Co myślisz o tej sprawie. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
Alicja Tysiąc pokonała w Strasburgu polskie państwo, a wczoraj wygrała z katolickim pismem. Interpretacje ideologiczne przesłaniają tu fakty. Co naprawdę się wydarzyło?
1.Alicji Tysiąc lekarze odmówili dziewięć lat temu przerwania ciąży, mimo że jej trzecia ciąża, po dwóch cesarskich cięciach, groziła pogorszeniem jej stanu zdrowia. Rzeczywiście, po urodzeniu córki wzrok Alicji się pogorszył (z 20 do 26 dioptrii). Ale nie ma jednoznacznych ekspertyz, że to właśnie ciąża wywołała taki skutek - w każdym razie nie były one dostateczne dla Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, do którego odwołała się Alicja Tysiąc.
Nie jest zatem pewne, czy odmowa aborcji naruszała polskie prawo, które zezwala na przerwanie ciąży, gdy zagrożone jest zdrowie kobiety. Nie wiadomo, czy lekarz miał prawo odmówić aborcji.
Tu właśnie - uwaga! - interweniował Strasburg. Trybunał uznał, że winne jest polskie prawo, gdyż brak instancji odwoławczej od decyzji o odmowie aborcji. Alicja Tysiąc odwołać się nie mogła.
Sędziowie Trybunału nie rozstrzygali zatem kwestii, czy miała prawo do aborcji, czy nie. Uznali, że Polska naruszyła "prawo kobiety do poszanowania jej życia prywatnego"; czytaj: do zgodnego z prawem potraktowania jej przypadku. I nakazał Polsce wypłacić odszkodowanie za złe prawo, którego Alicja Tysiąc stała się ofiarą, a nie za to, że nie mogła dokonać aborcji.
2.Dlatego właśnie polski sąd uznał wczoraj, że "Gość Niedzielny" nie napisał prawdy, twierdząc, że "mama [Alicja Tysiąc] otrzymuje nagrodę za to, że bardzo chciała zabić swoje dziecko, ale jej nie pozwolono". Polska musiała przecież wypłacić odszkodowanie - powtórzmy - nie za odmowę aborcji, tylko za złe prawo.
"Gość Niedzielny" kłamliwie przedstawił fakty i poniósł karę. Wolność słowa nie obejmuje bowiem kłamstwa, choćby cel był szlachetny.
3.Ale wyrok katowickiego sądu idzie dalej. Sąd uznał bowiem, że "Gość Niedzielny" bezprawnie naruszył też dobra osobiste Alicji Tysiąc, gdyż "używając języka nienawiści, spowodował jej ból i krzywdę". Sąd uznał, że w tym przypadku jedna wartość (ochrona godności kobiety) przeważa nad inną (wolność wypowiedzi).
4.Logika sądu jest taka: w ramach wolności słowa wolno o aborcji mówić językiem skrajnym, nawet prównując przerywanie ciąży do Holocaustu (co robił m.in. Jan Paweł II, gorący obrońca życia nienarodzonego), ale tylko gdy krytyka dotyczy zjawiska ogólnego i jest sporem światopoglądowym. Nie wolno takich zarzutów odnosić do konkretnego człowieka.
Wolno więc powiedzieć, że aborcja to morderstwo albo że in vitro to morderstwo naszych nienarodzonych braci czy sióstr, ale nie wolno powiedzieć, że matka czy bezpłodna para są mordercami.I odwracając przykład: można powiedzieć, że zakaz używania prezerwatyw propagowany przez Kościół katolicki wobec epidemii AIDS w Afryce oznacza wyrok śmierci dla tysięcy ludzi. Ale nie wolno powiedzieć, że konkretny katolik ma krew Afrykanów na rękach.
5.Wyrok sądu dotyczy tej konkretnej sprawy i nie można z niego czynić uniwersalnej zasady. Inaczej trzeba chronić dobra osobiste osoby publicznej czy mniej osobiście zaangażowanej w sprawę (np. lekarza dokonującego aborcji), a inaczej matki, której zarzuca się zamiar zabójstwa własnego dziecka.
W każdym przypadku sąd musi zważyć, ile w oskarżeniach, nawet najbardziej bezwzględnych, jest argumentacji i uogólnienia, a ile nienawiści do konkretnej osoby. Tym razem sąd nie miał watpliwości: "To były słowa pogardy, niechęci, napastliwości i nie służą niczemu innemu, jak tylko wyrażeniu tych złych uczuć".