Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga wszczęła śledztwo w sprawie zagłuszania rozmów telefonicznych pielęgniarek w czasie ich protestu w kancelarii premiera w czerwcu 2007 r.
Prokuratura zbada zagłuszanie telefonów pod kątem dwóch artykułów kodeksu karnego - 231, który dotyczy przekroczenia uprawnień przez funkcjonariusza publicznego, i 160 dotyczącego narażenia człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu (prawdopodobnie chodzi o szkodliwe działanie zagłuszarek). Oba są zagrożone karą do trzech lat więzienia.
Prokuratura nikomu nie postawiła zarzutów. Zawiadomienie złożył wicepremier i szef MSWiA Grzegorz Schetyna.
Wiadomo, że telefony polecił zagłuszyć b. premier Jarosław Kaczyński. "Gazeta" opublikowała wczoraj jego polecenie wydane ówczesnemu szefowi BOR płk. Andrzejowi Pawlikowskiemu.
"W związku z trwającą okupacją jednego z pomieszczeń w głównym budynku Kancelarii Prezesa Rady Ministrów (...) polecam podjęcie stosownych działań, także w zakresie bezpieczeństwa teleinformatycznego i łączności" - napisał Kaczyński.
Wyszło więc na jaw, że telefony były zagłuszane właśnie z powodu protestu pielęgniarek, a nie - jak niedawno twierdził Kaczyński - ze względu na bezpieczeństwo państwa.
Co więcej, pismo jest z 26 czerwca, a więc dnia, gdy pielęgniarki skończyły protest. Przez tydzień ich telefony były zagłuszane bez pisemnego polecenia.
Marszałek Sejmu Bronisław Komorowski (PO): - Nie ma żadnego wystarczającego uzasadnienia dla takich decyzji. Nikt nie oczekiwał od premiera Kaczyńskiego, że na ochotnika powie: "Tak, zagłuszałem panie pielęgniarki". Ale oczekiwałem, że nie będzie się mijał z prawdą, nie będzie próbował sprawy ukrywać, że będzie miał odwagę powiedzieć dużo wcześniej niż w momencie ujawnienia dokumentu: "Tak, zagłuszałem".
A Kaczyński trzyma się swojej wersji i wzywa, by zająć się "poważniejszymi sprawami".
- Były dosyć liczne przypadki zagłuszania telefonów związane z różnymi wydarzeniami, o których nie mogę mówić, bo są objęte tajemnicą państwową. Niewykluczone, że któreś z tych wydarzeń miało miejsce równolegle z wydarzeniami, które państwa interesują - powiedział na konferencji w Sejmie.
Ale i dodał: - To, że wydałem zalecenia związane z nielegalną okupacją kancelarii, to tylko dowód na to, że wykonywałem obowiązki jako premier.
Obiecał, że opowie więcej, gdy zostanie zwolniony z tajemnicy państwowej.
Dziennikarze pytali też o śledztwo. - Prokuratura wszczyna ostatnio wiele różnych dziwnych śledztw. Mam nadzieję, że dożyjemy czasów, kiedy to będzie odpowiednio ocenione i rozliczone - podkreślił.
Żartował też, że z powodu zagłuszania było narażone jego zdrowie i zdrowie wielu innych osób. - A naprawdę jest to oczywista bajka, niczyje zdrowie nie było wtedy narażone. A niekiedy trzeba było zagłuszać, bo się działy takie rzeczy, które powinny być zupełnie tajne - zakończył Kaczyński.
Źródło: Gazeta Wyborcza