Studenci szczelnie wypełnili Auditorium Maximum. Premiera przyjęli z sympatią. On z kolei zręcznie wygrywał bon moty nawiązujące do braci Kaczyńskich.
Aluzję "trzeba uważać na pytania od pań w czerwonym" publiczność w lot skojarzyła z lapsusem prezydenta Lecha Kaczyńskiego o "małpie w czerwonym", które dotyczyło jednej z dziennikarek.
Gdy w odpowiedzi na pytanie, co go różni od Jarosława Kaczyńskiego, Tusk zaproponował, że wstanie, na sali rozległ się śmiech. Spotkanie zorganizowała redakcja "Dziennika" oraz Uniwersytet Warszawski.
Na początku Tusk podziękował "tej generacji" za to, że ku powszechnemu zaskoczeniu tak dobrze zmobilizowała się podczas wyborów październikowych. Zapowiedział, że styl rządzenia jego ugrupowania będzie inny. Rząd będzie przedstawiał tylko ustawy niezbędne, natomiast będzie się koncentrował na likwidowaniu zbędnych przepisów. - Polska jest krajem gąszczu przepisów. Stajnia Augiasza wydaje się przytulnym mieszkankiem w porównaniu z nią - ocenił. - Do likwidacji zbędnych przepisów potrzebna jest determinacja na granicy wariactwa, nieprzypadkowo komisją, która się tym zajmuje, kieruje Janusz Palikot - stwierdził, budząc zdziwienie słuchaczy. - Bo on reprezentuje takie pozytywne szaleństwo - dodał po chwili.
Widać było, że jest dobrze przygotowany do pytać związanych z reformą szkolnictwa wyższego. Minister nauki w wywiadzie dla "Gazety" sugerowała możliwość wprowadzenia odpłatności za studia, co spotkało się z krytyką części polityków PO.
Tusk tłumaczył, że polskie szkolnictwo przypomina służbę zdrowia. Nie jest zupełnie bezpłatne na studiach dziennych uczelni państwowych, a wielka część studentów płaci za wykształcenie na uczelniach prywatnych, i to zazwyczaj za usługi gorszej jakości skierowane do młodych ludzi z gorzej zarabiających rodzin.
Premier obiecał jednak, że nie ma mowy o wprowadzeniu odpłatności za studia bez zreformowania systemu stypendialnego, przy równoczesnym wzroście wydatków na szkolnictwo wyższe i badania do 2 proc. PKB (obecnie to 1,3 proc.). - W rządzie nie ma myślenia, że trzeba wprowadzić opłaty, bo potrzebne są dodatkowe pieniądze do systemu edukacyjnego - zapewnił.
Premier, odpowiadając na pytanie o związki partnerskie, opowiedział się za "tradycyjnym modelem rodziny" i sceptycznie odniósł się do "małżeństw homoseksualnych", takich, które miałyby prawo do adopcji. - Ważniejsze jest, aby nikt nie był prześladowany ze względu na inne niż heteroseksualne preferencje - stwierdził.
Tusk podtrzymał zamiar dyskusji z opozycją i prezydentem o zmianie konstytucji. Bo obecna - mówił - koncentrowała się na tworzeniu mechanizmów równoważenia władzy, a nie sprawnego rządzenia. - Ta konstytucja nie przewidziała prezydenta z opozycji - dodał. Zapowiedział, że odda opozycji prawo do zdecydowania, kto będzie miał przewagę w przyszłym systemie władzy - prezydent czy premier. Zastrzegł też, że ewentualne zmiany weszłyby w życie po wyborach.
Pytany już po wyjściu z sali o pomysł lidera LiD Wojciecha Olejniczaka, by powołać komisję konstytucyjną na czele z prezydentem, stwierdził: "To bardzo dobry krok".
Tusk zapowiedział, że doprowadzi do spotkania z prezydentem i przedstawicielami wszystkich partii, na którym zostanie przedyskutowana sprawa kolizji terminu wyborów parlamentarnych z prezydencją Polski w Unii Europejskiej. Półroczna prezydencja rozpoczyna się od lipca 2011 roku - a w październiku powinny odbyć się wybory parlamentarne. - Próbowaliśmy nawet zamienić się na czas sprawowania prezydencji z Danią, ale w tym państwie też są wybory - powiedział Tusk.
Nie powiedział jasno, co chce z tym zrobić PO. Według niego jedno z rozwiązań przewiduje, że wszystkie siły polityczne zgodzą się, aby niezależnie od wyniku wyborów październikowych stary rząd działał jeszcze dwa miesiące - do grudnia 2011 r. Dopiero wtedy nowy Sejm powołałby nowy rząd.
Zastrzegł, że nie ma to być przedłużenie kadencji.
Dociskany przez dziennikarzy premier nie wykluczył przesunięcia terminu wyborów. Czy będzie to wiosna 2011? - Nie chciałbym wskazywać na konkretny termin, ta inicjatywa powinna pojawić się raczej nie ze strony rządu - powiedział Tusk na konferencji prasowej.
Źródło: Gazeta Wyborcza