Na wczorajszy szczyt prezydent
USA przyszedł ze swą nową propozycją reformy, która miałaby ubezpieczyć ponad 30 mln ludzi za cenę niecałego biliona dolarów. Republikanie krytykowali Obamę, że plan jest zbyt kosztowny i nie pozwoli na realizację jednego z głównych celów - obniżki składek ubezpieczeniowych. Choć Obama apelował, by debata nie była "teatrem politycznym" i "sporem ideologicznym", to sześć godzin dyskusji głównie do tego właśnie - po obu stronach - się sprowadziło.
Najostrzejsze starcie Obama miał ze swym przeciwnikiem w wyborach Johnem McCainem, który zarzucił mu, że szczegóły reformy zdrowia negocjuje z grupami interesów "za zamkniętymi drzwiami" i nie dotrzymał obietnicy, że "zmieni Waszyngton".
- Przypominam ci, John, że kampania już się skończyła - odpowiedział McCainowi Obama. - Widzę to każdego dnia - odrzekł republikanin.
Po fiasku szczytu, jak mówili wczoraj komentatorzy, Obama ma dwa wyjścia. Spróbować przegłosować w Kongresie swój plan głosami samych Demokratów, choć może to być trudne. I ograniczyć skalę reformy, ubezpieczając tylko 15 mln ludzi, głównie młodych, którzy mogliby być wpisywani na polisy rodziców. Koszt takiej reformy byłby jednak radykalnie mniejszy (ok. 250 mld dol.) i być może część Republikanów taką ustawę by poparła.