Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
Inne listy: "Najgorszy, antyinteligencki, pomysł PO","Młodzież zamożna to margines,""Studenckie podróże zagranicą","Rzućmy młodym kłody pod nogi","PO straci swój elektorat, studentów", Artykuł "Pociąg do oszczędności" o rządowym pomyśle zniesienia ulg komunikacyjnych dla "bogatych studentów" wywołał lawinę listów. Znów oberwiemy od rządu Po pierwsze, znowu moja rodzina, jako należąca do klasy średniej, oberwie od rządu. Nie mamy tyle pieniędzy, aby jechać na wakacje wszyscy razem, aby kupić nowy samochód, ale mamy za dużo, żeby jeździć pociągiem ulgowymi biletami. Jest nas w domu piątka i to na takich jak my państwo zarabia najwięcej.
Po drugie, chętnie zapłacę za bilet, ale najpierw muszę pójść do pracy. Niestety nie jest to takie łatwe. Studiowałam już wieczorowo i harmonogram godzin skacze po całym dniu, że niemożliwa jest praca na cały etat. Na pół etatu - chętnie, ale nie widziałam takich ofert pracy. Żeby utrzymać się w obcym mieście student potrzebuje ok. 1500 zł. Jeśli rząd mi zagwarantuje pracę na pół etatu z taką pensją i żeby jeszcze pasowała do grafiku...
Rząd powinien zacząć od uczelni, żeby
studia wieczorowe byłyby prowadzone wieczorami, a dzienne od samego rana. Ale niestety nasze uczelnie nie są nastawione na studentów, "bo jesteście w stanie jeszcze pomyśleć, że my tu jesteśmy dla was" - mawiał profesor służbista z filmu Lubaszenki. Może więc warto zacząć od systemu edukacji, żeby był nam bardziej przychylny, a potem grzebać paluszkami w naszych kieszeniach.
Angelina Mogą być kłopoty z konstytucyjnością Z pewnością podjęcie decyzji o likwidacji zniżek PKP dla studentów mieści się w granicach uprawnień Sejmu, Senatu i Prezydenta. Nie mam wątpliwości, że organy ustawodawcze mają prawo zlikwidować zniżki dla wszystkich studentów.
Ale argumentacja o "dochodach na członka rodziny", tj. razem z rodzicami, chyba nie wytrzyma próby Trybunału Konstytucyjnego. Kto tu jest rodziną? Czy władze mogą być uprawnione do tego, żeby rozliczać pełnoletniego przecież studenta, stanowiącego zazwyczaj odrębne gospodarstwo domowe (akademik, stancja itp.) razem z rodzicami? A może jeszcze z ciotkami, wujkami, kuzynami?
Moim zdaniem z wyżej wymienionych względów formalnych władze mogą brać pod uwagę jedynie dochody samego studenta. I tutaj władze napotkają kolejną rafę, którą same sobie i społeczeństwu stworzyły. W Polsce pracuje bardzo wysoki odsetek studentów, ale większość na czarno, bo takie są warunki społeczno-ekonomiczne, stworzone przez władze.
Tak więc faktyczny klucz do rozwiązania problemu zniżek leży przede wszystkim w uporządkowaniu rynku pracy (co pozwoliłoby na ustalenie faktycznych dochodów studentów), a nie w próbach rozliczania dochodów studenta razem z rodzicami, ciotkami i wujkami.
Ryszard Gilecki Student jako zły pracownik Jestem studentką ostatniego roku studiów dziennych na Uniwersytecie Warszawskim. Słowa Pana Mordasiewicza uważam za skrajnie obraźliwe. Niepracujący student to wyjątek. Czy rodzica, który nie jest złodziejem, stać na opłacenie mu dachu nad głową w Warszawie? Wynajem pokoju to kwota ponad 1 tys. zł. Do tego dochodzi wyżywienie, a w Warszawie ceny są wysokie. Transport po mieście to też duży wydatek. Student na pół etatu zarabia około 1 tys. zł. Jeśli nie będzie jeść za dużo, to będzie i tak brakować mu około 600 zł. To dla rodziny bardzo duża kwota. Jeśli zabierze się tym młodym ludziom, którzy wybrali edukację zniżki na przejazdy - stracą jeszcze do tego kontakt z rodziną. Tak nie wolno robić.
A co zrobić mają ci, którzy nie mogą pracować na te pół etatu, bo wybrali medycynę lub politechnikę? A jeśliby ktoś chciał mi zarzucić, że to fanaberia wyjeżdżać na studia do innego miasta, to odpowiem, że problemy z utrzymaniem się dotyczą też warszawiaków. Znam kilka młodych par, które nie są razem, bo po prostu ich nie stać na wynajem razem
mieszkania. Patrząc na nich pytam - to jest polityka prorodzinna?
I jeszcze słowo o pracy w czasie studiów, bo pan Mordasiewicz chyba tego nie próbował. Pracuje się na umowę zlecenie, bo jest się studentem. Pracodawca ma do studenta wieczne pretensje, że chodzi na zajęcia zamiast być w pracy. Nie ma możliwości, jak na Zachodzie, skorzystania z biblioteki po pracy, bo większość z nich jest otwarta ledwie parę godzin dłużej, niż człowiek pracuje. Nie ma w Polsce bibliotek całodobowych.
Kiedy się pracuje i studiuje można zapomnieć o wizycie w archiwum państwowym, co na kierunkach humanistycznych jest nieodzowne (jeśli ktoś naprawdę chce się uczyć). Archiwa czynne są dokładnie w godzinach pracy biur, a w weekendy są zamknięte. Na moim roku jest wiele osób, które albo zaniża poziom swojej pracy dyplomowej, albo w ogóle nie jest w stanie jej napisać.
T.A. PO testuje płatne studia Uważam, że likwidacja ulg dla bogatych studentów to kolejny krok do wprowadzenia płatnych studiów. Najpierw zabiorą ulgi bogatym, co jest głupie, bo bogaci i tak jeżdżą samochodami, a dla całej reszty oznacza to tylko niepotrzebny kłopot i marnowanie czasu na zbieranie papierków.
Wzorując się na Niemczech i tym jak im się udało wprowadzić opłaty 500 euro za semestr, rząd wybrał politykę małych kroczków i patrzy na ile może sobie pozwolić. Jeśli Polacy się zgodzą na kilka takich propozycji, to będzie im ciężej argumentować przeciw płatnym studiom.