Ministerstwo Pracy na nadmiar ekspertów nie narzeka. Wręcz przeciwnie. Pewnie dlatego od kilku miesięcy nie może się uporać z ustawą o bezpiecznych funduszach emerytalnych, w których wylądują nasze oszczędności, gdy będziemy się zbliżać do wieku emerytalnego.
Ten projekt miała przygotować Chłoń-Domińczak. Ale gdy była na urlopie macierzyńskim, minister pracy Jolanta Fedak - nie wiadomo dlaczego - okroiła jej kompetencje. Wiceminister odchodzi, bo nie miała szansy zajmować się tym, na czym zna się najlepiej.
Praca w urzędach nie jest zbyt dobrze płatna, trudno tu pozyskać fachowców z prawdziwego zdarzenia. Gdy już się trafią tacy zapaleńcy, trzeba ich trzymać z całej siły za nogi, by nie uciekli. Nie stać nas na marnowanie kapitału ludzkiego. Czy nie o tym rozpisywał się rząd w niedawnym raporcie "Polska 2030"?
Premier Tusk i minister Fedak nawiązali jednak do innej tradycji, którą najlepiej wyraża dowcip o piekle. Jako jedynej nacji Polaków nie trzeba tam pilnować, bo jak ktoś się gramoli z kadzi, to rodacy ściągają go za nogi z powrotem.
Źródło: Gazeta Wyborcza