Wczoraj w Sejmie odbyło się pierwsze czytanie przygotowanego przez PO projektu nowelizacji ustawy medialnej. PiS zgłosił wniosek o odrzucenie projektu, pozostałe kluby chcą, by nowela trafiła do komisji kultury oraz komisji infrastruktury.
Założenia projektu przedstawiła wczoraj posłom Iwona Śledzińska-Katarasińska (PO), współautorka tego dokumentu i szefowa komisji kultury. Platforma chce tak zmienić ustawę, by jak najszybciej wyzwolić media publiczne spod władzy PiS i jej przystawek (LPR i Samoobrona), a jednocześnie zabezpieczyć je na przyszłość przed ich upolitycznianiem przez kolejne ekipy.
Platforma chce wymienić obecną pięcioosobową Krajową Radę Radiofonii i Telewizji (obsadzoną wyłącznie przez PiS, LPR i Samoobronę) na siedmioosobową. Nowością jest warunek, że kandydaci do KRRiT muszą posiadać co najmniej dwie rekomendacje uczelni akademickich, ogólnopolskich stowarzyszeń twórczych lub dziennikarskich.
Członkowie tej nowej Rady nie będą dostawać miesięcznej pensji, tylko diety za posiedzenia, nie mieliby służbowych samochodów i gabinetów z sekretarkami. Kompetencje Rady zostaną ograniczone, np. sprawy dotyczące koncesji, w tym karania za jej łamanie, przechodzą do Urzędu Komunikacji Elektronicznej.
Ale KRRiT dostaje nową kompetencję: wspólnie z ministrem skarbu będzie miała obowiązek przeprowadzać jawne konkursy na członków zarządów i rad nadzorczych publicznych mediów (teraz KRRiT wybiera rady nadzorcze, a te zarządy). Tych, co konkurs wygrali, powoła minister skarbu. Będzie ich też mógł odwołać "z ważnych powodów" przed końcem kadencji.
Elżbieta Kruk (PiS), b. szefowa KRRiT, wiceprzewodnicząca komisji kultury, ubolewała, że w istocie PO chce Krajową Radę zlikwidować. Zdaniem Kruk takie ograniczenie kompetencji KRRiT jest niezgodne z konstytucją. Była szefowa Krajowej Rady zarzuciła PO, że chce oddać media publiczne w ręce rządu. - KRRiT będzie służyła tylko za listek figowy i przykrywała decyzje, które będą zapadały zupełnie gdzie indziej - uzasadniała Kruk - dlatego wnoszę o odrzucenie projektu już w pierwszym czytaniu.
Szef LiD Wojciech Olejniczak oskarżył PO, że chce zrobić to samo, co PiS dwa lata temu. - Wówczas i teraz chodzi o jedno - uczynienie mediów publicznych instrumentem władzy - mówił, ale dodał, że wszyscy popełniali te same błędy i nikt nie jest bez grzechu.
Debatę opuścił prezes PiS Jarosław Kaczyński, by poinformować dziennikarzy, że będzie "bronił niezależności polskich mediów".- Po uchwaleniu tej ustawy będziemy mieli do czynienia z wielkim wzmożeniem siły rządu w stosunku do mediów, także prywatnych. Bez najmniejszej wątpliwości zostanie zlikwidowany pluralizm polityczny, ale z drugiej strony będzie też mocny instrument utrzymywania mediów prywatnych w dyscyplinie - uważa Kaczyński. Zapowiedział, że PiS "wszelkimi dostępnymi, zgodnymi z prawem metodami" będzie się przeciwstawiać podporządkowywaniu mediów władzy.
Prawdopodobnie dostanie pomoc brata - prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który wczoraj zasugerował, że nie podpisze noweli medialnej: - Ten projekt stawia pieniądze przed wartościami. Ja tego nie zaakceptuję.
Wystąpienia posłów PiS zdenerwowały wicemarszałka Niesiołowskiego (PO): - Dziś o demokracji mówią ci, którzy dwa lata temu ład medialny sprowadzili do czysto politycznych instrukcji. Dość tego! I wypomniał PiS, że przejął media publiczne na "zasadzie pełnego partyjniactwa". Jako przykład podał wiceprezesa Polskiego Radia Jerzego Targalskiego, który zwalnianych dziennikarzy nazywał "złogami gierkowsko-gomułkowskimi": - Przecież po to w więzieniach siedzieliśmy, by ludzie nie byli wyrzucani z pracy z przyczyn politycznych. A dziś ktoś tego Targalskiego w publicznym radiu utrzymuje na hańbę Polski.
Źródło: Gazeta Wyborcza