Co o tym sądzisz? Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
Po przeczytaniu cyklu artykułów
''Co się podoba Polakom''": mam ochotę zapytać: Co się podoba Polakom? A co ma się podobać?
Mam 35 lat, męża, dwie córki, wykształcenie wyższe, dom na wsi z balkonem bez barierki i garażem od frontu. Kalicińską prawie przeczytałam - pierwszy tom mnie zachwycił: taka Ania z Zielonego Wzgórza dla dorosłych - drugi sobie odpuściłam, trzeci mnie zemdlił w połowie i nie wiem jak się cała historia potoczyła, nie obchodzi mnie to specjalnie.
Mebli wenge w moim domu nie zobaczycie, modułowych tym bardziej - wolimy drewno od mdf.
Projektu domu szukaliśmy rok, takiego, który spełniałby nasze przeciętne w naszym mniemaniu wymagania - osobny pokój dla każdego z członków rodziny, pokój dzienny połączony z średniej wielkości jasną kuchnią, garaż na dwa samochody, do tego miał być na wąską działkę z wjazdem od południa. Marzył mi się nowoczesny, modernistyczny - taki bauhaus z zewnątrz, z ikeą w środku. Marzenie ściętej głowy. Warunki zabudowy postawiły mnie do pionu - żadnych płaskich dachów - wyłącznie dwu i czterospadowe. O przejściach ze zrobionym na kolanie projektem gotowym nie będę tu opowiadać, podobnie o niecenzuralnych epitetach, które sypią się do dziś na głowę architekta robiącego adaptację.
Zatem od roku mieszkamy - z balkonem bez barierki i garażem na dwie bryki od frontu. Garaż zasłania nas od kurzu i hałasu lokalnej drogi i to usprawiedliwia jego istnienie w tym miejscu. Brak barierki na balkonie pozostaje nieusprawiedliwiony.
Nasz dom to nie dworek, ale czuję się po przeczytaniu Waszego artykułu częścią tej "dworkowej wspólnoty", o której panowie architekci wyrażają się z tak porażającą pogardą. Nasze meble nie są w kolorze wenge, ale dwa skórzane fotele nabyte w komisie tłumaczą naszą obecność wśród bohaterów artykułu. No i prawie przeczytałam tę Kalicińską, no i prawie mi się podobało. Tak.
Jesteście dyskretni i dobrze wychowani, o gustach przecież się nie dyskutuje. Zdaliście relacje ze stanu rzeczy w kilku obszarach polskiej świadomości i nie zadaliście poważnego pytania o przyczyny. A pytanie jest poważne.
Kto, kiedy i w jaki sposób kształtował gust mojego pokolenia? Kto kiedy i w jaki sposób kształtuje gust moich dzieci? Jaką wagę przywiązuje polski system kształcenia do kształtowania smaku, gustu, poczucia estetyki? Jaką wagę przywiązują do tego media? Powiecie, że nie ma czasu i pieniędzy na bzdury, że są ważniejsze sprawy? Bez wątpienia są. Ale czas i miejsce na te działania już istnieją i pieniądze wydawane są cały czas. Proszę przyjrzeć się szacie graficznej polskich podręczników (poczynając od tych dla zerówek - szczególnie Panów uwadze polecam komplet "Ala i Adam. Razem poznajemy świat" wyd. Didasko, w którym poziom potworności rysunków znacznie przekracza moim zdaniem średnią krajową).
Proszę zajrzeć do sklepów z zabawkami i sprawdzić ile trzeba zapłacić za prawdziwą urodę lalki czy misia a ile za szpetotę, fałszywą słodycz i brak proporcji LittlestPetShop. Wreszcie proszę znaleźć w polskiej telewizji rozsądny program wnętrzarski, który miałby ambicję edukowania odbiorcy w zakresie podstawowych sposobów radzenia sobie z niedoskonałościami wnętrza i wykorzystywania jego atutów a nie był jedynie reklamą sponsora.
Mam nadzieję, że dojdziecie do wniosku, że jednak w tej dziedzinie jest coś do zrobienia, że może jednak warto zaprząc parę umysłów - architektów, artystów, projektantów, którzy by nas, przeciętnych Kowalskich, Malinowskich i Nowaków, spróbowali nauczyć trochę piękna. Pozdrawiam.