Małe poruszenie wywołała w naszych konserwatywnych kręgach informacja, że czesne w społecznym liceum im. Jacka Kuronia - do którego chodzi lub chodziło wielu organizatorów warszawskiego "Marszu Oburzonych" - wynosi ponad 800 zł miesięcznie.
Liceum Kuronia, jak łatwo zgadnąć, musi być czymś między Komsomołem a szkołą terrorystów - czyli strasznym miejscem. To
szkoła, "w której
nastolatki uczą się m.in. biografii Emmy Goldman, ikony amerykańskiego anarchizmu i feminizmu, terrorystki, która na początku XX wieku namawiała do mordowania kapitalistów. Czy na następny marsz licealiści wybiorą się z nożami i kijami baseballowymi?" -
boi się w "Rzeczpospolitej" Marek Magierowski, prosząc demonstrantów, żeby "odczepili się od kapitalizmu". Mam wrażenie, że chodzi im o coś odwrotnego - żeby kapitalizm odczepił się od nich - ale o tym za moment.
"Bogate dzieciaki bawią się w rewolucję" -
prycha z pogardą Piotr Gursztyn, także w "Rz".
Portal wPolityce.pl przeprowadził dochodzenie za pomocą ulubionych narzędzi śledczych polskich blogerów -
Google i Facebooka - i ustalił, że inicjatorem demonstracji jest m.in. Grzegorz Jan Janiczak, absolwent Wielokulturowego Liceum Humanistycznego im. Jacka Kuronia. „Swoje poglądy religijne definiuje tak: »wolnomyśliciel, libertyn-pieprzyć religię, ateista «. Poglądy polityczne: PPS, lewica. PPP”.
Na profilu Janiczaka portal znalazł jeszcze cytaty z Lenina i Marksa.
WPolityce.pl przeczytało i zatrzęsło się ze zgrozy: ktoś cytuje Marksa na serio! Koniec cywilizacji łacińskiej jest już blisko: "A więc pierwsi wychowankowie Krytyki Politycznej, Karola Marksa i Włodzimierza Lenina wychodzą na ulice".
Wszyscy zauważyli, że poseł Kalisz - który przyszedł na demonstrację - jeździ drogim jaguarem. Co prawda tym razem taktownie zostawił go w garażu, ale tabloidy wielokrotnie pisały o jego upodobaniu do drogich i wygodnych samochodów. Nie chcę zgłębiać intencji posła Kalisza - przez ostatnie 20 lat kapitalizm jakoś mu nie przeszkadzał. Ale każdy ma prawo przyjść na demonstrację.
Obraźliwy i niemądry jest jednak argument, że młodzi ludzie z liceum, w którym czesne wynosi 800 zł - a więc w domyśle: "bogate dzieciaki" zamożnych i dobrze sytuowanych rodziców, które mają lepsze perspektywy życiowe od większości rówieśników - nie mają moralnego prawa protestować przeciwko niesprawiedliwości tego świata. Jest to argument tego rodzaju, który mówi więcej o tych, którzy go używają, niż o młodych ludziach demonstrujących w
Warszawie.
Publicyści i blogerzy, którzy tak mówią, zdradzają swoją wizję świata, w którym nie ma miejsca na bezinteresowne działanie. W świecie red. Magierowskiego i Gursztyna byt określa świadomość - w najbardziej prostacki sposób. "Skoro macie to szczęście, że urodziliście się w zamożnych domach, zamknijcie buzie i konsumujcie" - mówią naprawdę protestującym ci krytycy.
Takiej postawy spodziewałbym raczej po jakiś wyciągniętych z szafy z naftaliną marksistach, a nie po konserwatywnej prawicy. Jest w tym ładunek cynizmu i pogardy godny odnotowania.
Oczywiście, inicjatorzy społecznych protestów rzadko pochodzili ze środowisk naprawdę biednych i zmarginalizowanych. Nie bez powodu - bo ludzie zepchnięci na margines zwykle są zbyt zajęci codzienną walką o przetrwanie, a często też zbyt słabo wykształceni, żeby skutecznie się zorganizować i wypowiedzieć swoje postulaty tak, żeby były słyszalne wszędzie - nawet w katakumbach redakcji konserwatywnego dziennika.
W przypadku polskich młodych ludzi, w tym tych "z dobrych domów", dobre wykształcenie i wrażliwość na krzywdę nakłada się na kiepskie - w porównaniu z aspiracjami - własne perspektywy życiowe. Nawet bardzo przyzwoite wykształcenie i pięć bezpłatnych staży w korporacji nie gwarantują już dziś w Polsce niczego, nawet stałej pracy za średnią krajową. Podstawowa obietnica kapitalizmu - "ciężko pracujesz, inwestujesz w siebie i odnosisz sukces" - jest dla tych demonstrantów oczywistym kłamstwem. Młodzi ludzie dochodzą więc do całkiem racjonalnego wniosku, że coś jest nie w porządku "z systemem". I wychodzą na ulicę, żeby to głośno powiedzieć. Liceum im. Jacka Kuronia powinno się cieszyć z takich absolwentów. Nie myślą o tym, jak zrobić kasę - ale o tym, jak zmieniać świat. Na lepsze.