- Zatrzymaliśmy posłankę i burmistrza w momencie, gdy wzięli pieniądze - oświadczył wczoraj rzecznik CBA Tomasz Frątczak.
Według naszych informacji akcja wyglądała tak - w poniedziałek o 19.20 w jednym z gdańskich hoteli posłanka PO
Beata Sawicka żegna się z biznesmenami, którzy chwilę wcześniej dali jej 50 tys. zł w gotówce. Miała w zamian obiecać, że załatwi im w przetargu blisko dwuhektarową działkę na Helu. Powoływała się na burmistrza Helu Mirosława Wądołowskiego.
Godzinę wcześniej ci sami biznesmeni, kilka kilometrów dalej - w Gdyni - przekazali 150 tys. zł właśnie Wądołowskiemu. I po chwili założyli mu kajdanki. Potem wsadzili do nieoznakowanego radiowozu i pojechali na wspomniane spotkanie z Sawicką. I ją także zatrzymali.
Biznesmeni - według naszych informacji - byli agentami CBA, a operacja była kontrolowana co najmniej od sierpnia.
Według naszych źródeł CBA miało wtedy otrzymać "cynk", że posłanka PO z Dolnego Śląska (mieszka w Jeleniej Górze, kandydowała z Legnicy) szuka inwestorów na Helu. Miała się chwalić, że załatwi działkę blisko morza, którą niedawno zwolniła straż graniczna. Frątczak: - I pierwszą kontrolowaną łapówkę - również 50 tys. zł - Sawicka wzięła od CBA już miesiąc temu w parku w pobliżu gmachu Sejmu na ul. Wiejskiej - dzień po samorozwiązaniu Sejmu.
To pierwsza sprawa, którą na warsztat dostała od CBA specgrupa prokuratorów powołana w poniedziałek przez ministra Zbigniewa Ziobrę. Jedenaście wydziałów w jedenastu miastach ma pracować tylko przy największych sprawach kryminalnych. Sprawę posłanki dostał wydział z Poznania.
Andrzej Laskowski, prokurator poznańskiego specwydziału: - Burmistrz został zatrzymany i przewieziony do Poznania. Po przesłuchaniu podejmiemy decyzję, czy zwrócimy się o jego aresztowanie.
A posłanka została zwolniona po pięciu godzinach - po przeszukaniu jej mieszkania. Nie chronił jej immunitet - bo złapano ją na gorącym uczynku. Na jej zatrzymanie wcześniej zgodził się marszałek Sejmu
Ludwik Dorn, do którego zwróciła się prokuratura.
Ani CBA, ani prokuratura żadnych szczegółów nie chcą ujawniać, zasłaniając się tajemnicą śledztwa.
O kulisach zatrzymania mówi jednak Olga Wądołowska, żona zatrzymanego burmistrza: - W poniedziałek przyszedł z pracy i powiedział, że musi jechać do Gdyni, bo poprosiła go o spotkanie jakaś posłanka. Już z trasy zadzwonił i prosił, żeby wstawić mu kurczaka na siedemnastą.
Ale dopiero o 22 dzwonek do drzwi. - Otwieram, a tu Mirek i kilku mężczyzn z CBA. Grzeczni byli, ale mieszkanie przeszukali dokładnie - dodaje.
Tajemnicza okazuje się znajomość samych zatrzymanych. Zdaniem Wądołowskiej jej mąż nie znał posłanki z Jeleniej Góry. Także CBA nie chce o tym mówić, a znajomi posłanki i burmistrza rozkładają ręce.
- Beata Sawicka była na Wybrzeżu rzadkim gościem. Na pewno nie pojawiła się na żadnym z naszych zebrań w Trójmieście - dodaje Krzysztof Lisek, pomorski poseł Platformy. - Nie słyszałem też, aby utrzymywała u nas z kimkolwiek kontakty - ani służbowe, ani prywatne. Rozmawialiśmy nawet o tym dzisiaj z kolegami. W tej sytuacji informacja o jej zatrzymaniu w związku z jakimiś dziwnymi interesami na Wybrzeżu po prostu nas poraziła.
A dlaczego burmistrz i posłanka mieliby interesować się działką na Helu? To jest także niejasne. 1,6 ha w pobliżu wydm i otoczone lasem to rzeczywiście atrakcyjna działka. Ale gmina dopiero szykuje dla niej plan zagospodarowania przestrzennego. A wiceburmistrz Helu Jarosław Pałkowski twierdzi, że nie wiadomo, kiedy to nastąpi. Podobnie nieznana jest data wystawienia terenu na sprzedaż i dodaje, że w tym roku nie była planowana sprzedaż żadnych nieruchomości.
Pałkowski wyjaśnia jednak: - Nie ma dnia, żeby w urzędzie biznesmeni nie pytali o grunty. Rozmawiają też z ludźmi. Nie było więc tajemnicą, że taka działka kiedyś tam również może zostać sprzedana.
A ile wart jest ten grunt? Pałkowski: - Minimum 16 mln zł.
Mirosław Wądołowski rządził Helem trzecią kadencję. Należał do Unii Wolności, potem był szefem Partii Demokratycznej w mieście. Z partii odszedł pół roku temu.
Wybory przed rokiem wygrał w pierwszej turze, zdobywając ponad 50 proc. głosów. Startował jako kandydat niezależny.
Beata Sawicka była posłanką PO pierwszą kadencję. Przedtem była szeregową działaczką Unii Wolności w Jeleniej Górze. Była tam nauczycielką i wizytatorem kuratorium.
W parlamencie błysnęła przez chwilę, gdy podjęła się mediacji z siostrami betankami z Kazimierza Dolnego i dała się poznać jako gorąca przeciwniczka CBA.
Reakcja PO była wczoraj natychmiastowa. Sawicka została wyrzucona z partii. Sama też zrezygnowała z kandydowania do Senatu.
Szef PO
Donald Tusk pytał jednak: - Czy akcja CBA, która - zdaje się - miała charakter prowokacji, przypadkowo odbyła się w środku kampanii wyborczej? Nie wiem. Nie chcę na nikogo rzucać podejrzeń.
Sekretarz generalny
PiS Joachim Brudziński odpierał podejrzenia, że PiS wykorzystuje CBA do walk politycznych. Dodał, że absolutnie wyklucza, by kierownictwo PO miało świadomość "tego, czym pani posłanka w ostatnich tygodniach się parała".