http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Koniec błazna

Piotr Pacewicz
2009-01-12, ostatnia aktualizacja 2009-01-11 00:00

Palikot, pierwszy błazen III RP, zatroskał się o stosunki seksualne szefa PiS Jarosława Kaczyńskiego i uznał, że ten jest pewnie gejem. Skończył się z przyczyny tej - jak się kiedyś śpiewało w Warszawie

Piotr Pacewicz
fot.
Piotr Pacewicz
Gdy król się ośmiesza, gdy prezydent szarga najwyższy urząd, gdy wicepremierem zostaje chamidło, biadolimy nad stanem demokracji. Ale upadek błazna to też zła wiadomość. Bo Palikot był "błaznem osobliwym" i "rycerzem prawdy" w jednym: przekłuwał balony nadmuchane przez polityków, łamał tabu, by poruszyć sumienia - jak wtedy, gdy pokazał wibrator, mówiąc o gwałtach w komendach policji.

Miał wdzięk kontrkultury. Był, owszem, niegrzeczny, ale demaskując hipokryzję, wprowadzał do polskiej polityki trochę świeżego powietrza. A przy tym był skuteczny i harował jak wół.

Teraz błazen przestał być śmieszny, stał się obrzydliwy. Kiedyś rozbrajał tabu, występując w koszulce "jestem gejem", ośmieszał przesądy. Teraz posługuje się nimi, by przywalić rywalowi.

Tusk stracił błazna. Powinien ogłosić wakat na to stanowisko.

  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':