http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Morderstwo przeciwnika aborcji w USA

Marcin Bosacki, Waszyngton
2009-09-15, ostatnia aktualizacja 2010-08-13 01:01

Pierwsze w USA zabójstwo działacza antyaborcyjnego wywołało potępienie m.in. prezydenta Baracka Obamy. I znów zwróciło oczy Ameryki na tę jedną z najbardziej dzielących ją spraw

George Tiller w 2007 roku
Fot. Anonymous AP
George Tiller w 2007 roku
Była 7.20 rano w piątek. Naprzeciw liceum w Owosso, 15-tysięcznym miasteczku w stanie Michigan, stał James Pouillon, 63-letni były pracownik fabryki samochodów pod Detroit. Trzymał, jak co drugi-trzeci dzień, duży plakat antyaborcyjny. Po jednej stronie widniało zdjęcie rozszarpanego po aborcji płodu i napis "Aborcja", po drugiej fotografia uśmiechniętego niemowlaka i słowo "Życie". W pewnej chwili przed szkołą zatrzymała się półciężarówka, wyszedł z niej młody mężczyzna i Pouillona zastrzelił.

Harlan Drake, 33-letni zawodowy kierowca tirów, pojechał później kilka mil dalej do właściciela żwirowni Mike'a Fuossa i zastrzelił również jego. Nie zdołał zabić trzeciej upatrzonej ofiary, miejscowego agenta nieruchomości, bo został złapany. Prokuratura w pierwszych godzinach nie wiedziała, co łączy te morderstwa. Potem podała, że trzech mężczyzn Drake traktował jako wrogów. Pouillon "denerwował go", bo "wystawał przed szkołami z tymi okropnymi plakatami".

To tragiczna odsłona wielkiego amerykańskiego sporu o aborcję. Wybuchł on na dobre w 1973 r., gdy w sławnej sprawie Roe przeciw Wade amerykański sąd najwyższy przyznał młodej kobiecie z Teksasu ukrytej pod pseudonimem Jane Roe prawo do aborcji. To zalegalizowało aborcję w całych Stanach. Dwa lata temu Kongres wsparty przez sad najwyższy zakazał jedynie najbardziej drastycznej - ale rzadkiej - metody późnej aborcji przez tzw. częściowe urodzenie.

Ruch antyaborcyjny, zwłaszcza skierowany przeciw aborcjom późnym, narastał przez całe lata 80. i 90. Szybko zaczął przybierać formy agresywne i kryminalne. Kliniki aborcyjne nie tylko pikietowano, ale i ostrzeliwano, podobnie jak samochód i dom Jane Roe, która w 1980 r. ujawniła swe prawdziwe nazwisko Norma McCorvey. Zginęło osiem osób, głównie lekarzy dokonujących aborcji. Pod koniec lat 90. przywódcy potężnego ruchu antyaborcyjnego zdołali opanować największych radykałów i przez 11 lat prawie wszystkie protesty były pokojowe. Do tego roku.

W maju z ręki 51-letniego Scotta Roedera zginął George Tiller, najbardziej znany w USA chirurg przeprowadzający późne aborcje. Tiller zajmował się aborcjami od ponad 30 lat, przeżył już w 1993 r. próbę zamachu na siebie. W ostatnim czasie jego klinika w Wichita w stanie Kansas była jedną z trzech w kraju, gdzie dokonywano aborcji na płodach, które, gdyby się urodziły, mogłyby przeżyć jako wcześniaki. Według prawa takie aborcje są dozwolone, jeśli zagrożone jest zdrowie lub życie matki. Zdaniem organizacji antyaborcyjnych, które wielokrotnie pikietowały klinikę, tego warunku w klinice Tillera nie przestrzegano.

Śmierć Tillera wstrząsnęła Ameryką tym bardziej, że zabójca zastrzelił go w kościele podczas niedzielnej mszy, a sam był tego samego luterańskiego wyznania. Prezydent Barack Obama, którego w kampanii wyborczej popierały grupy opowiadające się za prawem do aborcji, tego samego dnia wydał oświadczenie, że jest "zszokowany i oburzony morderstwem doktora Tillera w kościele".

Od piątku, gdy zabito Jamesa Pouillona, grupy konserwatystów domagały się od Obamy podobnego oświadczenia. Prezydent, gdy stało się jasne, że zabójstwo miało związek z działalnością Pouillona jako aktywisty antyaborcyjnego, nazwał w niedzielę morderstwo "godnym potępienia". I dodał: - Po którejkolwiek stronie sporu o aborcję jesteś, przemoc nigdy nie jest właściwa.

Opinia publiczna w USA jest w kwestii aborcji od lat głęboko podzielona. Ok. 20 proc. Amerykanów uważa, że aborcja powinna być dostępna na życzenie, 20 - że zawsze powinna być nielegalna. Ok. 55 proc. jest za jej częściowymi ograniczeniami. Z tej ostatniej grupy jedna trzecia chce swobody aborcji w większości wypadków, jedna trzecia - tylko w wypadku zagrożenia życia i zdrowia matki czy ciężkiej choroby płodu.

Te liczby w ostatnich dwudziestu latach zmieniły się nieznacznie, ale w kierunku przeciwników aborcji. W tym roku w maju po raz pierwszy Amerykanów, którzy deklarowali się jako "obrońcy życia", było więcej (51 proc.) niż "obrońców prawa wyboru" kobiet do aborcji (42 proc.). Po zabójstwie Tillera te proporcje nieco się zmieniły - na 47 do 46 proc. Sondaży po zastrzeleniu Pouillona naturalnie jeszcze nie ma.

Od lat liczba aborcji w USA systematycznie spada - z 1,4 miliona w 1990 r. do 800 tys. w 2006 r. Zdaniem działaczy ruchów antyaborcyjnych to wynik ich działalności. Zdaniem ich przeciwników - skutek przemian demograficznych i upowszechnienia środków antykoncepcyjnych.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 56 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    25 głosów