http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Wildstein, kolega z pracy Farfała

Wojciech Czuchnowski
2009-03-24, ostatnia aktualizacja 2009-03-24 00:00

Czyli były prezes TVP o tym, czym się różni jego związek z Piotrem Farfałem od perwersyjnego sojuszu ?Gazety? z tym ostatnim.

Wojciech Czuchnowski
fot.
Wojciech Czuchnowski
W dzisiejszej „Rzeczpospolitej” b. prezes TVP czasów PiS, a dziś publicysta Bronisław Wildstein, z satysfakcją pisze o „stosunkowo nowym zjawisku”, jakim jest „alians” „Gazety Wyborczej” z Ligą Polskich Rodzin. Wildsteinowi chodzi o to, że związany z LPR obecny p.o. prezesa Telewizji Piotr Farfał zdjął z anteny propagandowy program „Misja specjalna” (nazywany dla niepoznaki „magazynem śledczym”), usunął z pracy jego autorkę Anitę Gargas oraz zakończył telewizyjną misję redaktora naczelnego „Gazety Polskiej” Tomasza Sakiewicza, odbierając mu sobotnią audycję „Pod prasą”. „Była to realizacja postulatów «Gazety Wyborczej » i postkomunistów”- ogłasza Wildstein.

Wnika przy tym w duszę Farfała, pisząc jak ten „przeżywa spazm ontycznej rozkoszy” zwalniając nielubianych przez siebie dziennikarzy, perwersyjnie („być może”- zaznacza) „upaja się aplikowanym mu niezasłużenie przez «Wyborczą » określeniem «neonazista »”. „Także tym, można tłumaczyć jego czuły związek z tą gazetą, której polecenia wypełnia bez szemrania”- diagnozuje.

Wildstein oprócz tego, że jest publicystą i działaczem politycznym, bywa też prozaikiem. Lektura jego powieści - "Jak woda" czy "Dolina nicości"- dowodzi, że nie wystarcza mu miano prawicowego autorytetu moralnego i wzorca antykomunizmu. Wildstein chciałby być autorytetem w sprawach perwersji i mroków ludzkiej (głównie męskiej) duszy. W swoich powieściach nie szczędząc pikantnych szczegółów, których nie powstydziliby się Henry Miller i Roman Bratny, ukazuje co tak naprawdę kręci dużych chłopców bawiących się w Polsce w media i politykę.

Nazywając związek "Gazety" z Farfałem i jego formacją "czułym aliansem", Wildstein zdecydował się na odważny krok rzucenia pereł swojej literackiej wyobraźni, przed wieprze wsłuchane w jego publicystykę.

Czy ten eksperyment się uda? Nie wiem.

Ciekawsze, że w tym samym tekście o Farfale Wildstein wobec samego siebie względem Farfała stosuje inną niż wobec "Gazety" miarę. Z bezlitosną surowością przyznaje, że być może sam popełnił błąd, bo będąc - z nadania PiS - prezesem TVP tolerował na stanowisku wiceprezesa narzuconego przez LPR Farfała.

W tym wypadku nie ma jednak mowy o jakichś mroczno-perwersyjnych motywacjach. Dylemat Wildsteina z tych czasów, to dylemat intelektualisty-męża stanu: "Można potraktować tę sprawę jako przyczynek do debaty nad konfliktem etyki przekonań i odpowiedzialności jednoznacznie rozstrzygniętym przez Maksa Webera na korzyść tej ostatniej" - tłumaczy się Wildstein pięknie i wzniośle.

Kto ma rację? "Wyborcza" w oślizgłym sojuszu z jęczącym w ontycznej rozkoszy Farfałem, czy posągowy Wildstein z eleganckim Maksem Weberem, jako wytłumaczeniem własnego konformizmu ? Wybór jest dla czytelnika oczywisty. Każdy woli Webera.

Zejdźmy jednak na ziemię: "Gazeta" konsekwentnie przeciwna upartyjnianiu przez kolejne rządy polskich mediów publicznych, w czasach PiS krytykowała nominacje Sakiewicza, Gargas, Farfała i wiele innych. Farfałowi przypomnieliśmy jego młodzieńczą aktywność w faszystowskim wydawnictwie. Konsekwentnie piszemy, że skrajne upartyjnienie przez PiS mediów publicznych doprowadziło do sytuacji, że dziś rządzą nimi LPR i Samoobrona, partie - decyzją wyborców - zepchnięte na margines życia publicznego.

Krytykowaliśmy również nominację na fotel prezesa TVP Bronisława Wildsteina, który dla szefa PiS Jarosława Kaczyńskiego, był symbolem "moralnego wzmożenia".

Niedorzeczności wypisywane przez Wildsteina na temat sojuszu "Gazety Wyborczej" z Farfałem świadczą tylko o tym, że były prezes sam cierpi na kompleks Farfała. Będąc szefem TVP tolerował sytuację, w której były neonazista i działacz nacjonalistycznej organizacji był jego kolegą z pracy i z partyjnego układu. Max Weber nie ma z tym nic wspólnego.



PS. Prawdziwe wytłumaczenie ataku Wildsteina na Farfała znajduje się na początku tekstu tego pierwszego. Otóż prowadzony przez niego program "Bronisław Wildstein przedstawia"(też krytykowany przez "Gazetę") decyzją Farfała został przesunięty z czwartku po godz. 22 na środy przed północą. Dopiero teraz Wildstein poczuł się "moralnie wzmożony" by wystąpić w obronie kolegów. Chociaż nie jest tak źle. Jak przyznaje sam Wildstein "program dalej istnieje, ja i moi współpracownicy honoraria dostajemy".

  • 37 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':