http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Inne zwyczaje w Kielcach - list

A.K.W.
2009-11-21, ostatnia aktualizacja 2009-11-21 15:05

Poruszona relacją matki, której trauma po stracie syna zwielokrotniona została sposobem potraktowania jego zwłok w warszawskim Zakładzie Medycyny Sądowej, chciałabym stwierdzić, że inne zwyczaje panują w Kielcach

W kwietniu ub.r. straciliśmy w wypadku spadochronowym naszego syna. Zginął na lotnisku w podkieleckim Masłowie. Mieszkamy 200 km od Kielc, a dodatkowo jedno z nas w chwili wypadku przebywało za granicą. Chcieliśmy wszyscy jak najszybciej zobaczyć ciało syna i nie było możliwe uzgodnienie jednego terminu dla całej rodziny. Nikt w zakładzie przy ul. Radiowej nie robił z tego powodu żadnych problemów. Byliśmy wzruszeni i wdzięczni za przygotowanie ciała do pochówku oraz za życzliwość i wyrozumiałość dla nas.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':