http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

J.M. Rokita - ofiara niemieckiej policji

Bartosz Wieliński
2009-02-12, ostatnia aktualizacja 2009-02-12 00:00

Bartosz Wieliński
AG
Bartosz Wieliński
Cała Polska żyje dramatem Jana Marii Rokity, którego niemieccy policjanci wywlekli w kajdankach z maszyny niemieckich linii lotniczych Lufthansa na terenie niemieckiego portu lotniczego w Monachium. - Padłem ofiarą niechęci do Polaków wśród niektórych funkcjonariuszy publicznych państwa niemieckiego. Traktowali mnie jak psa, z niemiecką nienawiścią do Polaka - tak opisuje zajście Rokita, były prominentny polityk PO i niedoszły premier RP.

O co poszło? Co innego mówią o sprawie Rokitowie, co innego niemiecka policja. Pasażerowie, którzy powiadomili media twierdzą, że chodziło o to czy płaszcz Nelly Rokity ma wisieć w klasie ekonomicznej czy klasie biznes. W sumie szczegół, ale Rokita zaczął w tej sprawie ostro kłócić się ze stewardesą. Twierdzi, że ta była wyjątkowo bezczelna, rzucała m.in. kapeluszem jego żony, niemiecka policja podaje zaś, że Rokita stewardesę popchnął. Co jest prawdą nie wiadomo. Stewardesa poinformowała jednak o zajściu pilota. Ten kazał Rokicie się wynosić z maszyny. A skoro nie chciał po dobroci zawezwał policjantów.

Nie widziałem płaszcza pani Nelly i nie wiem czy był wart takiej awantury. Ale jestem przekonany, że na każdym cywilizowanym lotnisku wobec awanturującego się pasażera postąpiono by tak samo. Pasażer ma obowiązek wykonywać polecenia kapitana i jego załogi. Jeśli stewardesa każe schować płaszcz do luku bagażowego, to go się tam chowa. Jeśli każę zapiąć pasy, to się je zapina. To podstawowa zasada, która gwarantuje bezpieczeństwo innym. Ci, którzy tego nie akceptują, po prostu nie lecą, nawet, jeśli w ważnym kraju Unii Europejskiej mają status politycznej gwiazdy.

Policja sponiewierała Rokitę, bo stawiał jej opór i trzeba było go obezwładnić. Tak postąpiono by również w każdym innym kraju. Z wyjątkiem może Polski, z wiadomych przyczyn. Choć niemiecki policjant powinien trzymać przy tym nerwy na wodzy. Jeśli nazwał Rokitę "arschlochem" i wyszydzał jego narodowość - powinien za to zostać ukarany.

Ale nie wierzę, że Jan Maria Rokita, człowiek światły, nie wiedział jak należy zachowywać się w samolocie i wobec policji. Teraz on i jego żona odgrywają rolę ofiary, bo przez cały incydent wyszła na jaw ich małostkowość. Wszczynanie międzynarodowej awantury o to, gdzie będzie wisiał płaszcz (nawet nie wiem, jakby był drogi) delikatnie mówiąc nie przystaje poważnemu politykowi. Dlatego w wywodzie pojawia się oklepany motyw: czyli źli Niemcy. Słowo "Gestapo" wprawdzie nie padło, ale mamy w wywodzie Rokity jego substytuty. Jest Polak - pies i niemiecka nienawiść. W odruchu solidarności cały kraj z podobną nienawiścią powinien potępić teraz brutalność monachijskich żandarmów.

W podobne tarapaty w zeszłym roku wpadł niejaki Steffen Reiche, niemiecki parlamentarzysta, były minister w rządzie Brandenburgii i szef landowego SPD. On też pokłócił się w samolocie ze stewardesą. Nie wpuściła go biznesklasy, nie podała niemieckiej gazety itd. Potem sytuacja wymknęła się spod kontroli i stewardesa oskarżyła w końcu Reichego, że jej złośliwie podstawił nogę. Poseł zarzekał się, że to nie prawda, ale stracił immunitet i dostał 3 tys. euro grzywny. Reiche walczy teraz o dobre imię przed sądem. Nie tłumaczy się jednak, że padł ofiarą niechęci do Ossie wśród niektórych funkcjonariuszy publicznych państwa niemieckiego.

  • 59 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':