http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Ch@mstwo w sieci - listy

Listy czytelników
2009-08-20, ostatnia aktualizacja 2009-08-24 13:19

Skończyć z anonimowością (grzechem pierworodnym całej tej sytuacji), bo promuje tchórzostwo, utwierdza w przekonaniu o bezkarności i krzywdzi obrzuconych błotem ludzi i wprowadzić cenzurę - to głosy wspierające tezy artykułu Jacka Żakowskiego. - Chamstwo w sieci to margines - i tak jak w życiu nie da się go wyeliminować całkowicie. Nie znaczy to, że nie należy z nim walczyć. Ważne są skuteczne metody (na pewno nie cenzura) - czytelnicy wskazują jakie to mogą być.

Rys. Jacek Gawłowski
Rys. Jacek Gawłowski
Rys. Jacek Gawłowski
Na marginesie artykułu Jacka Żakowskiego "Chamstwo hula w internecie" i polemiki Michała Olszewskiego i Pawła Wujca "Cenzura nie łagodzi obyczajów w internecie" wielu czytelników podzieliło się swoimi przemyśleniami.

Anonimowość dodaje im buty

Artykuł Jacka Żakowskiego o szerzącym się chamstwie w internecie poruszył niezwykle drażliwy temat. Niestety tak już jest ze współczesną kulturą, że większość inteligencji przyjmuje postawę bierną lub tzw. "komentarza szeptu", czyli lepiej się nie wypowiadać - bo może zaboleć. A wtedy do głosu dobiera się element egalitarny, jeśli tak mogę z szacunkiem powiedzieć o "onych" ludziach. Sama konwencja internetu - anonimowości, dodaje im wewnętrznej buty i przekonania typu: "ha! nikt mi nic nie zrobi". Więc następuje takie rozpasanie myśli, słów, zaspokajania potrzeby niezdrowej grafomanii - że na ten stan zakaźny nie ma antidotum.

Informatykiem nie jestem, lecz wiem, iż są metody zabezpieczania stron, prywatnych forów, zatwierdzania wypowiedzi przez admina, itd. I chyba powinniśmy podążać (niestety) tą ścieżką albo czekać na wynalazek japońskich informatyków doświadczalnych - nową sieć wirtualną (nie skoligaconą z internetem). Kamil Masłowski

Internet promuje tchórzostwo

Nie powinny być zamieszczane opinie i komentarze anonimów. Anonimowy autor komentarza jest nikim. Niepotrzebna jest cenzura, niepotrzebne są kary, wystarczy by operatorzy zamieszczali komentarze i opinie wyłącznie tych, którzy mają odwagę podpisać się pod tym, co napisali. Nie będzie chamstwa, obelg, etc. Ale by tak zrobić trzeba chcieć, trzeba konsekwencji. Moim zdaniem jedynym warunkiem zamieszczenia opinii powinno być jej podpisanie imieniem, nazwiskiem i miejscem zamieszkania, wystarczy podać miejscowość. Jan Pluszkiewicz, Wrocław

Na festiwal wyzwisk - tylko cenzura

Jest fatalnie. Jakiś czas temu na łamach Wyborczej i w internetowym wydaniu pojawił się artykuł na temat najnowszego tomiku wierszy Wisławy Szymborskiej. Z zasady nie czytam komentarzy pod artykułami na tematy polityczne, społeczne i wszystkie inne, które w mojej opinii mogą zawierać "groźne" chamstwo. W zderzeniu z tym chwieje się cała moja wątła wiara w człowieka.

Wtedy jednak moja czujność osłabła. Sądziłam, że co jak co, ale poezja nie może być przedmiotem dyskusji o żenującym poziomie. Naiwność jest grzechem. Góry błota, hektolitry jadu i żółci, monstrualny antysemityzm. Żadnej dyskusji, po prostu festiwal wyzwisk. Uciekłam. Nie wracam. W mojej mocy jest tylko starać się to ignorować. Na zwykłej polskiej ulicy, w każdym, nawet najbardziej zapyziałym miasteczku, przeciętny polski lump spod budki z piwem, ma więcej kultury osobistej niż autorzy większości internetowych komentarzy.

Podobnie jak pan Żakowski uważam, że redagowanie nie jest cenzurą. A wysuwanie argumentów o tęsknocie za Perelem, to ordynarne nadużycie. C.

Jest tragicznie

Państwo źle sformułowaliście pytanie. W dyskusjach internetowych jest nie "źle", a wręcz tragicznie. Wyzwiska są codziennością, jak już nie ma argumentów rzeczowych to rozpoczyna się wojna krzyżowa i miano postkomucha jest najłagodniejsze. Rację ma red. Żakowski, że obowiązkiem prowadzącego dyskusję jest nie dopuszczać do wyzwisk w czasie dyskusji pod pozorem wolności słowa. Marian K-Podrucki

Do Jacka Żakowskiego

Primo: nie ogarnia Pan całości. Internet to nie jest dzisiaj wycinek życia publicznego. Internauci to nie jest wycinek społeczeństwa. Internet i internauci TO JEST życie i społeczeństwo.

Nauczył Pan chama czytać i pisać. Cham powszechnie zdobywa wykształcenie. Ale od tego chamowi nie przybywa argumentów, prawdaż? Wykłada Pan na uczelniach. Też studiowałem. Wiem, że Panu publicznie nie wypada tego przyznać, ale... kształcił Pan w większości chamów i funkcjonalnych analfabetów, i jako człowiek inteligentny musi Pan sobie z tego zdawać sprawę. Matura - od dawna dla "niemyślących". "Ucz się ucz, bo nauka to potęgi klucz" - pamiętam to z podstawówki, wtedy jeszcze im. Marcina Kasprzaka. Klucz. Cham, podobnie jak małpa, pies i koń Hans jest w stanie "wykuć" niemal każdy klucz. Ale czy od tego przybywa mu argumentów?

Studia: większość moich dawnych kumpli z podwórka, nie wiem czy to słowo jest jeszcze modne, ale zaryzykuję - blokersów - "pokończyła" studia. "Wyższa Szkoła Gotowania Na Gazie ogłasza nabór na następujące kierunki: pedagogika, zarządzanie, marketing, dziennikarstwo..." Niedawno pisaliście o Akademii Ekonomiczno-Humanistycznej... ileż tam chamów zdobyło dyplomy. Łżę?

Najlepsze polskie uczelnie w światowych rankingach zajmują pozycje od trzeciej setki w dół. Ciekawe dlaczego? Cham umie czytać, umie też pisać, "zrobił" (to słowo doskonale pasuje, czyż nie?) "magistra", otworzył przewód doktorski, a nawet się habilitował - ale czy przybyło mu argumentów, których Pan się doprasza?

Równość, drogi Panie, a także wszystkie jej konotacje: emancypacja, wyrównywanie szans, powszechny dostęp etc. - równość sprawia, że do debaty publicznej na RÓWNYCH prawach dopuszczone jest chamstwo, drobnomieszczaństwo i szlachta:)

Może pan uznać mnie za ciemnogrodzianina, zacofańca, konserwę, a w najlepszym przypadku za osobę o staroświeckich poglądach, ale proszę nie obrażać się na chamstwo w PUBLICZNYM internecie. W internecie panuje równość. Nie poradzisz, bracie mój, że obok pana, wójta i plebana gębę rozdziawia cham. Jego laptop z ma dokładnie takie same porty jak Pański służbowy laptop. Pasują to tego takie same kable. "Łączy nas coraz więcej". Cham, drogi Panie Redaktorze, ma bierne i czynne prawo wyborcze. Jest podmiotem demokracji, tak jak Pan. Demokracja zrównuje - na płaszczyźnie decyzyjnej - p. Żakowskiego i p. Hojarską. W demokracji, w świecie równego (ha-ha!) dostępu do edukacji, mediów, władzy - siedzi Pan na dokładnie tej samej grzędzie co cham.

Publikuje Pan? Cham też. Występuje Pan w telewizji? Cham też. (Pan w TVP, a cham na YouTube, ale żyjemy w czasach, gdy filmy z tego serwisu bywają emitowane i w tradycyjnych telewizjach - jako newsy!) Zapraszają Pana do audycji radiowych? Chama też. Zwłaszcza, że może sobie sam zrobić radio. Internetowe.

Chamstwa jest zawsze więcej, to oczywisty banał. Nasza cywilizacja nie powstałaby bez chamów. To oni wznosili piramidy. To oni budowali mur chiński. To cham kopał, nosił, grabił, kosił, zbierał, kuł, toczył, ciągnął. W tych czasownikach, proszę zauważyć, nie ma cienia pogardy. I jeszcze jedno - ci, z którymi te czasowniki były drzewiej kojarzone - nie byli nazywani chamami. Byli chłopami, robotnikami, rzemieślnikami, pasterzami, zbieraczami... Pan nauczył chłopa czytać i pisać. I chłop, który przecież był prosty - uzyskał dostęp do DEBATY PUBLICZNEJ. Stał się równoprawnym uczestnikiem DYSKURSU. Stał się Pańskim "chamem". Wpoił Pan chamowi, że jest równy Panu, więc Pański postulat "ograniczenia" chamstwa jest nielogiczny. Powiem brutalnie: trzeba było nie uczyć chama pisać i czytać, to miałby Pan Wersal w internecie. Nie lza teraz tworzyć gett dla pisatych i czytatych chamów ("Cham.pl").

Secundo: poczynił Pan porównanie, że internet obecnie przypomina boisko piłkarskie (bandytyzm, wulgaryzmy...). Otóż nie do końca. Kibol podczas meczu ma co najmniej 90 minut, żeby się pokazać. Użytkownik portalu ma mniej czasu. News portalowy żyje znacznie krócej niż półtorej godziny. Często newsy zmieniają się co kilka minut. Mało czasu, żeby zaistnieć... zwłaszcza jak stara się być elokwentnym erudytą, gdy tymczasem - to kwestia percepcji... JEBAĆ, JEBAĆ PZPN I ŻYDÓW Z WYBORCZEJ... - przyciąga uwagę bardziej. Aha, i nikt nie czyta komentarzy na następnej stronie:) Najważniejsza jest PIERWSZA STRONA, ale to Pan jako dziennikarz powinien wiedzieć najlepiej.

Tertio: co z tego, że większość chamów w sondzie internetowej opowiedziała się za wyrugowaniem chamstwa z Sieci? Proszę iść na plażę w Mielnie i spytać pierwszego lepszego chama w grajdole co sobie ceni najbardziej? (Podpowiedź: ciszę, spokój i przyrodę). Na exit poll wielu powie, że głosowało na Lidię Geringer d'Oedenberg, podczas, gdy krzyżyk znalazł się przy nazwisku "Hojarska":)

Szacun należy się tym, co opowiedzieli się za status quo. Przynajmniej mają realny ogląd sytuacji. A na koniec - Pan siedzi na tej samej grzędzie co cham. Ale do domu Pan chama nie wpuszcza - mylę się? Może Pan śmiało założyć forum dyskusyjne dla "nie-chamów" (alfa-plusów?), gdzie "chama" (epsilona?;) Pan nie wpuści. Tylko, że wtedy to już nie będzie debata publiczna, tylko prywatna. Pozdrawiam serdecznie R.

P.S. oczywiście korzystam z wolności internetu i nie podaję żadnych danych, a co!:)

Jako forumowy dinozaur

Redaktor Żakowski konstatacją, że większość jest bezsilna wobec chamstwa w internecie, niczego nowego nie odkrył i nic, absolutnie nic, z tego nie wynika. Na forum gazetowym jestem od samego początku, należę do nielicznych dinozaurów forumowych. Mogę powiedzieć, że chamstwo jest nieodłącznie związane z forum. Przecież już pod koniec pierwszego roku jego istnienia została wprowadzona ośla ławka do utylizacji forumowych śmieci.

Jest pewna, niewielka część forumowiczów, która po prostu nie potrafi dyskutować kulturalnie. I co ciekawe, oni też są przeciwko chamstwu w internecie, na zasadzie, że łatwiej zobaczyć źdźbło w cudzym oku, niż we własnym belkę. Na samym początku, nie więcej niż przez pół roku, na forum było spokojniej, ale też pisali inni ludzie. Przypomnijmy sobie tamte czasy, trudno dostępny internet i bardzo drogi, mało kto miał komputer w domu. Ludzie pisali głównie z pracy, gdzie internet był bonusem. Byle kto nie dostawał łącza. To się przekładało na poziom dyskusji. Z czasem internet w domach stawał się coraz bardziej dostępny i wprost proporcjonalnie rosło chamstwo a malał poziom merytoryczności w dyskusji.

Obecnie agresję wzmagają politycy i żyjący z tego dziennikarze. Język nienawiści polityków, negowanie wszelkich wartości, kłamstwa i przeinaczenia, byle tylko drgnęły słupki popularności, bardzo przekładają się na atmosferę na forum. Chamstwo rodzi chamstwo. Jeśli np. obecny pan prezydent potrafił powiedzieć bezdomnemu "spieprzaj dziadu", to czego się spodziewać po forumowiczach komentujących ten fakt? Przecież nie Wersalu.

Forum żyje z wydarzeń i komentuje tymi samymi słowami, które słyszy. Jeśli dziennikarze nagłaśniają byle bzdety, żeby tylko wzrósł nakład czy oglądalność stacji telewizyjnej, nie powinni się dziwić, że forum jest takie jakie jest. Tabloidyzowanie mediów stało się faktem, a forum się dostosowuje.

Redaktor Żakowski nawołuje do wprowadzenia ordynarnej cenzury prewencyjnej, choć ładnie to określa redagowaniem. Nie tędy droga. Forum z definicji nie podlega cenzurze. To jest Hyde Park. Poza tym zupełnie nie wyobrażam sobie możliwości cenzurowania forum, gdzie dobowo przybywa 40 tys. postów. Musiałaby być armia kilkudziesięciu cenzorów, którzy by pracowali na trzy zmiany. Forum ma sens, gdy posty pokazują się natychmiast. Czekanie po 15, 20 minut na publikację zabije spontaniczność. Niektórzy proponują weryfikacje użytkowników.

Ciekawe kto by to miał weryfikować i jak? Na obecnym etapie rozwoju internetu nie da się skutecznie zablokować dostępu nawet największemu trollowi, jeśli uprze się, żeby pisać. Możliwości jest bardzo dużo, od proxy do kafejki internetowej.

Prawdą jest, że niektóre osoby ostrość dyskusji odstręcza od forum, ale fora, zwłaszcza polityczne i sportowe nie są dla mięczaków. Tu trzeba mieć grubą skórę i umieć sobie radzić z trollami. Pierwsza zasada funkcjonowania na forum mówi - nie dyskutuj z trollem, nie karm go! Osoby wrażliwsze prowadzą blogi polityczne.

Redaktor Żakowski pisząc o chamstwie w internecie pisze wyłącznie o forumowiczach, którzy mu znieważyli ulubioną siatkarkę. Pomija chamstwo osób związanych z mediami. Ciekawa jestem wobec tego, kto by miał cenzurować np. redaktora Krasowskiego, który powiedział forumowiczom, gdzie go mają pocałować. A co powiedzcie o skandalu z ujawnieniem danych Kataryny przez Dziennik? To było dopiero chamstwo!.

Jakoś nie zauważyłam, żeby ten fakt jakoś szczególnie poruszył red. Żakowskiego. Ryba psuje się od głowy, więc zacznijmy najpierw zajmować się nią, potem ogonem.

Uważam, że cenzurowanie forum jest najgłupszą rzeczą, którą można by zrobić, tym bardziej, z e-chamstwo to margines. Zdecydowana większość postów jest zgodna z e-etykietą. Wyeliminować pewnego chamstwa nie da się. Bywanie na forum nie jest obowiązkowe tak jak nie jest obowiązkowe oglądanie boksu, który uważam za zalegalizowane mordobicie. Nie oglądam i nie mam pretensji do tych, którzy lubią sobie pooglądać rozbite łuki brwiowe i połamane nosy.

Do przypadków jak poruszony przez red. Żakowskiego istnieje droga sądowa. Jeśli ktoś uważa, że jego dobra zostały w jakiś sposób naruszone, powinien wystosować pozew. Nie trzeba w tym celu cenzurować forów. Ela

Chamstwo rzeczywiście hula w mediach

Od 1987 r. pracuję jako lekarz w Szpitalu Wojewódzkim w Zielonej Górze i w Poradni Hematologicznej jako jedyny w naszym mieście hematolog. Pozostałe trzy osoby udzielające porad w tym zakresie nie mają specjalizacji. 30 listopada 2008 r. przeczytałam w "Gazecie Świątecznej": "X jest do niczego, jedyne, co potrafi, to robić głupie miny i uwagi nie mające nic wspólnego z leczeniem i medycyną. Jest bardzo niemiła i arogancka" - to o pani hematolog z Zielonej Góry. Był to cytat z anonimowej wypowiedzi pacjenta na forum znanylekarz.pl. Artykuł "Oceń swego lekarza w sieci" zachęcał czytelników do korzystania z serwisu, zapewne skutecznie. Między innymi moim kosztem. W odpowiedzi na mój protest redakcja "Gazety Wyborczej" odpowiedziała, że nie opublikowała przecież moich danych osobowych, a w Zielonej Górze są jeszcze dwie panie hematolog.

Gdyby nie "Gazeta", nie wiedziałabym nic o zainteresowaniu internautów moją osobą, przewyższającym znacznie uwagę poświęcaną utytułowanym tuzom medycyny. Pewnie powinnam być zatem wdzięczna za tych kilka słów napisanych tłustym drukiem na drugiej stronie ogólnopolskiego wydania najbardziej opiniotwórczej gazety codziennej.

Tyle o moich przejściach ze znanymlekarzem.pl i "Gazetą Wyborczą". Reszta to mało interesująca historia depresji, utraty zaufania pacjentów do mnie i mojej do nich, rozpaczliwych prób usunięcia obraźliwych tekstów z sieci oraz rozwlekłej sprawy sądowej. Podzielam zdanie o degradacji norm moralnych w mediach, ale tezę, że jeśli właściciel lub szef portalu lub strony nie jest w stanie zorganizować albo sfinansować nadzoru zapewniającego przestrzeganie standardów, powinien zamknąć portal albo stronę uważam za wyraz Tischnerowskiego z ducha idealizmu.

Po lekturze artykułu Michała Olszewskiego i Pawła Wujca oraz korespondencji z właścicielem portalu znanylekarz.pl Panem Markiem Wróblem odnoszę wrażenie, że mediami elektronicznymi zarządzają obecnie osoby w wieku około 30-40 lat, z wykształceniem informatycznym. Pracują po to, by zapewnić utrzymanie sobie i rodzinie, co wydaje się być dla nich jedynym celem życiowym i uświęca każdą drogę do tego celu prowadzącą. Takie trochę Witkacowskie potwory nowego chowu.

Myślę sobie, że mamy demokrację, ale niesymetryczną. Pamiętamy o tym, że MY mamy prawa, ale nie o tym, że ONI też mają prawa. A.Ś., hematolog z Zielonej Góry

P.S. Lekarzem nadal jestem, "Gazety" już nie czytam

Wprowadźmy miękką cenzurę plusowo-minusową

Problem chamstwa i rynsztokowego poziomu debaty w internecie nie jest ani zjawiskiem nowym, ani też nie występuje tylko w polskiej części internetu. Nie wiem skąd się wzięło przekonanie o braku chamstwa na forach niemiecko- czy anglojęzycznych. Tematy specjalistyczne/hobbystyczne zwykle nie przyciągają takiej ilości trolli jak polityczne, jednak mam wrażenie, że za to w dużej części odpowiedzialne są media stare.

Polaryzacja czytelników nastąpiła za przyzwoleniem zarówno GW, jak ND, czy Rzepy. Przedstawianie czytelników konkurencyjnej gazety/słuchaczy tej drugiej stacji radiowej(TOK FM - RM) jako ekstremistów (pozbawionych czci/wiary/honoru antypolskich liberalnych pedałów z zakusami na życie nienarodzonych dzieci, czy też fanatyków religijnych, moherowe bojówki nazistowsko-katolskie z mentalnością średniowieczna, antypostępowe) zapewniało konflikt i emocje przy podawaniu nudnych tak naprawdę informacji.

Do tego dochodzi jeszcze izolacja. Po latach czytania wersji jednej ze stron, już nie sposób przyjąć argumentów drugiej. Radio, prasa, telewizja dokonały niesamowitego podziału. Wszyscy mający inne od naszych poglądy polityczne sa automatycznie antypolakami. Umiarkowane poglądy sa niemedialne.

W jaki sposób mają teraz ze sobą rozmawiać ludzie na neutralnym, jakby się mogło wydawać, elektronicznym terenie? Zza barykad najłatwiej wykrzykuje się obelgi.

Zaskakująco dobrze radzą sobie z problemem chamstwa strony takie jak Reddit (www.reddit.com). Każdy wpis, każdy zarejestrowany uczestnik dyskusji może ocenić na plus lub minus. Wpisy chamskie szybko zostają zminusowane do poziomu, w którym zostają schowane/zwinięte (można kliknąć plusik i rozwinąć), tak że nowo wchodzący nie mają nawet z nimi kontaktu (o ile nie mają ochoty sprawdzić kto za co dostał tyle minusów, że go standardowo nie widać). Przy wspomnianych przez Pana 300 uczestnikach może to nie zadziałać, biorąc pod uwagę wspomniane wyżej rozwarstwienie (na reddicie przy debatach politycznych też czasem przewaga demokratów powoduje lekkie zminusowanie nawet umiarkowanych republikańskich wpisów), jednak nawet jeśli wpisy jednej strony by były schowane, jest to lepsze od zatrudnienia 20 osób do decydowania o tym, co jest do zaakceptowania, a co nie. Miękka cenzura plusowo-minusowa pozwala też prowadzić dyskusje bez oczekiwania na akceptacje naszego wpisu przez osoby trzecie.

To chyba tyle. Mam tylko wrażenie, że apele paru osób publicznych o zachowanie poziomu, powagę w internecie, po koncercie chamstwa jaki od lat mamy w telewizji i prasie, będą raczej bezowocne. Mimo wszystko życzę powodzenia. Daniel Delczew

Z chamstwem należy walczyć w każdej dziedzinie

Jacek Żakowski pisze o chamstwie na forach internetowych. I słusznie. Też jestem zdania, że coś z tym trzeba zrobić. W zasadzie sprawa powinna być dość prosta, w forach teoretycznie obowiązują pewne zasady, wystarczyłoby je zwyczajnie stosować. W onecie piszą, że nie będą publikowane posty zawierające wulgaryzmy (art. 3 ustawy o języku polskim), nie dopuszcza się obrażania osób publicznych (art. 23 K.C.), nie wolno obrażać innych narodowości, wyznawców innych religii, przedstawicieli innych ras czy narodowości (art. 23 K.C. oraz art 194-196 Kodeksu karnego).

Ale okazuje się, że sprawa nie jest taka prosta. Sądzę, że chamstwo jest kwestią kultury, ponadto w forach funkcjonuje na zasadach kopernikańskiej teorii pieniądza. Nie wątpię, że przeciwdziałanie chamstwu jest sprawą edukacji i wychowania. To jest zadanie dla całego systemu edukacji, kościołów, ale również mediów itd., itp.

Niestety mnożą się przykłady fatalnych wzorców w tej dziedzinie. Na przykład ostatnio wszedł na ekrany film "Operacja Dunaj" reklamowany jako dzieło nawiązujące do czeskiego humoru, czeskich komedii filmowych. Niestety, film jest przesycony chamstwem w najgorszym wydaniu. Aż dziw, że Zamachowski zgodził się firmować swoim nazwiskiem dzieło propagujące knajacki język. Z chamstwem trzeba walczyć. Popieram Żakowskiego, że coś z tym trzeba zrobić. Nie tylko na forach internetowych. W każdej dziedzinie. Jan F.

Stop dla anonimowości

W kwestii chamstwa na forach internetowych da się zrobić na pewno sporo. Autor mógłby mieć np. prawo do anonimowości pod warunkiem, że byłby w stanie powiedzieć to samo podpisując się nazwiskiem i imieniem, a gdyby przekroczył granice, musiałby się liczyć z groźbą ujawnienia danych.

Zakładanie masek i kapturów w czasie demonstracji ulicznych jest już w wielu krajach karalne i to jest jakby problem tego samego rodzaju. Zamaskowani myślą, że mogą być bezkarni, a internet im to ułatwia. Gazeta zatem jest de facto współpracownikiem w wylewaniu pomyj - dostarcza wiadra i korzysta z tego, że ktoś został oblany brudem. To jest konkretna odpowiedzialność i wymaga konkretnej akcji, a nie tylko dyskusji.

Wystarczy zamieścić duży tekst przy każdym wejściu na forum ostrzegający przed konsekwencjami brutalności słownej. Rozumiem interes ekonomiczny w tym całym procesie, i jasne jest, że ograniczając chamstwo straci się jakieś pieniądze, no ale to tak jak sprzedawanie pistoletów czy alkoholu dzieciom. Etyka musi w końcu zwyciężyć.

Konsekwencja takich barier będzie też odpływ sfrustrowanych internautów do innych for dyskusyjnych, ale to chyba znakomicie, że tchórzliwi złośliwcy będą publikować w określonych mediach, a nie wszędzie gdzie zechcą. Wtedy zapewne ośmielą się bardziej wszyscy ci, którzy teraz są totalnie zniechęceni chamstwem wypowiedzi i siedzą cicho, a mogliby zabrać glos w niejednej sprawie. Być może zatem bilans nie ucierpiałby na stworzeniu konkretnych barier. Chyba że liczba sfrustrowanych chamów jest tak ogromna, że nic nie zastąpi ich milczenia. To byłoby przerażające. Czy jednak musimy się poddawać? Tomasz Holuj, Szwecja

Zależy mi na wiarygodności

Z wielką uwagą śledzę zapoczątkowaną przez Jacka Żakowskiego dyskusję na temat chamstwa w internecie, bo ten temat dotyczy mnie na co dzień.

Od dwóch lat prowadzę serwis www.Gastronauci.pl, w którym klienci dzielą się opiniami o restauracjach. Korzystam z tego, że jestem jego jedyną właścicielką, nie działam w imieniu żadnego dużego nadawcy, który chce być jeszcze większy, a moim celem jest nie tylko poszerzanie zasięgu serwisu. Zależy mi raczej na stworzeniu serwisu wiarygodnego, opiniotwórczego, możliwie "przyjaznego" dla czytelników, oceniających i ocenianych. Na stronie nie publikujemy zarzutów o nieuczciwość, uwag personalnych, opisów budzących niesmak oraz recenzji, które podejrzewamy o to, że są częścią kampanii marketingu szeptanego czy czarnego PR (w tych ostatnich przypadkach mogę mieć tylko nadzieję, że działamy na tyle skutecznie, na ile to możliwe).

Takie podejście jest kosztowne i czasochłonne, wymaga przeszkolenia i zatrudnienia osób do precyzyjnej moderacji opinii (nic nie ukazuje się w serwisie bez wcześniejszego zatwierdzenia). Opublikowaliśmy mniej recenzji niż moglibyśmy, mamy mniej aktywnych użytkowników, ale za to bardziej nam z nimi po drodze. Ponieważ podobnej polityki redakcyjnej nie ma żaden z większych serwisów internetowych, panujące u nas zasady nie zawsze spotykają się ze zrozumieniem, zdarza się, że powodują złość i wyrażaną na różne sposoby frustrację. Trudno. Bez cenzury prowadzenie takiego serwisu z opiniami jak nasz nie miałoby sensu, przynajmniej dla mnie. Co więcej, jestem przekonana, że to właśnie cenzura jest kluczem do jego relatywnej popularności w swojej niszy. Czy duzi nadawcy pójdą tą drogą? Sądzę, że paradoksalnie ich na to nie stać. Ola Lazar

Handel oszustów hula w internecie

W szeroko komentowanej rozmowie Jacka Żakowskiego z pp. Michałem Olszewskim i Pawłem Wujcem i w będącym jej następstwem artykule w "GW" publicysta "Polityki" postawił tezę, że koncerny medialne powinny się porozumieć w celu zwalczania szkodliwych zachowań, polegających na obrażaniu osób publicznych na forach internetowych. Nie chcąc angażować się w dyskusję dotyczącą kwestii, czy wprowadzanie cenzury prewencyjnej (premoderacji forów) rzeczywiście zmieniłoby sytuację oraz czy nie jest tak, że w praktyce już dziś jest ona stosowana, mam zamiar odnieść się do problemu bardziej ogólnego - czy powinniśmy oczekiwać od koncernów medialnych, że będą aktywnie kształtowały przestrzeń publiczną, zwalczając zjawiska szkodliwe społecznie, ryzykując przy tym utratę części dochodów.

Uzasadniając swój apel Jacek Żakowski podał pozytywny przykład powszechnego stosowania tego typu działań, dotyczący ogłoszeń związanych z usługami seksualnymi - szanujące się media ich nie publikują, mimo że wiąże się to z utratą dochodów ("Polskie szanujące się media nie zamieszczają nawet oględnie formułowanych ogłoszeń towarzyskich, choć sporo na tym tracą."). Niezależnie od opinii w każdej konkretnej kwestii, np. w sprawie problemu, którego dotyczy rozpoczęta przez red. Żakowskiego polemika, uważam, że takie działania są sensowne.

Koncerny mają realny wpływ na medialną przestrzeń publiczną, definiują granice tego, co społecznie akceptowalne i ze względu na jakość życia społecznego powinny to robić, a obywatele powinni wymagać od nich tego typu działań. O ile problem premoderacji forów można uznać za dyskusyjny - zarówno niektóre argumenty Żakowskiego, jak i jego polemistów, wydają się przekonujące - o tyle bez trudu można znaleźć przykłady nie budzące wątpliwości.

Należy do nich z pewnością problem bardzo mi bliski z przyczyn zawodowych - handel gotowymi tekstami prac uczniowskich i studenckich. Jak napisał w artykule "Skopiuj, wklej, zaprezentuj" Przemysław Wilczyński ("Tygodnik Powszechny" z 19 kwietnia br.):

Handel prezentacjami maturalnymi kwitnie: nie przeszkadza mu państwo, nie tępią szkoły, wspierają portale edukacyjne. Kultura szkolno-uczelnianego oszustwa ma się dobrze.

W artykule opisane są praktyki pisania na zamówienie prac, które, zgodnie z zasadami nauczania studenci i uczniowie powinni przygotowywać samodzielnie. Kupowanie ich jest w konieczny i oczywisty sposób związane z omijaniem wymagań stawianych uczniom i studentom przez system edukacyjny. Szkody wynikające zarówno z samych tego typu praktyk, jak i z ich tolerowania, są bardzo poważne. To, że uczniowie, którzy ściągają - zwłaszcza w taki sposób - niewiele się uczą, jest łatwo dostrzegalne i dla wszystkich jasne. W wielu wypadkach można sprawdzać ich wiedzę w inny sposób, który wymusza samodzielność - np. odpytując przy tablicy, czy prosząc o napisanie sprawdzianu czy kolokwium w szkolnej klasie lub uczelnianej sali. Warto jednak zauważyć, że przymykając oko na tego rodzaju oszustwa, w praktyce rezygnujemy z zamiaru nauczania samodzielnego pisania bardziej złożonych tekstów. Jest to szczególnie oczywiste w przypadku studentów i prac dyplomowych, ale na zastanowienie zasługuje również niesławny casus prac maturalnych z języka polskiego. Od kiedy wprowadzono tę formę egzaminu, polegającą na przedstawieniu przez ucznia prezentacji, której plan i opis, czy też szkielet (np. w postacie "prezentacji" w Power Point), zostaje złożony wcześniej, w internecie pojawiły się oferty sprzedaży takich prezentacji. Było ich tak wiele, a korzystanie z nich tak powszechne, że sprawa wzbudziła zainteresowanie mediów i wywołała liczne głosy sprzeciwu. Mimo to, wbrew początkowym zapowiedziom, formuła egzaminu nie została zmieniona.

Najważniejsze uzasadnienie tego stanowiska sprowadza się do stwierdzenia, że czymś, co jest tak naprawdę oceniane na tym egzaminie, jest sposób przedstawienia prezentacji, czyli to, co uczeń wykonuje w ciągu swoich 15 minut przed komisją, a nie plan i materiały, które składa. Treść tego wyjaśnienia potwierdza moją tezę - system edukacyjny w praktyce rezygnuje z wymagania przygotowania materiałów do prezentacji samodzielnie i nie ocenia ich z tego punktu widzenia. Biorąc pod uwagę, że jest to trend niedotyczący wyłącznie prezentacji maturalnych, a prac "domowych" w ogóle, a z drugiej strony systematyczne obniżanie się kwalifikacji związanych z pracą nad tekstem w każdym kolejnym roczniku absolwentów polskich szkół wszystkich szczebli, jest to konstatacja zatrważająca.

Druga sprawa, zapewne znacznie bardziej istotna, polega na tolerowaniu tego typu praktyk. Z punktu widzenia studentów, a zwłaszcza uczniów, system edukacyjny i jego kulturowe otoczenie stanowi główny element otoczenia społecznego, w którym toczy się ich życie. To one są przestrzenią ich socjalizacji, kształtują ich zachowania społeczne, w tym także stosunek do wszelkiego typu norm. Jak wpływa na nich sytuacja, w której nauczyciele zadają im prace, o których wiedzą (lub mogliby wiedzieć, gdyby się tym naprawdę zainteresowali), że nie są napisane przez nich (w wielu wypadkach jest to tajemnica poliszynela)? Wydaje się, że mogą ją uznawać za naturalną. Zwłaszcza, że szkoła się tym specjalnie nie przejmuje, egzaminy maturalne wyglądają tak, jak napisałem wyżej, a do usług polegających na sprzedaży prac można dotrzeć za pośrednictwem najlepszych polskich portali.

Czy nie wynika stąd, że niektóre zasady współżycia społecznego są iluzoryczne (udajemy, że sami piszemy prace, a nauczyciele udają, że w to wierzą). I że większe szanse edukacyjne ma nie osoba lepiej pisząca wypracowania i bardziej się do nich przykładająca, ale dysponująca większą ilością pieniędzy. Nie da się ukryć, że wynika.

Dodatkowo można na tej podstawie trafnie wnioskować, że stosowanie się do wymagań stawianych przez nauczycieli jest naiwne i niekorzystne, że uczciwość nie popłaca. Tego właśnie uczy, najprawdopodobniej nieintencjonalnie, dzisiejszy system edukacyjny. Po tym, jak ukazały się w polskiej prasie artykuły w rodzaju tekstu Przemysława Wilczyńskiego, a za ich sprawą tego typu zastrzeżenia pojawiły się w debacie publicznej, jest to jednak intencjonalność zawiniona, a całą sytuację można uznać za moralny skandal.

Portale edukacyjne, o których mowa w cytowanym fragmencie artykułu Przemysława Wilczyńskiego i o które tutaj chodzi, to strony należące zarówno do największych graczy na polskim rynku medialnym - m. in. do Onet.pl (portal.wiedzy.onet.pl), jak i mniejszych, ale równie prężnie działających - np. Sciaga.pl (odnotowująca ponad 23 mln odsłon - dane z maja 2009 r. wg Megapanel PBI / Gemius). Gdyby wyrugowały ze swoich stron tego typu treści, szanse na wyrzucenie ich poza nawias społecznie akceptowalnych zachowań byłyby naprawdę duże (jeśli tego nie zrobią, będą prawie żadne). Gorąco apeluję do koncernów medialnych o podjęcie stosownych kroków, a do czytelników o wsparcie naszych działań na rzecz tej akcji. Sebastian Kawczyński, prezes Plagiat.pl

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



  • 9 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':