- Nie jest intencją prezydenta robienie afery z faktu, że nie został poinformowany o wypadku samolotu CASA - powtarzał wczoraj wielokrotnie prezydencki minister Michał Kamiński.
Wygląda jednak na to, że to on aferę rozpętał. Bo to on pożalił się sobotniemu „Dziennikowi”, że szef sztabu generalnego WP nie poinformował prezydenta o katastrofie, i że prezydent dowiedział się o tym dwie godziny po wydarzeniu w Chorwacji. I że nie mógł natychmiast wrócić, bo premier zagrał „nie fair” i odwołał rządowy samolot do kraju. • Dopiero po Kamińskim głos zabrał drugi z prezydenckich ministrów Robert Draba - w radiowej „Trójce” mówił w sobotę: - To niebywałe, żeby godzinę po zdarzeniu prezydent nie miał tej wiedzy. • W niedzielę w Radiu ZET Kamiński próbuje kolegę tłumaczyć. Mówi, że Draba jedynie odpowiada na pytania dziennikarza. Ale to nieprawda - nie było pytania, Draba sam nawiązał do tematu katastrofy.
Wczoraj MON w odpowiedzi na zarzuty prezydenckich ministrów opublikował środowe billingi z kontaktów z prezydenckim Biurem Bezpieczeństwa Narodowego, które odpowiada za kontakty prezydenta z MON.
19:07 - Centrum Operacji Powietrznych dostaje informację o katastrofie.
19:40 - dowiaduje się o tym premier.
19:43 - dyżurny Służby Operacyjnej MON dzwoni do BBN, ale nikt nie podnosił słuchawki.
19:46 - dyżurny łączy się z telefonem komórkowym dyrektora systemu obronnego BBN (połączenie trwało 34 sekund). Według MON dyżurny nagrał wiadomość na sekretarkę automatyczną.
19:56 - dyżurny łączy się w końcu z samym dyrektorem i informuje o katastrofie.
Ok. godz. 20 - wiadomość otrzymuje gen. Roman Polko, zastępca szefa BBN. Przyznaje się do tego w sobotę w TVN 24. Dodaje, że w tym momencie o katastrofie wiedział też prezydencki minister Maciej Łopiński.
Polko prezydenta nie poinformuje. W sobotę tłumaczy, że MON powinien sam kontaktować się z sekretariatem prezydenta. Tymczasem wczoraj płk Cezary Siemion z MON pokazał pismo z BBN z 19 czerwca 2007 r., że prezydent ma być informowany o stratach w polskich kontyngentach za pośrednictwem BBN.
20:20 - prezydent wylatuje do Chorwacji.
- Oficerowie BBN mieli dostatecznie dużo czasu by poinformować prezydenta - komentuje płk Siemion.
Ok. godz. 22 w Chorwacji - prezydent informuje towarzyszących mu dziennikarzy o katastrofie.
22:40 - premier dzwoni do prezydenta. Mówi, że leci na miejsce katastrofy i zabiera prezydenckich ministrów Kamińskiego i Łopińskiego.
Prezydent przyleci do Mirosławca w czwartek po południu.
Premier nie ma numeru prezydenta
Agnieszka Kublik: Czy premier próbował sam zadzwonić do prezydenta?
Sławomir Nowak, szef gabinetu premiera Donalda Tuska: - Nie, nie przyszło nam do głowy, by szukać szansy na połączenie z prezydentem, wiedzieliśmy, że zaraz leci do Chorwacji. Zresztą zgodnie z procedurą MON właśnie zawiadamiał prezydenta za pośrednictwem BBN.
Źródło: Gazeta Wyborcza