http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Studenckie podróże zagranicą - list

Bronisław Gracz, student PŁ
2009-07-28, ostatnia aktualizacja 2009-07-28 14:04

Nadmierna mobilność, jak i dbałość o środowisko nie jest cnotą ani Polaków w ogóle, ani naszych studentów. Sam jestem studentem. Staram się jak najwięcej korzystać z transportu zbiorowego i rowerowego. Robię to zwłaszcza w mojej "drugiej placówce" tj. Belgii.

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Artykuł "Pociąg do oszczędności" o rządowym pomyśle zniesienia ulg komunikacyjnych dla "bogatych studentów" wywołał lawinę listów.

Podczas ciągłych alarmów o rozjeżdżaniu trawników i braku miejsc parkingowych, przeciętny student w mym rodzinnym mieście - Łodzi jest zdania, że uczelnia powinna mu zapewnić wielopoziomowy, najlepiej darmowy parking. Nic nie robi się, by nauczyć rodaków korzystania z transportu zbiorowego. Rower, autobus i kolej kojarzą nam się z wysiłkiem i niebezpieczeństwem. Gdy proponuję w towarzystwie by odcinek pokonać na pieszo, ludzie pukają się w głowę.

Ten wysiłek, który codziennie możemy sobie zafundować to w efekcie samo zdrowie. W tramwaju czy pociągu każdy ma czas dla siebie, na krzyżówki, sudoku, widoki za oknem... To jest ważne dla naszego samopoczucia. Po drodze na przystanek, a tym bardziej na rowerze pracują mięśnie - poprawiamy zatem swoją kondycję, na koniec zaś dbamy o środowisko.

Każdy to słyszał: mobilność jest kluczowa dla gospodarki. Ludzie nie bojący się używać taniej i sprawnej komunikacji zbiorowej łatwiej znajdą wymarzoną pracę. Tacy ludzie nie boją się przeprowadzić, bo wiedzą, że do mamy i taty zawsze mogą zajrzeć na obiad, a dojazd do pracy 50 czy 100 km wcale nie jest taki straszny.

Tego od lat uczy swoich obywateli Belgia, zniżki na kolej oferując nie tylko młodzieży i studentom, również często podróżującym dorosłym, rodzinom na wycieczki i zakupy w weekendy. Uczy ich tego oferując premie rowerzystom, zachęcając do złomowania samochodów. Odpowiedzialność za cyrkulację pracowników ponoszą firmy, studentów - uczelnie, kampusy i miasta oraz rząd.

Wynajem przyzwoitego nowiutkiego roweru na rok kosztuje w ośrodku akademickim w Gandawie 30 euro na rok - to niedużo, a można nawet taniej. Rower ma bagażnik, student powiesi na nim torby i pojedzie na zakupy.

Moja szkoła nie zapewnia dla studenta nawet ćwierć miejsca parkingowego. Pewne jest natomiast, że parkowanie na ulicy kosztuje kilka euro za godzinę, a ci co nie zapłacą niechybnie poniosą koszt mandatu w wysokości do kilkuset euro. Parking dla rowerów jest duży, wygodny i bezpieczny. Student zawsze znajdzie tam miejsce na swój bicykl, choć rowerów jest pełno.

Pracownik belgijskiej firmy, który zrezygnuje z samochodu dostanie zwrot kosztu miesięcznego biletu kolejowego - gwarantuje mu to prawo. Jeśli zdecyduje się na rower, może liczyć na korzyści rzędu 800 euro rocznie. Za te pieniądze kupi dobry rower z oświetleniem i ciężką kłódkę do niego.

W publicznej debacie na temat wprowadzenia zakazu korzystania z iPoda na rowerze bierze się pod uwagę również to, czy zakaz nie przyczyni się do zmniejszenia ilości chętnych do pedałowania. Władze są na tym punkcie czułe.

W Polsce dużo do zrobienia jest na każdym z pól. Infrastruktura i jakość usług transportowych pozostawia dużo do życzenia. Zachęt do korzystania z transportu masowego i rowerów też nie widać, zarówno finansowych jak i marketingowych. Świadomość ekologiczna jest niska. Pieniądze, które rząd zaoszczędzi na zniżce, uczelnie zmarnują na sprawdzanie statusu majątkowego studentów. Zaprzęgnięte zostaną też księgowości firm i urzędy skarbowe. Nie tędy droga.

  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':