Do sali w sandomierskim zamku przyszło wczoraj ponad 250 osób - z Sandomierza, Tarnobrzega, Gorzyc i Dwikóz. Atmosfera była bardzo gorąca. Ludzie opowiadali co stracili, narzekali na brak pomocy i opieszałość ubezpieczycieli.
Gdy spotkanie się zaczęło, karnie ucichli. - Jesteśmy już po rozmowach z kancelarią adwokacką z Krakowa. Zdaniem prawników mamy szanse na wygraną. Gwarancji oczywiście żadnych nie ma, ale musimy spróbować. Przecież nie mamy już nic do stracenia - mówił do zgromadzonych Zbigniew Rusak, jeden z inicjatorów akcji i właściciel baru zniszczonego przez wodę. Dostał oklaski. Pomysł wystąpienia na drogę sądową narodził się w ubiegłym tygodniu podczas spotkania przedsiębiorców z przedstawicielami Ministerstwa Gospodarki. którzy przyjechali do Sandomierza. - Nie dostaliśmy żadnych konkretnych propozycji pomocy, dlatego chcemy zmusić państwo do odpowiedzialności - tłumaczył Rusak.
Według niego władze nie zadbały o właściwe zabezpieczenie wałów i zbyt późno ogłoszono ewakuację, ponadto Polska nie wdrożyła nawet dyrektyw unijnych dotyczących zapobiegania powodzi. Powodzianie chcą wykorzystać nowe przepisy, które wejdą w życie 19 lipca. Instytucja pozwów zbiorowych ma pozwolić osobom, które odniosły szkodę w jednym zdarzeniu, dochodzić roszczeń w jednym, zbiorowym postępowaniu.
- Mamy już 20 osób, które chce złożyć ten wniosek. Jeżeli ktoś jest chętny, to zapraszamy. Trzeba się jednak liczyć, że sąd nie zwolni nas z opłat i trzeba będzie zapłacić za wniesienie pozwu. To 2 procent kwoty, której się domagamy - zastrzega Rusak.
- A czy nie lepiej najpierw znaleźć kancelarie, która dostanie zapłatę dopiero po wygranym procesie? Bo wyciąganie pieniędzy od ludzi którzy wszystko stracili jest nie w porządku - dopytywał się starszy mężczyzna z sali. - Będziemy szukać takiego rozwiązania, ale już podczas samego postępowania sądowego. Za przygotowania pozwu tak czy inaczej musimy zapłacić, bo to bardzo skomplikowany dokument - odpowiadał Waldemar Wawer, jeden z inicjatorów złożenia pozwu.
- Do pozwu można się dopisać w ciągu 3 miesięcy. I dotyczy to wszystkich, nie tylko przedsiębiorców. Proszę przemyśleć decyzję - zachęcał Rusak.
Część osób od razu wpisała się na listę i płaciła wpisowe. - Nie mam innego wyjścia. Nikt nie zaproponował mi pomocy, nawet nie zadzwonił. Liczę, że prawo działa w obie strony i państwo też teraz poczuje się do odpowiedzialności - uzasadniał swoją decyzję Robert Mazur, właściciel firmy usługowo-handlowej, która zatrudnia 20 osób. - Ja się jeszcze zastanowię i porozmawiam z mężem. Bo szanse na wygraną sa nie wielkie - stwierdziła Dorota Grzesiak, jedna z uczestniczek spotkania.
Adwokaci zastrzegają, że sprawa nie będzie łatwa. - Ale już z otrzymanych informacji i choćby z doniesień medialnych widzimy podstawy, żeby się tym zająć - mówi Dominik Gałkowski z krakowskiej kancelarii Kubas, Kos, Gaertner, do której dotarli powodzianie.
- Każdy obywatel może składać pozew do sądu - mówi Agata Wojda, rzeczniczka prasowa wojewody świętokrzyskiego. Nie zgadza się jednak z zarzutami, że nie było żadnych inwestycji przeciwpowodziowych. I zapewnia, że wojewódzki sztab zarządzania kryzysowego działał zgodnie z procedurami.
Źródło: Gazeta Wyborcza