Piszę ten list w sprawie pojawiających się średnio raz na tydzień w "Gazecie Wyborczej" artykułów z cyklu "Polska A i B". Zacznę od tego, iż nie wierzę że te artykuły mają na celu jakąś troskę o Polaków (tak, Polaków) ze wschodu kraju albo wynikają z chęci zmiany sytuacji - według mnie to po prostu czysta złośliwość i nienawiść, której nie umiem sobie wytłumaczyć.
Od lat przytaczacie absurdalne wypowiedzi eksperta (nie muszę pisać jakiego), który według mnie żywi jakiś uraz do tej części kraju, bo trudno mi pojąć, jak specjalista w tej dziedzinie może wypowiadać takie opinie. Kreuje się go na wielkiego guru, a jego teksty o rozwoju metropolii i stagnacji na prowincji powtarzane są do znudzenia. Szkoda, że zapomina on, że na wschodzie też są duże miasta.
Z waszego ostatniego artykułu z tej serii wynika (oczywiście oprócz tego że ludzie na wschodzie kraju są głupi, biedni, nieporadni i wypadałoby ich wysiedlić) że na zachodzie Polski są same duże miasta, a na wschodzie same wsie. Ponadto na wschodzie (czyli na wsiach) rodzice nie mają pieniędzy, aby kupić dzieciom książki (pewnie przepijają), więc musimy im zapewnić darmowy internet. Miałem chyba szczęście, bo rodzice kupowali mi mnóstwo książek, nie tylko tych szkolnych, ale takich, które rozwijały moje zainteresowania. O ile sobie przypominam moim koleżankom i kolegom rodzice również kupowali książki. Byliśmy chyba jakimiś wyjątkami na tym wsiowym i głupim wschodzie Polski. Nie wiem tylko jak to możliwe, że ci biedni i głupi ludzie zdają egzaminy maturalne najlepiej w kraju.
Miło mi czytać, że jestem obywatelem drugiej kategorii. Gdybym czasem ośmielił się wyjechać do tak europejskich i bogatych miast, jak Wałbrzych lub Bytom, dobrze by było, żeby wszyscy wiedzieli, że lepiej się do mnie nie zbliżać, bo jestem obywatelem kategorii B, głupim leniem ze ściany wschodniej.
Jest mi po ludzku przykro, że określacie nas w ten sposób. Są kraje w UE w których różnice regionalne są o wiele większe niż u nas (Niemcy, Włochy) ale nikt nie pisze o kategoriach A i B. Jest mi przykro, gdy myślę ilu znam świetnych, utalentowanych, przedsiębiorczych i kreatywnych ludzi w Rzeszowie, a ile razy na Pomorzu widziałem masowo kupujących "na zeszyt" spirytus.
Teraz będzie bardziej merytorycznie. Według danych Eurostat w roku 2004 różnica w PKB na mieszkańca pomiędzy woj. świętokrzyskim (ci gorsi Polacy według was, tak dla przypomnienia) a opolskim (ci lepsi) wynosiła blisko 5 proc. w skali średniej dla UE. W roku 2008 wyniosła natomiast 2,2 proc. Jakimś cudem ten region rozwijał się szybciej od opolskiego. Podobnie jak warmińsko-mazurski.
Za kilka lat mają szansę go prześcignąć (tym bardziej, że w Opolskiem dawno temu zbudowano autostradę, zmodernizowano linię kolejową itd., a w tych regionach drogi szybkiego ruchu powstaną dopiero teraz). Co wtedy będziecie pisać? Jakie argumenty wymyślicie na niższość tych Polaków? Już teraz np. w woj. podlaskim pensje są wyższe niż w lubuskim. Bezrobocie jest niższe, PKB jest niższe o naprawdę niewielką wartość i dystans się zaciera. Czy to minimalnie niższe PKB to naprawdę powód, by tak szkalować ludzi?
Zastanawiam się jak to możliwe, że na tym bogatym Pomorzu do niedawna było ponad 25 proc. bezrobocia, że do dzisiaj pełno tam sypiących się domów, ruin, pozostałości po PGR i ogólnej stagnacji i marazmu. Jak to możliwe że na tym biednym i głupim (według was) Podkarpaciu buduje się tyle nowych, pięknych domów, że jest regionem o wiele bardziej zadbanym, a w ludziach widać więcej chęci działania i dynamizm.
Gdy ktoś straci tu pracę, szuka jej gdzie indziej, wyjeżdża za granicę, na Pomorzu częściej kupuje wspomniany spirytus na zeszyt. Na Podkarpaciu od podstaw powstała Dolina Lotnicza, teraz pod Rzeszowem park naukowo-technologiczny, w którym naprawdę coś zaczęło się dziać, od podstaw zbudowano największe przedsiębiorstwo IT w kraju (Asseco Poland) i dziwnym trafem w rankingu Przekroju stolica tego przymierającego głodem regionu jest na 2 miejscu po uwzględnieniu 26 wskaźników poziomu życia.
Dziwnym trafem 95 proc. mieszkańców jest zadowolonych z miasta według sondażu "Mój samorząd". Dziwnym trafem pensje wzrosły w nim o 50 proc. w ciągu 4 lat, a pod względem dochodu na mieszkańca odnotowało skok bez porównania do innych miast.
Napiszę na koniec. Nie myślcie sobie, że to od was, od rządu, czy Warszawy zależy jak będziemy się rozwijać. Po prostu dajcie nam spokój. Przestańcie niesprawiedliwie dzielić pieniądze na szkoły, szpitale i infrastrukturę. W imieniu swoim i wielu mieszkańców uważam, że powinniśmy mieć tylko autostradę i rozbudowane lotnisko (bo takie inwestycje z budżetu państwa realizowano w zachodnich i centralnych regionach kraju). To na szczęście będziemy mieć z pieniędzy UE. I gdy te szanse się wyrównają, wtedy zobaczymy kto będzie lepszy.
W swoich artykułach posuwacie się coraz dalej i aż trudno logicznie myślącym ludziom uwierzyć, że można być zdolnym do czegoś takiego. Co przeczytamy za miesiąc? Że nie warto tu inwestować, bo z natury jesteśmy kategorią B, głupszą, gorszą, jakimś typem podludzi? Nie musicie tu inwestować. Dziękujemy za waszą łaskę. My inwestujemy sami, a poza tym ściągamy inwestorów zagranicznych. Nie potrzebujemy waszej litości i rozpływania się nad naszym "trudnym" losem.
Na koniec napiszę, że życzę wielu młodym ludziom z wielu miast woj. lubuskiego, opolskiego lub Pomorza takiego poziomu życia jaki jest od pewnego czasu w Rzeszowie. I wiem co piszę, bo doskonale tamte części kraju poznałem. Na zachodzie kraju nie ma wyłącznie dużych miast, a w pierwszej 10 największych polskich miast są 2, z tego "wsiowego" wschodu. Może warto o tym pamiętać.
Zbliżają się wybory samorządowe. Nie zapomnijcie zrobić kilku wywiadów, w których będziecie rozpływać się nad ciemnotą i zabobonem wschodu. Szkoda tylko że w początkach działalności GW, gdy na wschodzie popierano Wałęsę, a na zachodzie Tymińskiego, pisaliście, że ludzie na wschodzie są świadomi, a na zachodzie wydarci z korzeni i pozbawieni troski o kraj.
Źródło: Gazeta Wyborcza