Dziś tak jest ze względu na złoty medal polskich siatkarzy w mistrzostwach Europy. Wielkie zdjęcie siatkarzy na pół pierwszej strony publikuje "Nasz Dziennik", "Gazeta Wyborcza", "Rzeczpospolita", "Polska" oraz pewnie wszystkie inne dzienniki, których nie miałem w ręku.
Skupmy się więc na tym , co jest w prasie poza siatkówką. "Polska" pisze o
planowanym szczycie między prezydentem i premierem w sprawie polskiej strategii w Afganistanie. "Bez posiłków z NATO nasi żołnierze będą ginąć, nie mając szans na wygraną z talibami" - pisze "Polska". Teoretycznie możliwe są dwa warianty: wysłanie większej liczby żołnierzy albo zmniejszenie strefy, za którą jesteśmy odpowiedzialni. "Zwiększenie naszego kontyngentu nie wchodzi w grę nie tylko z powodu cięć w budżecie MON, ale przede wszystkim rosnącego sprzeciwu opinii publicznej wobec udziału Polaków w wojnie. Pomysł na podzielenie się strefą okupacyjna w Ghazni z sojusznikami z NATO ma natomiast szansę na realizację" - pisze "Polska".
Pozostając wokół Afganistanu
"Rzeczpospolita" donosi: "Kolejny dowódca chce opuścić Klicha". Chodzi o gen. Bronisława Kwiatkowskiego, szefa Dowództwa Operacyjnego, odpowiedzialnego m.in. za misje zagraniczne polskich żołnierzy. Według informatorów "Rz" generał poprosił o skrócenie kadencji o kilka miesięcy, choć mógłby pozostać na stanowisku do października przyszłego roku. Przyczyną są ponoć trudne relacje z ministerstwem obrony i samym ministrem Bogdanem Klichem. "Bliscy współpracownicy Klicha mieli oskarżać generała po ostatnich tragicznych wydarzeniach w Afganistanie m.in. o to, że nie panuje nad sytuacją" - pisze "Rz". Kwiatkowskiego jako znakomitego żołnierza i dowódcy bronią zarówno szef prezydenckiego BBN Aleksander Szczygło, jak i b. wiceminister obrony w rządzie lewicy Janusz Zemke.
"Gazeta Wyborcza" rozpoczyna pasjonującą opowieść reporterską o wojnie w Afganistanie.
Dziś o kulisach zdrady w afgańskiej policji, która doprowadziła w sierpniu do śmierci kpt. Daniela Ambrozińskiego. Jutro o metodach, którymi talibowie walczą żołnierzami NATO, w środę obrazy z pierwszej linii, w czwartek o tym, jak przeciętni Afgańczycy postrzegają polskich żołnierzy.
W gazetach nie cichną echa dyskusji, czy Polska powinna nazywać Katyń ludobójstwem, żądając tego samego od Rosji, i czy wicemarszałek Sejmu Stefan Niesiołowski dobrze zrobił, stwierdzając kilka dni temu, że to nie było ludobójstwo, ale zbrodnia wojenna. Tu zdanie są podzielone i przewidywalne zgodnie z linią ideową gazet. O stanowisku "Naszego Dziennika" mówią same tytuły: "Niesiołowski przebił prokuratorów rosyjskich", "PO odpowiada na oczekiwania rosyjskie", "Zaprzeczanie ludobójstwu jest korzystne dla Rosjan". "Polska" ma podobne zdanie, pisząc: "Niesiołowski kwestionuje stanowisko Polski". "Gazeta Wyborcza" cytuje natomiast wypowiedź prezesa Federacji Rodzin Katyńskich Andrzeja Skąpskiego: "Ludobójstwem był Holocaust czy rzeź w Rwandzie, natomiast Katyń to zbrodnia wojenna. Czepianie się słowa i robienie afery politycznej jest dla mnie obrzydliwe i oburzające".
Ciekawe, czy politycy usłyszą ten głos rozsądku ze środowiska krewnych ofiar Katynia, które ma największe moralne prawo wypowiadać się w tej sprawie. Niestety, obawiam się, że po raz kolejny nie.