http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Wielka lekcja Rospudy

Adam Wajrak
2009-05-07, ostatnia aktualizacja 2009-05-07 02:25

Po tym, co się stało nad Rospudą, Polska jest już innym krajem. I nie tylko Polska. - Jak się wam nie uda, to u nas nie ocaleje żadne drzewo i żuczek - powiedziała mi, i to wcale nie żartem pewna działaczka ekologiczna z Bułgarii. Gdy interweniowała Komisja Europejska, stało się jasne, że chodzi też o podobne miejsca w Rumunii, Bułgarii, w krajach Bałtyckich i na Słowacji. I o to, czy tamtejsi politycy będą się przejmować europejskim prawem

Dolina Rospudy z lotu ptaka. Tędy ma przebiegać fragment obwodnicy Augustowa
Fot. Wojciech Chojęta
Dolina Rospudy z lotu ptaka. Tędy ma przebiegać fragment obwodnicy Augustowa
ZOBACZ TAKŻE
Kiedy zobaczyłem ją pierwszy raz, aż mnie zatkało. Niby maleństwo, bo ma nie więcej niż 10 kilometrów kwadratowych powierzchni, ale jakie. Rośnie tam około 20 gatunków storczyków, w tym miodokwiat krzyżowy, dla którego jest to ostatnie miejsce naturalnego występowania. Obok doliny ma gniazdo orlik krzykliwy. Na jednej z bagiennych wysp dziuplę wykuwa dzięcioł białogrzbiety. Można tam spotkać głuszca. W dolinie widywałem wspaniałe łosie, wilki i rysie.

Jak znaleźć żywego mamuta

A takich torfowisk nie ma na zachód od Uralu. Mamy ich pełno, jednak zawsze, w całej Europie, ingerował w nie człowiek. Najczęściej zamieniając na pastwiska i łąki. Na torfowiskach tego typu co te nad Rospudą powstawało tysiące lat temu europejskie rolnictwo. A przyjście rolników oznaczało koniec. By zburzyć delikatny ekosystem, wystarczyło wypasać tam bydło. Zadeptany straciłby możliwość utrzymywania ciągle takiego samego poziomu wody. To taka wrażliwa gąbka, która gdy wody jest dużo, podnosi się do góry, a gdy mało - opada. Torfowiska przez to, że są cały czas bardzo mokre, nie zarastają. Pozostają przestrzenią otwartą, bo żadne europejskie drzewo nie jest w stanie wytrzymać takiej wilgoci.

Rospuda jest niemal dziewiczym torfowiskiem. Nie wiemy, jaki przypadek to sprawił, ale patrząc na nią, widzimy krajobraz Europy Środkowej sprzed tysięcy lat. Dlatego porównanie z najbardziej znanymi zabytkami nie jest przesadą. Jest starsza niż Akropol i Koloseum. Stosując porównania zoologiczne, to tak jakbyśmy odnaleźli żywego mamuta.

I ten mamut miał zostać zaszlachtowany tylko dlatego, że przed kilkunastu laty ktoś postanowił, że tam zbuduje obwodnicę Augustowa. To byłby koniec tego małego raju.

Dla kogo są Tatry

Nikt nie miał nigdy wątpliwości, że Augustów, miasto, przez które przejeżdżają tysiące tirów, potrzebuje obwodnicy, ale dlaczego akurat miała to być obwodnica przez bagna, skoro wystarczyło spojrzeć na mapę, by zobaczyć, że można ją poprowadzić w innym miejscu? Dziś po przedstawieniu analiz przez ministra środowiska Macieja Nowickiego wiadomo, że był to wariant najdroższy, najbardziej szkodliwy społecznie, bo oznaczający największą ilość wyburzeń domów i najbardziej szkodliwy dla środowiska. Dlaczego go wybrano? Może kiedyś się dowiemy.

Od połowy lat 90. kampanię na rzecz Rospudy prowadziła Pracownia na rzecz Wszystkich Istot. Potem dołączyło Ogólnopolskie Towarzystwo Ochrony Ptaków, Greenpeace, Bankwatch, WWF, CMOK oraz SISKOM, czyli stowarzyszenie skupiające ekspertów od komunikacji. Wiele wskazywało na to, że Rospuda jest przegrana. Od końca lat 90. ochrona przyrody, za którą nie stoi żadne silne lobby, stała się idealnym chłopcem do bicia. Wystarczy przypomnieć ministra ochrony środowiska w rządzie AWS Antoniego Tokarczuka, który stwierdził, że Tatry są dla Polaków, a nie świstaków.

Niewiele zmieniło wstąpienie Polski do Unii. Rząd SLD, a później PiS unijnym prawem chroniącym środowisko. Politycy na monity z Brukseli odpowiadali, że zachód nie będzie nas pouczył, a Natura 2000 to przeszkoda w rozwoju. Nasi politycy byli święcie przekonani, że biurokraci w Brukseli nie będą przedkładać kwiatków i motylków nad drogi i rozwój. Byli pewni, że Polacy też mają w nosie żabki i kwiatki.

W 2006 roku "Gazeta" jednoznacznie wsparła ekologów. Gdy ruszyła akcja zbierania podpisów pod petycją, okazało się, że Polacy wcale nie mają w nosie kwiatków i żabek. Zebraliśmy ponad 150 tysięcy podpisów. Rospuda stała się symbolem walki o polską przyrodę. Powstał ruch, którego znakiem była zielona wstążka. To nie był pomysł marketingowców, ale naszych czytelników. Politycy przecierali oczy ze zdumienia.

Wtrąciła się Komisja Europejska, która miała już dosyć ignorowania unijnego prawa. Polska najpierw została ostrzeżona przez komisarza Stavrosa Dimasa, a potem sprawa została skierowana do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. Rząd Jarosława Kaczyńskiego z początku nie wiedział, jak reagować, a później zrobił z nas wszystkich, którzy nosili zielone wstążki, wrogów Polski i pachołków Brukseli.

Obóz zielonych buntowników

Gdy w lutym 2007 rząd podjął decyzję o budowie drogi, Greenpeace założył obóz. Byłem w nim. Mieliśmy bronić drzew przypięci do nich. Wiedzieliśmy, że nie trwałoby to długo, bo było szalenie zimno, ale chodziło o symbol. Obóz był fenomenalnym wydarzeniem. Zobaczyłem w nim, co to takiego solidarność. Byli w nim i prawicowcy, i lewacy, anarchiści i poważni naukowcy. Ludzie tak różni jak Andrzej Gwiazda i Kazimiera Szczuka.

Bywało cudownie. Z całej Polski dostawaliśmy jedzenie i ciepłe ubrania. - Jak na strajku - mówiliśmy sobie żartem.

Bywało też okropnie. Nigdy nie widziałem tyle nienawiści jak wtedy, gdy lokalni politycy przyprowadzili demonstracje augustowian wymachujących krzyżami i życzących nam śmierci. Jarosław Kaczyński, by podgrzać atmosferę przed wyborami do sejmiku, za dwa miliony złotych zafundował Podlasiu referendum. Okazało się ono przy zbyt niskiej frekwencji zupełną porażką.

Ale to nie my w obozie powstrzymaliśmy buldożery. Zrobili to działacze organizacji pozarządowych, naukowcy, inżynierowie i prawnicy. Zbierający dane, lobbujący w Brukseli, szukający argumentów naukowych i prawnych. To dzięki nim rzecznik praw obywatelskich mógł zaskarżyć decyzję o budowie, Komisja Europejska złożyć wniosek do Trybunału, polskie sądy stwierdzić nielegalność inwestycji. Urzędnicza skostniała Polska nie miała szans w starciu z tymi na ogół młodymi ludźmi. Dzięki nim państwo mogło zadziałać.

Rospuda jest uratowana. Nie dokonała tego żadna partia, minister czy premier, ale obywatele, którzy pozwolili, by rząd naprawił swój bezsensowny błąd.

  • 1
  • 3 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':