4 czerwca to święto patriotyzmu małych cnót. Dla niepodległej Polski nikt już nie musiał ani ginąć, ani strzelać, ani siedzieć w więzieniu. Wystarczyło zagłosować. Wystarczyło dobrze wybrać. Tamten wybór określił życie całego mojego pokolenia - generacji ludzi urodzonych w 1989. Jesteśmy ludźmi wielkiej szansy. Nigdy wcześniej w całej historii naszego kraju nie było tak bezpiecznych granic, tak sprawnie - mimo wszystkich kryzysów - funkcjonującej gospodarki, tak stabilnej sytuacji wewnętrznej, tak dobrych układów z sąsiadami i tak wielu studentów.
20 lat wolnej Polski to jednocześnie najbardziej osobista historia mojego życia. Od podstawówki po
studia, razem z wielkimi przyjaźniami, miłościami, uniesieniami i książkami. Pamiętam na przykład swoją pierwszą podróż zagraniczną. Pamiętam ją oniemieniem czterolatka, przed którym sklepowe drzwi same się otworzyły. Mam też w pamięci swoją maturę, a jeszcze wcześniej dzień, w którym pierwszy raz głosowałem. Pamiętam, że był to zimny październik, a myśmy z przyjaciółmi zaraz po oddaniu głosów pojechali nad jezioro się kąpać.
I wszystkie dyskusje światopoglądowe pamiętam, i wyprawy rowerowe o 4 nad ranem, i wszystkie książki Kuronia, które zmieniły spojrzenie na świat, i nawet polsko-niemiecki chór gospel, który nauczył mnie słuchać dobrej muzyki.
W te wakacje razem ze znajomymi ruszamy w podróż autostopem po południowych Niemczech. Zahaczymy też o Austrię,
Węgry i
Czechy. Nie musimy brać paszportu, a już tym bardziej ubiegać się o niego. Żaden celnik nie będzie nam bebeszył plecaków.
To wszystko dzięki - tej dacie - 4 czerwca. Jest co świętować.