Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
- To są na razie scenariusze pisane nie tyle na papierze, ile na wodzie - zastrzegł Włodzimierz Cimoszewicz w czwartek w radiowej "Trójce". Najpopularniejszy polityk lewicy, który konsekwentnie odmawia startu w wyborach prezydenckich, równie konsekwentnie krytykuje prezydenturę Lecha Kaczyńskiego.
Ale wczoraj po raz pierwszy wyraźnie zadeklarował wsparcie dla szefa Platformy Obywatelskiej. - Jeżeli finalny scenariusz sprowadzałby się do wyboru między Donaldem Tuskiem i Lechem Kaczyńskim, to dla mnie byłoby zupełnie oczywiste, że trzeba poprzeć Tuska - powiedział.
- Mam nadzieję, że w drugiej turze Polacy nie będą musieli wybierać między dżumą a cholerą, a Włodzimierz Cimoszewicz będzie miał okazję wesprzeć kandydata lewicy - powiedział nam rzecznik
SLD Tomasz Kalita.
Relacje między Cimoszewiczem a Tuskiem są powikłane jeszcze od kampanii prezydenckiej 2005 r. Wtedy, kilka miesięcy przed wyborami, Cimoszewicz prowadził w sondażach przed Lechem Kaczyńskim. W sierpniu wybuchła jednak tzw. afera Jaruckiej. Konstanty Miodowicz z Platformy skontaktował z komisją ds. Orlenu Annę Jarucką - b. asystentkę Cimoszewicza jako szefa
MSZ w 2002 r. Ta przekazała komisji ksero rzekomego upoważnienia do zamiany oświadczenia majątkowego ministra, które w 2002 r. miał jej wystawić Cimoszewicz, by usunąć zeń informację o posiadanych akcjach Orlenu.
Prokuratura uznała, że dokument jest sfałszowany, ale Cimoszewicz wycofał się z wyborów. Liderem sondaży został Tusk, ale przed drugą turą ani Cimoszewicz, ani SLD nie poparli Tuska.
Ostatnio jednak Tusk zabiegał o stanowisko sekretarza Rady Europy dla Cimoszewicza (przegrał głosowanie), a obaj politycy są też umówieni na prywatne spotkanie. - Kolacja będzie okazją do rozmowy o czasach, które mogły położyć się cieniem na relacjach między nami - powiedział ostatnio Tusk.