Wypowiedź nowej szefowej Kancelarii Prezydenta Anny Fotygi zaskoczyła nawet tych, którzy przywykli do jej kontrowersyjnych ocen. W radiowych "Sygnałach dnia" była minister spraw zagranicznych oświadczyła, że odblokowanie negocjacji Rosji z OECD leży w interesie globalnego biznesu, który ma duże wpływy w demokratycznych krajach. Jej zdaniem polityka zagraniczna Tuska "wpisuje się w siłę" i "sprzedaje naszych przyjaciół" - tu wymieniła Gruzję, Ukrainę i państwa bałtyckie. Te państwa - mówiła Fotyga - podobnie jak Polskę dotknęło rosyjskie embargo, a wręcz zniszczyło Gruzję.
Przypomnijmy, że premier Tusk, informując kilka dni temu o tej decyzji, podkreślał, że zgoda na negocjacje nie oznacza zgody na przyjęcie Rosji do OECD, że Polska będzie dokładnie sprawdzać, czy Rosja spełni ostre kryteria.
Politycy rządzącej koalicji wskazywali, że jest to gest w stronę Rosji, który ma otworzyć możliwość negocjacji m.in. w sprawach embarga na mięso czy polityki energetycznej Kremla. Nawet poseł opozycji Paweł Zalewski, b. szef sejmowej komisji spraw zagranicznych (zawieszony w prawach członka PiS), też przypomina, że warunkiem wejścia do OECD jest "posiadanie przez dane państwo ustroju demokratycznego oraz gospodarki rynkowej".
Na wieść o rewelacjach Fotygi przebywający na Litwie premier Donald Tusk odpowiedział krótko: - Niemożliwe, żeby ktoś opowiadał takie rzeczy. Jeśli rzeczywiście pani Fotyga takich słów używała, to sytuacja staje się kłopotliwa.
Zwrócił się do dziennikarzy, aby porozmawiali z politykami litewskimi. Twierdził, że reakcja na nowe impulsy w polskiej polityce jest ze strony Litwy "więcej niż satysfakcjonująca". Wyraźnie sugerował, że chodzi o otwarcie w stronę Rosji.
PiS: To Tusk idzie na wojnę
Wystąpienie Anny Fotygi to element propagandowej ofensywy Kancelarii Prezydenta w obronie pozycji Lecha Kaczyńskiego w polityce zagranicznej. Fotyga przekonuje, że za rządów PiS Polska była "liderem w regionie", a teraz jej znaczenie spada. - Pan prezydent ma bardzo klarowną wizję Polski w regionie i roli, jaką Polska powinna odgrywać w globalnej polityce zagranicznej. Powiedziałabym, że jest to wizja porywająca - mówiła.
Fotyga wskazała także, jak wyobraża sobie kontakty z ministrem zagranicznym. Po zamieszaniu z rzekomą odmową min. Sikorskiego na zaproszenie prezydenta szef MSZ zwrócił się o wyznaczenie nowego terminu spotkania. - To nie Radosław Sikorski dyktuje terminy prezydentowi, trzeba znać swoje miejsce - odparła Fotyga. Z jej wypowiedzi wynikało, że to prezydent będzie określał warunki współpracy z ministrem.
Wsparł ją w tym lider PiS Jarosław Kaczyński. Wczoraj ogłosił, że to premier Tusk prowadzi wojnę z prezydentem. - Sikorski jest człowiekiem niedojrzałym, aby pełnić takie funkcje. Premier Tusk poparł go, to marsz do prowadzenia wojny - powiedział w Szczecinie.
Może pokój po wojnie?
Wczoraj widoczne były jednak pewne oznaki odprężenia na linii prezydent - premier.
Donald Tusk zapowiedział w Wilnie, że rozpocznie działania, których celem jest "uspokojenie sytuacji". Zapowiedział, że zwróci się do prezydenta, aby ten uruchomił możliwości, jakie daje Rada Bezpieczeństwa Narodowego - organ doradczy prezydenta w sprawie polityki bezpieczeństwa i polityki zagranicznej.
Zdaniem Tuska RBN byłaby dobrą płaszczyzną wymiany poglądów między prezydentem a politykami obozu rządowego.
- Chciałbym utworzyć z prezydentem wspólny zespół, wspólną drużynę. Naprawdę nie interesuje mnie wyścig, kto ważniejszy - powiedział Tusk.
Prezydent, przemawiając do ambasadorów akredytowanych w Polsce mówiących po polsku, powiedział, że polska polityka zagraniczna zachowuje ciągłość i "nic nadzwyczajnego się nie zdarzyło".
Wieczorem w wywiadzie dla TVP odpowiadając na pytanie, jak zareaguje na ponowną prośbę szefa MSZ o spotkanie, Lech Kaczyński zapowiedział, że z Sikorskim się spotka, bo wymaga tego od niego konstytucja. Prezydent po raz kolejny skrytykował postawę szefa MSZ przypominając, że gdy jego - jako ministra sprawiedliwości, albo szefa NIK - zapraszał prezydent Aleksander Kwaśniewski, to zawsze na takie wezwanie się stawiał.
Prezydent sceptycznie odniósł się do oferty Tuska, który mówił o stworzeniu z prezydentem wspólnej drużyny realizującej politykę zagraniczną.
- Chęć współdziałania oceniam pozytywnie - powiedział prezydent. Ale dodał, że nie chodzi mu o to, by wspólnie realizować politykę Tuska, ale, by wspólnie uzgodnić, jaką politykę mają prowadzić prezydent i premier.
Kaczyński po raz kolejny podkreślił, że konstytucja nadaje mu uprawnienia w sferze polityki zagranicznej, a szczególnie polityki bezpieczeństwa, bowiem jest zwierzchnikiem sił zbrojnych. "Zdumiewające" jest to, że nie poinformowano go o terminach wyprowadzenia polskich wojsk z Iraku. - To ja decyzje o pobycie polskich wojsk za granicą - przypomniał.
Kaczyński starał się jednak nie eskalować napięcia. Powiedział, że swoje zastrzeżenia wyrazi bezpośrednio w rozmowie z Tuskiem i Sikorskim "w czterech ścianach".
- Deklaracje premiera budzą pewne nadzieje - skomentował, deklarując wcześniej, że zależy mu na współpracy z rządem.
Źródło: Gazeta Wyborcza