- Z informacji, które pojawiają się w mediach wynika, że scenariusz filmu o obrońcach Westerplatte ośmiesza i przedstawia westerplatczyków, jako pijaków i degeneratów - powiedział w trakcie czwartkowej sesji gdańskiej rady miasta Wiesław Kamiński z PiS. - Dlatego zwracamy się do pana prezydenta o niewyrażanie zgody na dalsze kręcenie filmu na terenie Westerplatte i ulicach naszego miasta. A w przypadku zrealizowania projektu apelujemy do pana prezydenta o zakaz jego dystrybucji na terenie Gdańska.
Paweł Chochlew, autor kontrowersyjnego scenariusza do kinowej superprodukcji "Tajemnica Westerplatte", będzie musiał udowodnić, że polscy żołnierze zachowywali się jak to opisał. Czytaj: Nie przejdzie pijane Westerplatte
Radni PiS apel wystosowali o godzinie 10.30, półtorej godziny po rozpoczęciu obrad. Na wieść o nim PO ruszyło do prac nad swoim dokumentem, łagodniejszym. A Paweł Adamowicz, prezydent Gdańska, od razu krytycznie odniósł się do pomysłu PiS.
- Gdańsk jest miastem wolności, a czasy cenzury mamy już dawno za sobą - podkreślił prezydent, szef PO w mieście. - Wyrażamy niezadowolenie z powodu scenariusza, nie oddaje on prawdy historycznej, razi nasze patriotyczne uczucia. Ale jestem przeciwny cenzurze. Taki apel mógłby powstać w Mińsku lub Moskwie, gdzie ogranicza się prawa obywatelskie.
Prezydent poinformował jednocześnie, że ekipa filmowa nie zwróciła się jeszcze o zgodę na kręcenie filmu na terenie Westerplatte (teren należy do Skarbu Państwa, gminy oraz Portu Gdańskiego).
- Teoretycznie moglibyśmy odmówić im wejścia na miejski grunt , ale jeszcze się nad tym nawet nie zastanawialiśmy - dodaje prezydent Adamowicz. - Trzy miesiące temu twórcy filmu poprosili tylko o dofinansowanie projektu. Po analizie scenariusza odmówiłem.
PO nowy apel przygotowało w ciągu kilkunastu minut. Czytamy w nim, że "scenariusz stawia w złym świetle bohaterskich obrońców Westerplatte - Honorowych Obywateli Miasta Gdańska oraz grozi zafałszowaniem historii pierwszej bitwy II Wojny Światowej. Z tego względu apelujemy do Pana Ministra Kultury Bogdana Zdrojewskiego o zaniechanie wsparcia projektu". Radni PiS i PO przegłosowali go jednogłośnie.
- Żołnierze bronili Polski, teraz my musimy obronić ich przed próbą pomówienia - skomentował radny Kamiński. - Nie warto kłócić się o szczegóły. Dziękujemy PO za szybką reakcję.
Jednocześnie szef PiS w radzie miasta Kazimierz Koralewski zapowiedział, że partia będzie urządzać demonstracje w przypadku realizacji filmu na Westerplatte.
Film "Tajemnica Westerplatte" ma opowiadać o konflikcie między dowódcą Westerplatte - majorem Henrykiem Sucharskim i jego zastępcą - kapitanem Franciszkiem Dąbrowskim. Główne zasługi w czasie obrony placówki przypisywane są temu drugiemu. Kontrowersyjnie został również przedstawiony przebieg walk. Jedna ze scen ma przedstawiać pijanego obrońcę, który sika na portret marszałka Rydza-Śmigłego. W innych - żołnierze kradną żywność z magazynów i biegają nago pod ostrzałem Niemców. Jest też podpity kapitan Dąbrowski wymachujący pistoletem i pociągający z ukrytej w kieszeni płaszcza butelki wódki. W innej scenie polscy żołnierze obleśnie liżą pornograficzne karty. Według historyka dr Andrzeja Drzycimskiego, autora biografii majora Sucharksiego, scenariusz mocno odbiega od tego, co dotychczas ustalili historycy.
- Bazuje na plotkach, domysłach i jest, co najmniej, bardzo odległy od prawdy historycznej. Aż roi się od dezerterów, na których wykonywane są samosądy. To totalna bzdura - mówi dr Andrzej Drzycimski.
Kontrowersje wokół filmu o WesterplatteAutorem scenariusza i reżyserem jest Paweł Chochlew. Główną rolę ma zagrać Bogusław Linda, obok niego mają wystąpić także Paweł Małaszyński i Robert Więckiewicz. Film ma być gotowy 1 września 2009 r., czyli w 70. rocznicę wybuchu wojny. Twórcy filmu zwrócili się do premiera z prośbą o objęcie patronatu. Urzędnicy Donalda Tuska, zanim wydali decyzję, poprosili o opinię historyków. Ci zaprotestowali. Tymczasem w maju scenariusz otrzymał bardzo wysokie oceny ekspertów, m.in. reżyser Izabeli Cywińskiej i aktora Andrzeja Grabowskiego. Poszła za tym oficjalna obietnica dofinansowania produkcji w wysokości 3,5 mln zł przez Polski Instytut Sztuki Filmowej. Ale wśród ekspertów zabrakło choć jednego historyka. Po publikacjach "Gazety" Instytut zwrócił się do historyków o opinie, a autora scenariusza poprosił o przedstawienie źródeł, na jakich się oparł.
- Jeśli ich nie dostarczy, film nie powstanie - mówi Anna Godzisz, rzecznik Instytutu.