http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Biskupi chcą od podatników 600 mln. Rocznie.

Agata Nowakowska
2011-10-16, ostatnia aktualizacja 2011-10-15 13:45

Biskupi chcą od podatników, czyli państwa pozyskać nawet 600 mln zł rocznie na Kościół. Proponują znaczące uszczuplenie dochodów budżetu w czasie, gdy rząd przygotowuje się do odparcia drugiej fali kryzysu.

Agata Nowakowska
fot. AG
Agata Nowakowska
Biskupi chcą aby na Kościół katolicki lub inny można było przeznaczyć 1 proc. podatku. W zamian Kościół zgodziłby się na likwidację Funduszu Kościelnego, z którego dzisiaj opłacane są m.in. składki na ubezpieczenie społeczne i zdrowotne duchownych wszystkich Kościołów, nie tylko katolickich.

To według hierarchów jest "reforma finansów Kościoła". Biskupi nie dodają jednak, że zwiększy to strumień pieniędzy dla nich, kosztem budżetu państwa. Bo Fundusz Kościelny to dzisiaj 90 mln zł, a z 1 proc. można pozyskać nawet 600 mln zł. Zysk dla Kościołów - ponad 0,5 mld zł!

Dzisiaj każdy podatnik podatku dochodowego (PiT 36,37,38,39 i 28) może przekazać 1 proc. swojego podatku dowolnej organizacji pożytku publicznego, także np. prowadzonej przez Kościoły (przykładem takiej organizacji jest Caritas).

Z podatków za 2010 r. przekazano takim organizacjom 400,2 mln zł (co stanowiło 0,67 proc. podatku należnego za 2010r., gdyby wszyscy uprawnieni przekazali swój 1 proc. suma ta podskoczyłaby do 597,3 mln zł). Wpływy państwa z podatku dochodowego to ok. 60 mld zł (pieniądze te są dzielone pomiędzy budżet i samorządy).

Kościół nie proponuje, by podatnicy mogli przekazać mu pieniądze z tego 1 proc. Powód jest prosty: uszczupliłoby to środki trafiające do organizacji, które cieszą się zaufaniem podatników i których praca na rzecz potrzebujących jest dobrze przez nich oceniana. Tego zapewne Kościół nie chce, a jeszcze nie byłoby to dobrze odbierane przez opinię publiczną.

Dlatego obradujący w Przemyślu biskupi proponują, by na Kościoły oraz związki wyznaniowe można było przekazywać kolejny 1 proc. Jednym słowem państwo miałoby płacić na Kościoły jeszcze więcej niż dziś i to w czasie, gdy wiernych ubywa.

Mam wrażenie, że Kościół wychodząc z tym pomysłem właśnie teraz, wykazuje się całkowitym brakiem wyczucia nastrojów społecznych. Całkiem niedawno media cytowały miliardy złotych, które Kościół katolicki odzyskał od państwa za majątek zabrany mu w PRL. Pokaźne pieniądze Kościół dostaje także z Unii Europejskiej, w formie dopłat do posiadanej przez siebie ziemi. Państwo wypłaca pensje katechetom uczącym w szkołach (kiedyś lekcje odbywały się w salkach katechetycznych przy kościołach, państwo nie dorzucało do tego ani złotówki).

Głoszący antyklerykalne hasła Janusz Palikot, którego Ruch zdobył 10 proc. głosów i jest trzecią siłą w Sejmie, swoją popularność zdobył głosząc m.in. likwidację Funduszu Kościelnego, opodatkowanie tzw. tacy i usunięcie lekcji religii ze szkół.

Jedyną zaletą propozycji biskupów jest to, że na Kościoły składaliby się w tym wariancie nie wszyscy podatnicy, także niewierzący, ale tylko ci, którzy chcą. Dlaczego jednak znowu ma się to odbywać kosztem państwa, a zatem znowu wszystkich podatników?

Typowy podatek kościelny jest skonstruowany inaczej: wierni płacą dodatkowy podatek, to są pieniądze z ich kieszeni, a nie z kieszeni państwa. Wtedy także rolnicy, którzy dziś nie płacą podatku dochodowego mogliby łożyć na swój Kościół. W zamian Kościoły rezygnują z tzw. tacy.
W sytuacji, na którą nakłada się światowy kryzys i potrzeba szukania oszczędności w budżecie, propozycja biskupów wydaje się nieporozumieniem.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • 1
  • 239 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    230 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':