farfała intuicja (przynajmniej w tym względzie) nie zawiodła.

Bo "BW przedstawia" to program, w którym najwięcej samego Wildsteina i jego sposobu patrzenia na politykę. A to może rozczarować. I rozczarowuje. Oglądalność nie jest imponująca. Od kiedy program jest na żywo widownia waha się między 400 a 700 tys. widzów (a podobny program Tomasza Lisa, też na żywo, choć o lepszej porze, startuje przed 22-gą, przyciąga od 2 do 3,5 mln widzów).

Autopromocyjne intencje Wildsteina bezbłędnie wyczuła Miłka Skalska, która w programie robi za konferansjerkę. Gdy studio opuszczał Jan Lityński tak mniej więcej spuentowała ich rozmowę: Lityńskiemu nie udało się przekonać Wildsteina. Panowie spierali się, czy rząd Tadeusza Mazowieckiego można krytykować (Lityński) czy trzeba go potępiać w czambuł (Wildstein).

Jedna z moich ulubionych fraz Wildsteina brzmi jakoś tak: przyznajmy, powiedzmy szczerze, że... I tu Wildstein wykłada swój punkt widzenia (sprowadza się do marzeń o powrocie IV RP, nawet mu się nie dziwię, w IV RP Wildstein był nie byle kim, bo prezesem TVP i to dzięki nie byle komu, bo szefowi partii rządzącej Jarosławowi Kaczyńskiemu).

Tymi uwagami o szczerości Wildstein chce zmusić gości do przyznania mu racji. Bo o to właśnie w tym programie chodzi: by to Wildstein prezentował swoje poglądy a rozmówcy przyjęli je za własne.

Gdy kategorycznie odmawiają, Wildstein całym swoim jestestwem (nachylenie torsu, gestykulacja, spojrzenia, grymas ust, ton głosu) powątpiewa w ich szczerość.

Wczorajszy program był odmienny. Gościem był Artur Balazs, który opowiadał swoją historię, jak służby specjalne naciskają na prokuraturę, by nie postawiła zarzutów gen. Adamowi Rapackiemu, wiceszefowi MSWIA i gen. Maciejowi Huni, szefowi Agencji Wywiadu. Mieli oni przygotować w 2003 r. prowokację przeciwko Balazsowi, by go skompromitować oskarżeniami o udział w mafii zbożowej. Miało na tym zależeć ówczesnemu premierowi Leszkowi Millerowi, bo Balazs odmówił wejścia do jego rządu (by go ratować po wyjściu z koalicji PSL-u).

Wildstein przekonywać do niczego Balazsa nie musiał. I dlatego dał mu mówić więcej niż innym gościom. Dlatego wczorajszy program to był wyjątek potwierdzający regułę.

Jako widz wolałabym, by rozmówcy Wildsteina musieli tłumaczyć się ze swoich decyzji i poglądów, a nie z tego, że nie podzielają zdania gospodarza programu. By byli konfrontowani ze swoimi decyzjami czy opiniani, a nie tylko z sądami Wildsteina.

Dlatego lepszym tytułem będzie "BW się przedstawia". Po prostu idealnie odzwierciedla, to co się dzieje w studiu.

Bronisław Wildstein przedstawia, TVP 1, 27 X, wt, godz. 23.10

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 35 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    56 głosów