http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Czemu sprosta polska szkoła

red.
2009-09-11, ostatnia aktualizacja 2009-09-13 20:46

Rodzice boją się o sześciolatki w szkole

ZOBACZ TAKŻE
SERWISY

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Po wyznaniu aktorki i naszej felietonistki Joanny Szczepkowskiej, w jakich niezwykłych okolicznościach stała się uczennicą w wieku 6 lat ("Najmłodsza" , "Wysokie Obcasy", 5 września), czytelnicy zastanawiają się, czy pozytywna motywacja do pójścia do szkoły dobrze wpłynie na maluchy, a szkoły temu wyzwaniu sprostają?

Szkoły nie sprostają

Niestety, jestem o tym przekonana. Doświadczona. Gorzko. Ja i moja rodzina. Jestem mamą dzisiaj już 19-letniego ADHD-owca. O tym, przez co przeszedł mój syn i my razem z nim, mogłabym napisać książkę. Wydaje mi się, że tylko dzięki naszej determinacji i wierze w jego umiejętności udało nam się wychować szczęśliwego, młodego człowieka bez kompleksów. Syn, co często idzie w parze, jest także dyslektykiem i dysgrafikiem. Tylko swojej i naszej ciężkiej pracy zawdzięcza to, że dzisiaj czyta i pisze na poziomie, który można uznać za średni. Szkoła w Polsce ma tylko jedno zadanie - program nauczania. Do zawodu w 99 proc. trafiają kobiety chcące jak najwięcej czasu poświęcić własnej rodzinie. Głównym powodem, dla którego wybierają ten zawód, to godziny pracy, urlop i dodatkowe przywileje. Ideałów szybko się pozbywają przywalone stosem dokumentacji i biurokracji, której muszą podołać. Nauczyciele nie są przygotowani do pracy z dziećmi trudnymi, dysfunkcyjnymi. To rodzi wiele nieporozumień i frustracji. Przychodzą okresy zobojętnienia. W całym tym systemowym bałaganie tkwi dzieciak potrzebujący już i teraz pomocy, tkwią rodzice najczęściej pozostawieni sami sobie z uczuciem winy i beznadziejności. Przez kilkanaście lat udziału syna w tym całym zamieszaniu zwanym systemem edukacji napotkaliśmy na swojej drodze tylko dwie osoby pracujące w szkole i zainteresowane pomocą oraz umiejące lub chociaż starające się udzielić mu pomocy. Dwie. Żadna z nich nie znała rozwiązań systemowych i nie potrafiła nas odpowiednio pokierować. Wszystko, czego nauczyliśmy się, pochodzi ze spotkań i rozmów z rodzicami innych dzieci z podobnymi problemami. Wizytka1

I to by było na tyle

Mam troje dzieci (22, 9 i 5 lat) i uważam, że ten pomysł (sześciolatki do szkoły) to głupota. Sam poszedłem do szkoły jako sześcioipółlatek. Najstarszego syna również puściłem do szkoły w wieku 6 lat. I powiedziałem sobie - nigdy więcej. Dlaczego?

Bo rozwój intelektualny to nie wszystko. Mój najstarszy syn jako sześciolatek miał IQ 132 pkt, ale dysproporcje w rozwoju intelektualnym i społecznym spowodowały, że szkoła podstawowa nie była dla niego (i dla nas) najlepszym okresem. O sukcesach dziecka (lub jego porażkach) decyduje harmonijny rozwój we wszystkich sferach funkcjonowania.

Bo jeden rok życia dla sześcio-, siedmiolatka to dużo. Różnice rozwojowe są kolosalne. Widzę np., jak dużo mojemu 5-latkowi (posiadającemu sporą liczbę niezbyt głębokich i rozproszonych deficytów rozwojowych) dały dwa miesiące wakacji. Widzę też, że najmniej problemowo (na razie) funkcjonuje moja dziewięcioletnia córka, która poszła do szkoły, "jak Bozia przykazała", jako siedmiolatka.

Chciałbym jeszcze powiedzieć, że według mnie twórcy tej reformy są całkowicie pozbawieni empatii i nie wierzę nawet w to, że kieruje nimi jakieś wewnętrzne, szczere przeświadczenie o cywilizacyjnej konieczności dokonania zmiany. Moim zdaniem działają w myśl schematu: Nawet jeśli nie będzie lepiej, to będzie inaczej. A koszty (te realne - finansowe, i te emocjonalne)? Jakie koszty... Sztuczny problem... Arkadiusz Młyńczak

  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów