http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza >  Raporty >  Pierwszy rok rządu Tuska >  Informacje

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum RSS Wyborcza.pl

Prezydent wzywa, czyli wojna podjazdowa

Wojciech Szacki, pap
2008-01-31, ostatnia aktualizacja 2008-01-30 20:05

Czy, jak i kiedy prezydent Lech Kaczyński może wezwać ministra rządu Donalda Tuska? - Prezydent i premier walczą o władzę - mówi polityk PiS

Pretekstem do kolejnego starcia prezydent - premier jest sprawa Radosława Sikorskiego. Szef MSZ, wezwany przez prezydenta, przerwał wizytę w Brukseli i stawił się w Pałacu Prezydenckim
Fot. Wojciech Olkuśnik / AG
Pretekstem do kolejnego starcia prezydent - premier jest sprawa Radosława...


Pretekstem do kolejnego starcia prezydent - premier jest ciągnąca się od poniedziałku sprawa Sikorskiego. Szef MSZ, wezwany przez prezydenta, przerwał wizytę w Brukseli i stawił się w Pałacu Prezydenckim. Prezydent nie zgodził się ani na spotkanie z wiceministrem, ani na rozmowę telefoniczną.

Według PO ruch prezydenta był niepotrzebny, a konsultacje mogły się odbyć w innym terminie. Pałac odpowiada, że powody do wezwania Radosława Sikorskiego były ważne, ale minister mógł nie przerywać spotkania w Brukseli i wrócić do Polski późniejszym samolotem.

Wczoraj Pałacowi odpowiedział premier. - Nie godzę się, aby interes polityczny jednej z partii opozycyjnych znajdował orędownika w Pałacu Prezydenckim. Jest granica, do której PiS niepokojąco się zbliża. Granica, gdzie nasza dobra wola i gotowość współpracy z prezydentem, nawet poza ramami, jakie wytycza prawo, jest wykorzystywana do paraliżowania pracy - powiedział Donald Tusk.

Tusk dodał, że prezydent i jego kancelaria nie powinni i nie mają prawa wzywać ministrów. - Chcemy jednak uniknąć napięcia i nawet gdy widzimy, że ktoś nie zna prawa albo celowo prowokuje, staramy się postępować tak, aby konflikt nie był gorący i permanentny. Ministrowie wykazują maksymalną cierpliwość i wyrozumiałość wobec niektórych nietaktów Kancelarii Prezydenta - mówił Tusk na konferencji.

Poinformował zarazem, że - "szanując fakt, że prezydent jest głową państwa" - wydał dyspozycję szefom MON i MSZ, aby byli do dyspozycji prezydenta, zawsze wtedy, kiedy tego oczekuje.

Wicepremier Grzegorz Schetyna precyzował jednak, że wzywanie ministrów do prezydenta powinno odbywać się za pośrednictwem sekretariatu szefa rządu, ponieważ "trzeba zerwać z praktykami dzikich konsultacji i wzywania na dywanik".

Odpowiedź Pałacu była szybka i ostra. - Premier kolejny raz wypowiada sformułowania, które świadczą o nieznajomości prawa i konstytucji. Nikt w całej praktyce konstytucyjnej nie kwestionował prawa do zapraszania ministrów przez głowę państwa - oświadczył prezydencki minister Michał Kamiński.

Dodał, że premier nie musi wydawać zgody ministrom rządu na spotkania z prezydentem.

- To początki kohabitacji, ustala się podział kompetencji między prezydentem a premierem - tłumaczy konflikt Adam Bielan, rzecznik PiS.

Inny polityk tej partii: - To walka o władzę. Przepisy są niejasne, o pozycji prezydenta i premiera zdecyduje praktyka. Nie może być tak, że prezydent nie może wezwać ministrów, czy że premier nie odpowiada na listy z Pałacu [chodzi o zastrzeżenia, jakie prezydent miał do szefa ABW Krzysztofa Bondaryka]. Stąd ta podjazdowa wojna. Ona nie da prezydentowi punktów w sondażach, bo Tusk jest zbyt popularny, ale teraz to nieistotne. Następne ważne wybory dopiero za dwa i pół roku, a czas pracuje na naszą korzyść. Tusk rozbudził nadzieje tak wielkie, że ich nie spełni. Najpierw spadną nastroje, a w ślad za nimi poparcie dla rządu i PO.

Co więcej - przewiduje nasz rozmówca - niebawem wojna podjazdowa zmieni się w totalną. - Do Pałacu przyjdą ustawy, choćby zdrowotne, i prezydent powie "weto". I co zrobi rząd, który nie ma większości do odrzucenia weta? Poda się do dymisji czy doprosi do koalicji LiD?

- Był czas, że prezydent był petentem u Tuska, np. gdy ten decydował, kto będzie na szczycie Unii. Tak już nie będzie - kończy polityk PiS.

Wczoraj firma, do której należy komunikator Gadu-Gadu, zaproponowała premierowi i prezydentowi specjalne numery gg, żeby mogli się bez przeszkód porozumiewać.



Premiera Tuska chwali 58 proc. ankietowanych, krytykuje - 20 proc. Prezydenta dobrze ocenia 34 proc., źle - 52 proc.

Dane TNS OBOP

Źródło: Gazeta Wyborcza

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

0

0 głosów