Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
Artykuł
"Pociąg do oszczędności" o rządowym pomyśle zniesienia ulg komunikacyjnych dla "bogatych studentów" wywołał lawinę listów.
Od tego, jaki będziemy mieć start w dorosłe życie - w pełnym tego słowa znaczeniu - taką i rzeczywistość za kilkanaście lat będziemy kształtować. Już teraz wielu studentów ledwie wiąże koniec z końcem, a co dopiero po wprowadzeniu tego chorego pomysłu w życie. Albo, jeszcze inaczej - wyjeżdżają na zachód i już nie wracają, bo nie widzą tu, nad Wisłą czy Odrą, warunków dla swojego rozwoju.
Przeczytałam argumentację posła Piechoty i jest ona dla mnie zupełnie niezrozumiała. Rozumiem, że pan Piechota ze swoją pensją jest w stanie zapewnić godne warunki bytowe i wykształcenie nawet nie jednemu synowi, ale i dziesięciu, gdyby miał. Nic dziwnego więc, że lekko i beztrosko przechodzą mu przez gardło słowa "mój syn, który w tym roku zaczyna
studia, żadnej zniżki nie powinien dostawać". Jednak nie każdy w tym kraju jest czynnym działaczem rządu i stać go na duże wydatki.
Nie pochodzę z zamożnej rodziny. Tata, mechanik samochodowy z własnym warsztatem, ciągle się para z trudnościami finansowymi. Teraz do tego doszła jego choroba serca, więc przestanie być najpewniej czynny zawodowo. Mama, nauczycielka, jest już na emeryturze i za niemal trzydzieści przepracowanych lat otrzymuje w nagrodę komiczne pieniądze. Gdyby nie to, że sobie dorabia, nie wiem, jak by się to wszystko dalej potoczyło.
Zgodnie z zaleceniami z kolei pana Mordasewicza, mój brat szuka pracy - wszystko byłoby piękne, gdyby ta praca faktycznie była. Bo jaki jest obecnie rynek pracy u nas w Polsce, to wie chyba każdy, a politycy mimo to z uporem maniaka powtarzają w kółko: znajdź sobie pracę! Znajdź sobie pracę! Jakby to było proste w dobie kryzysu, niczym pstryknięcie palcami. Jednocześnie jednak przekonują, że z uwagi właśnie na ten kryzys muszą robić cięcia. Paranoja lub sen schizofrenika!
Studiuję już 4 rok filologii germańskiej w trybie dziennym. W tym roku szczęśliwie udało mi się załapać na stypendium naukowe, więc zawsze trochę grosza do kieszeni wleciało - próg, by uzyskać wsparcie socjalne, przekroczyłam o ironio o kilka złotych. Żeby wyrobić sobie średnią niezbędną do uzyskania stypendium naukowego, też trzeba się napracować i dodatkowo nasiedzieć nad książkami po właściwych zajęciach na uczelni. Teraz są wakacje i stypendium uczelnia przecież nie wypłaca, dlatego trzeba sobie radzić inaczej i pracować. Od października zaczynam informatykę i ekonometrię, też w trybie stacjonarnym; jeszcze, całe szczęście, studiować mogę drugi kierunek "za darmo".
W ciągu tygodnia dorabiam na promocjach. W weekendy pracuję w hipermarkecie. Za niewielkie pieniądze, które wystarczają na pokrycie ceny wynajmu
mieszkania - która co miesiąc oscyluje w granicach 460-480zł - i tanią żywność na najbliższe dni od wypłaty. Chcąc nie chcąc, pożyczam od rodziny. Ze znajomymi spotykam się bardzo rzadko, prawie wcale, z niektórymi w ogóle pourywały mi się kontakty - raz, bo gdy wychodzę z domu o siódmej, a wracam do niego padnięta po dziewiętnastej, to już nie mam siły i ochoty gdziekolwiek wychodzić, a dwa - szkoda mi pieniędzy na pizzę, jakieś ciastko z kawą czy głupie piwo. Bo jutro może mi zabraknąć na obiadokolację czy ksero ważnych materiałów na uczelnię.
Niech więc rządzący się poważnie zastanowią, co robią. Młodzież zamożna stanowi na tle reszty margines. Bo ma to szczęście, że ich rodzice są dla przykładu politykami.
Na zakończenie, co jeszcze rzuciło mi się w czasie
lektury artykułu w oczy. Porównywanie sytuacji polskich studentów do zachodnioeuropejskich mija się z celem - tam mają zupełnie inny system szkolnictwa wyższego, nowoczesny i elastyczny, bardziej oddający sens słowa "studiowanie", inaczej funkcjonujący niż nasz polski, który jest nota bene skostniały, przestarzały i ma z kolei więcej wspólnego ze schematem szkoły średniej - tj. działa na zasadzie "wpisz się na listę obecności i siedź grzecznie w ławce". W dodatku, zachodnie uczelnie wspierają działalność pozauczelnianą młodzieży, np. tworzą sprawnie i faktycznie działające instytucje i oferują bardzo rozbudowane narzędzia pomocne w znalezieniu pracy.