W czasach realnego socjalizmu nie udało się przeprowadzić żadnych poważnych reform ekonomicznych, bo przeszkadzała im ideologiczna nadbudowa, której władza trzymała się kurczowo. Nie dało się wprowadzić nowoczesnej gospodarki gwarantującej dobrobyt przy zachowaniu socjalistycznych dogmatów, na których opierało się życie społeczne. Nie można bowiem mieć wolnego rynku w zniewolonym społeczeństwie, nie można mieć wolnego społeczeństwa bez wolnego rynku.
Ta zależność ekonomii od panującej ideologii, światopoglądu czy etosu (lub jego braku) widoczna jest wszędzie, choć na różne sposoby. Nawet jeśli będziemy sobie wmawiać, że "kultura socjalistyczna" była narzucona i krótkotrwała, a dzisiejsza jest "piastowska, wieczna i nasza własna" - to wspomniana zależność pozostanie.
Tymczasem premier Tusk zapowiada głębokie ekonomiczne i społeczne reformy bez zmian w kulturze i edukacji. Premier mówi: "Żadnej rewolucji obyczajowej nie będzie". Bogu co boskie, cesarzowi co cesarskie, tradycji co tradycyjne: kobiety niechaj więc pozostaną w domu, lud niech modli się w kościele, życie (poczęte) niechaj będzie święte, rodzina - na wieki - heteroseksualna, młodzież niechaj przyswaja prawdy katechezy i nabiera chęci do ciągłej walki o niepodległość Polski i tylko Polski.
Nie da się jednak - w moim przekonaniu - przedłużyć wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn bez rewolucji w modelach wychowywania oraz socjalizowania kobiet i mężczyzn. Nie da się zmienić spadającej na łeb i szyję demografii bez złamania kilku kulturowych i religijnych tabu, takich jak "święta rodzina", "naturalne poczęcie", "
dziecko musi być z matką", oraz bez polityki socjalnej prowadzonej na bazie feministycznej ekonomii, to znaczy takiej, która uwzględnia dochód z
pracy domowej. Nie da się skutecznie prowadzić polityki proekologicznej bez wpływu na prywatny styl życia obywateli, a zwłaszcza bez odrzucenia głębokiego kulturowego i religijnego przekonania, że "Ziemia została nam oddana w panowanie". Nie da się zwiększyć kapitału społecznego bez energicznych kulturowo-edukacyjnych działań państwa, alternatywnych wobec działań Kościoła (nowoczesna edukacja obywatelska, etyka w szkołach, świeckie "świetliki"). Nie da się stworzyć społeczeństwa równych szans bez wprowadzenia mechanizmów wspierających (np. kwoty) wobec tych (np. kobiety), którzy znajdują się w gorszym położeniu z racji nie tylko ekonomicznych, ale i kulturowych (stereotypy, uprzedzenia). A to jest przecież związane z ogromną rewolucją w kwestii obyczajów i publicznych praktyk.
Kilka lat temu Michał Boni w prognozie "
Polska 2030" wykazał, że na świecie szybki
wzrost gospodarczy z reguły poprzedzony jest głębokimi zmianami kulturowymi związanymi z promowaniem społeczeństwa posttradycyjnego i takich wartości jak: różnorodność, równość, indywidualizm, tolerancja, otwartość, prawa kobiet i homoseksualistów. Bez zmian kulturowych, bez rewolucji obyczajowej, bez ograniczenia wpływów religii na sferę wychowania, socjalizacji i kształt ról społecznych nie da się wprowadzić żadnych głębszych reform społecznych, a bez nich - i ekonomicznych. No, chyba że zaprowadzą je wzbogaceni podwyżkami policjanci i wojskowi.
Magdalena Środa, filozof, etyk