http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

To nie była prawda o McCainie

Polemika Marcina Bosackiego z Andrzejem Lubowskim
2008-06-14, ostatnia aktualizacja 2008-06-15 00:37

4 czerwca 2008 r., USA. Senator John McCain na lotnisku w  Los Angeles.
Fot. LM Otero AP
4 czerwca 2008 r., USA. Senator John McCain na lotnisku w Los Angeles.
SERWISY

Przeczytaj artykuł Andrzeja Lubowskiego ''McCain jedzie na gapę''



John McCain, kandydat Republikanów na prezydenta, to polityk pełen hipokryzji, pogrążony w aferach, podstępnie udający umiarkowanego, w rzeczywistości oddany żołnierz prawicy. W dodatku w dziwny sposób manipulujący prasą, która daje mu taryfę ulgową. Potwór.

Taką sylwetkę McCaina nakreślił dwa tygodnie temu w "Gazecie Świątecznej" Andrzej Lubowski. Każdy ma prawo mieć pogląd na świat, jaki chce, i go głosić. Czytelnikom "Gazety" należy się jednak polemika z większością tez tekstu Lubowskiego.

McCain "nigdy nie zawiódł" prawicy - pisze Lubowski i wymienia jeden przykład - popieranie w Senacie przez McCaina nominacji prawicowych sędziów. Można dodać jeszcze kilka punktów, gdzie McCain idzie z reguły w głównym nurcie prawicy w USA - sprzeciw wobec aborcji, poparcie dla niskich podatków i wysokiego budżetu na wojsko.

Ale spraw, gdzie McCain szedł w poprzek partyjnej ortodoksji, przynajmniej tej, którą wyznaczał prezydent Bush, jest równie dużo. Krytyka tortur i obozu w Guantanamo. Uznawanie ocieplenia globalnego za realny problem. Chęć przyznania obywatelstwa części nielegalnych imigrantów (tu był sojusznikiem Busha, ale wrogiem większości swej partii). Przeważająca część lobbystów nienawidzi McCaina, gdyż w 2003 r. wraz z demokratycznym senatorem Russem Feingoldem ograniczył możliwości wpływu wielkich pieniędzy na kampanie wyborcze. Przez ostatnie siedem lat McCain głosował w Senacie przeciw swej partii w przypadku 20 proc. ustaw. Barack Obama - w przypadku 3 proc. Ten ostatni we wtorek przyznał: - McCain ma prawo przypominać chwile niezależności od swej partii.

Dlaczego Lubowski to prawo McCainowi zabiera?

Jeszcze bardziej absurdalna jest druga teza: że McCain cieszy się "zdumiewająco trwałą (...) taryfą ulgową w mediach". Według drobiazgowych badań prowadzonych od stycznia do marca Obama miał w 46 największych mediach USA 69 proc. wiadomości pozytywnych, Clinton 67 proc., natomiast McCain... 43 proc. Większość krytyki dotyczyła... niewystarczającej prawicowości McCaina. Ale może autorzy raportu też należą do spisku mediów z McCainem? Wątpliwe, skoro są to mało raczej znany z prawicowych sympatii Uniwersytet Harvarda i największy amerykański instytut socjologiczny Pew.

Dowodem na to, że media nie rozpieszczają McCaina, jest... sam artykuł Lubowskiego. Przecież wszystkie opisywane przez niego fakty zostały ujawnione przez amerykańską prasę, głównie "New York Timesa" i "Washington Post". Jednak jest różnica w sposobie pisania tych dzienników i Lubowskiego. Gdy "New York Times" opisywał pomoc udzielaną przez McCaina deweloperowi Donaldowi Diamondowi, dodawał, że zamiany gruntów popierali też Demokraci oraz ekologowie, którzy widzieli w tym korzyść dla przyrody, a także że podobne do McCainowych "listy poparcia" dla inwestorów wysyłają niemal wszyscy senatorowie. Lubowski o tym milczy.

Gdy tygodnik "Time" opisuje lobbystów w sztabie McCaina, zaznacza, że po ujawnieniu przez prasę pracy dwóch z nich dla rządu w Birmie to sam McCain kazał zrobić śledztwo i wyrzucił kilku następnych. Lubowski o tym nie wspomina.

Związki McCaina z lobbystami czy pomoc przyjaciołom z finansjery są naganne i mu szkodzą. Głównie jednak dlatego, że sam McCain kreuje się na Katona. To, co prasa ujawnia, nie przekracza raczej niskiej amerykańskiej normy związków biznesu i polityki. Czy McCain przekraczał granice moralności? Tak. Czy przekraczał granice prawa? Nie. Dlatego szum wokół tych spraw nie jest ogromny.

Lubowski ubolewa, że Obama "zbierał tygodniami ciężkie baty" za swe związki z radykalnym czarnym pastorem Jeremiahem Wrightem, a "ledwie kto zauważył" radykalnego, antykatolickiego pastora Johna Hageego, który poparł McCaina. Wbrew tezie Lubowskiego największe gazety i telewizje w USA, nawet prawicowa Fox TV, mówiły o tym dużo, ale rzeczywiście mniej niż o Wrighcie i Obamie.

Bo McCain spotkał się z Hageem raz (według innych źródeł dwa razy) w życiu i przyjął jego poparcie. A Wright był dla Obamy "przewodnikiem duchowym", którego kazań kandydat na prezydenta USA słuchał co niedziela przez 19 lat. To, że media w USA widzą między obiema sprawami różnicę, jest logiczne.

Lubowski kreśli sylwetkę McCaina dokładnie tak, jak Obamę opisują w USA ultraprawicowi blogerzy. Oni życiorys kandydata Demokratów sprowadzają do pastora Wrighta, przyjaźni i związków finansowych z deweloperem Tonym Rezko, którego właśnie skazano za 16 przestępstw (w tym korupcję i pranie brudnych pieniędzy), oraz brutalnych chwytów stosowanych przez Obamę wobec przeciwników politycznych w Chicago. Mogliby jeszcze dodać, że Obama wybrał pracę pracownika społecznego w biednych dzielnicach, bo "nie miał pomysłu na życie", jak Lubowski pisze o wyborze wojska przez McCaina.

W tym wszystkim byłoby ziarno, a czasem i spora łyżka prawdy. Ale zarazem to nie jest prawda o życiu Obamy. Podobnie jak tekst Lubowskiego nie jest prawdą o McCainie.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':