Gdy król się ośmiesza, gdy prezydent szarga najwyższy urząd, gdy wicepremierem zostaje chamidło, biadolimy nad stanem demokracji. Ale upadek błazna to też zła wiadomość. Bo Palikot był "błaznem osobliwym" i "rycerzem prawdy" w jednym: przekłuwał balony nadmuchane przez polityków, łamał tabu, by poruszyć sumienia - jak wtedy, gdy pokazał wibrator, mówiąc o gwałtach w komendach policji.
Miał wdzięk kontrkultury. Był, owszem, niegrzeczny, ale demaskując hipokryzję, wprowadzał do polskiej polityki trochę świeżego powietrza. A przy tym był skuteczny i harował jak wół.
Teraz błazen przestał być śmieszny, stał się obrzydliwy. Kiedyś rozbrajał tabu, występując w koszulce "jestem gejem", ośmieszał przesądy. Teraz posługuje się nimi, by przywalić rywalowi.
Tusk stracił błazna. Powinien ogłosić wakat na to stanowisko.