http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Prywatyzacja - tor przeszkód

Agata Nowakowska, Rafał Zasuń
2009-09-15, ostatnia aktualizacja 2009-09-14 23:31

Od tego, czy rząd zdoła zdobyć co najmniej 28,5 mld zł ze sprzedaży majątku państwowego, zależy los nas wszystkich. I nie są to puste groźby

Agata Nowakowska
Fot. Gazeta
Agata Nowakowska
Dzięki wysokim przychodom z prywatyzacji Polska może się mniej zadłużyć, co oddali wizję przekroczenia przez dług 55 proc. PKB. Gdyby ta sztuka się nie udała, zostaniemy poddani terapii szokowej. Zgodnie z ustawą o finansach publicznych rząd będzie musiał już w 2012 r. przygotować budżet bez deficytu - wydatki muszą mieć pokrycie w dochodach. W jednym roku trzeba będzie wytrzasnąć ponad 50 mld zł.

To krew, pot i łzy - cięcia wydatków i windowanie podatków!

Trzeba być twardym jak skała

Prywatyzator w Polsce musi być gotowy na zarzuty - zwłaszcza w kryzysie - że sprzedano za tanio, że kupił nie ten, co trzeba: Niemiec, Rosjanin, Katarczyk. Odchodzący ministrowie skarbu mają jak w banku procesy. Rekordzista Janusz Lewandowski nękany był 12 lat, zanim sąd go uniewinnił.

Do akcji wkroczy prezydent. Dla niego prywatyzacyjne plany rządu są jak gwiazdka z nieba. Obóz prezydencki nie miał dotąd pomysłu, jak poderwać ludzi do poparcia Lecha Kaczyńskiego. Na IV RP mało kto da się już złapać, walka z korupcją i solidarne państwo też się zużyły. Kryzys nie chwycił, bo choć dotknął Polskę, to wypadamy lepiej niż reszta świata. Nawet polityka historyczna jest słabą wędką, bo teraz to premier Tusk organizuje obchody 70-lecia wybuchu II wojny światowej.

Oburzenie na wyprzedaż rodowych sreber - za bezcen, nie daj Bóg Niemcowi - to idealne hasło na sztandary Lecha Kaczyńskiego. Może liczyć na poparcie "Solidarności", która dostarczy PiS-owi żołnierzy - strajkujących i protestujących pracowników prywatyzowanych firm.

Rząd czeka też wojna w parlamencie. Wprawdzie Sejm nie ma kompetencji w sprawie prywatyzacji, ale gdy minister skarbu z SLD Wiesław Kaczmarek sprzedawał Stoen, warszawskiego dostawcę prądu, radykalni posłowie blokowali mównicę.

Prywatyzację czeka więc tor przeszkód. A ten rząd pokazał, że specjalnie twardy w negocjacjach z rozmaitymi grupami społecznymi nie jest.

Osłabiony katarskim fiaskiem minister skarbu Aleksander Grad i minister finansów Jacek Rostowski natkną się też na opozycję w samym rządzie. Bo PSL nie ukrywa niechęci do prywatyzacji.

Najważniejsze - sprzedaż elektroenergetyki

W tym roku inwestora strategicznego ma zdobyć poznańska Enea warta 6-8 mld zł; w przyszłym roku - gdańska Energa i mniejszościowe pakiety skarbu państwa w Polskiej Grupie Energetycznej i Tauronie (Grad chciał sprzedać całego Taurona, ale PSL to zablokował). To w sumie połowa niezbędnych dochodów z prywatyzacji, jakieś 14 mld zł.

Państwowa energetyka jest obok górnictwa najbardziej uzwiązkowioną gałęzią gospodarki. "Solidarność" jest tu silna, a związkowcy wynegocjowali dziesiątki "umów społecznych" gwarantujących zatrudnienie i płace. Nie zawsze są to umowy korzystne dla firm, ale na plus energetycznym związkom trzeba zapisać jedno - w przeciwieństwie do górników nie oderwali się od rzeczywistości.

Nie rzucają mutrami w Warszawie i nie urządzają bitew z policją, żądając przywilejów, podczas gdy kopalnie przynoszą straty, a żaden bank nie chce im dać kredytu.

Rząd musi zapobiec instrumentalnemu traktowaniu pracowników przez działaczy związkowych. Musi w negocjacjach z inwestorami zapewnić sowite premie prywatyzacyjne i osłony socjalne dla zwalnianych pracowników - aby wytrącić związkowym radykałom argumenty z ręki.

Musi przekonać załogi, że na prywatyzacji nie stracą, tak jak nie stracili energetycy z prywatnych już elektrowni w Połańcu, Rybniku, Górnośląskim Zakładzie Energetycznym czy Stoenie.

Pracownicy muszą czuć, że rząd mówi im, co ich czeka. Osłabić niepewność i strach Na razie rząd tę informacyjną wojnę przegrywa. Nie umie ze związkowcami rozmawiać. To błąd - niepewność pracowników sprzyja tym, którzy grają na strachu przed prywatyzacją.

Wśród związkowców jest wielu rozsądnych ludzi. Rozumieją oni, że bez potężnych zastrzyków kapitału, które może dać dziś tylko zagraniczny inwestor, polska energetyka nie przetrwa. W perspektywie kilkunastu lat państwowe firmy nie wytrzymają konkurencji z zachodnimi gigantami.

- Jeżeli ktoś myśli, że ma prawo blokować zamiary właściciela, to mu się odwaga myli z odważnikiem. Naszą rolą, rolą związków, jest zabezpieczenie interesów pracowników - mówił niedawno "Gazecie" Roman Michalski, szef jednego ze związków w elektrowni Dolna Odra.

Jeśli rząd zdoła przekonać załogi, że nic nie dzieje się za ich plecami, że na prywatyzacji nie stracą, to może się nie obawiać opozycji. Bez wsparcia pracowników sprzedawanych firm zostanie jej tylko bicie politycznej piany.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 3 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów