Rozmowa Pawła Smoleńskiego z pisarzem Januszem Głowackim
"Bida musi pofolgować, czyli na Szlaku Hańby" wywołała odzew czytelników.
Odezwał się też Wiktor Osiatyński
"Nie opowiadajcie bajek o piciu za PRL".
Nie ma się z czego śmiać Znakomity tekst. I właśnie dlatego uważam, że nie powinien był ukazać się w "Gazecie Wyborczej". Daleka jestem od kaznodziejstwa, ale nie przypuszczam, aby "Gazeta" kiedykolwiek wydrukowała felietonowe rechoty na temat samobójstw, mukowiscydozy, zbiorowego gwałtu czy staruszków z alzheimerem. Czy może pewnego dnia wydrukuje, ot tak, żeby się razem serdecznie pośmiać?
Mimo swej rzekomo peerelowskiej perspektywy, tekst utrzymany jest w klimacie fajnego skeczu. Spodoba się mnóstwu ludziom, a tym najbardziej, którzy wydłubując sobie esperal będą mogli pomyśleć: "jaka piękna ceremonia". Komu jak komu, ale Państwu nie będę przypominać o wpływie mediów na postawy i poglądy ludzi. "Gazeta" ma wielkie zasługi w edukacji Polaków i budowaniu społeczeństwa obywatelskiego - dojrzalszego, mniej zakompleksionego i zapaskudzonego patologicznymi nawykami. Temu służyły przez 20 lat artykuły Małgorzaty Szejnert, Jacka Hugo Badera, Piotra Pacewicza, Teresy Boguckiej czy gościnnie zamieszczane nie raz również moje.
Ta rozmowa mogłaby się znaleźć w książce Janusza Głowackiego albo Pawła Smoleńskiego, a najlepiej w wywiadzie rzece ich autorstwa. Czytalibyśmy, pękając ze śmiechu. Wyrobilibyśmy sobie zdanie co najwyżej o poglądach autorów. A tak, musi zastanowić intencja "Gazety". O co tu chodzi? Czy nikt tam nie wie, że po komunie wcale nie zaszły wielkie zmiany w naszych obyczajach alkoholowych? Że już dzieci idą dziś w ślady Janka Himilsbacha i trafiają do izb wytrzeźwień? Bez wątpienia musiały gdzieś usłyszeć, jak to fajnie się upić. Po wydrukowaniu tej rozmowy więcej ludzi (w tym także dzieci) będzie sobie mogło powtarzać: "A co Panu złego wódka zrobiła?"
Niechby jeden czy drugi rozmówca dla porządku dodał bodaj to, że za każdym z tych wielkich i małych pijaczków stoją jacyś rodzice, żony (i mężowie), jakieś córeczki i synkowie, których życiu nadają ton ci Prawdziwi Polacy z knajpy, ścieku i spatifu.
Ewa Woydyłło Teraz to się chla Przeczytałem wywiad i jako abstynent z 25-letnim stażem, mam propozycję napiszcie, jak to się teraz chla. Picie w PRL panowie to było małe miki, w porównaniu jak teraz pije nasz naród, piją wszyscy, mali i duzi, starzy i młodzi, baby i chłopy, piją w sztok i na umór. Całe wsie i miasteczka chodzą zachlane, więc dajcie spokój z piciem w PRL, bo tamta Polska nie ma szans z obecną pod względem spożycia. Były pijak z PRL, który patrząc na współczesnych ochlapusów czuje się jak abstynent.
Krzysztof Dziś do picia powodów więcej Z trudem doczytałem do końca artykuł jak to się piło w PRL-u, ale mam prośbę, aby napisać drugą część - jak się pije w obecnej kapitalistycznej krainie wszelakiej szczęśliwości! A pije się, pije, może nawet częściej niż poprzednio, bo i powodów jest więcej! Podsunę tylko kilka: bezrobocie, nie wypłacanie wynagrodzenia, nieograniczony czas pracy bez wynagrodzenia, brak pieniędzy na leki, wielomiesięczne oczekiwanie na wizytę u lekarze, brak pieniędzy na godziwe spędzenie urlopu itd, itd.
J. Woyniłłowicz Z człowieka - zwierzę Piło się w PRL i obecnie też. Chyba jeszcze więcej. Obserwuję życie i widzę pijane 12-latki, matki pijane karmiące niemowlaki, pijanych posłów, sędziów, adwokatów, policjantów, kierowców, kibiców na meczach, młodzież, dorosłych. Nie wymieniłem jakiejś grupy? Różnica jest taka, że biedota pije tanie alkohole i nie w lokalach, bo ich nie stać, a nowobogaccy piją drogie alkohole w drogich knajpach. Ale skutek jest ten sam - z człowieka robi się zwierzę. Ten co schlał się w knajpie, wynajmuje taksówkę i śmiga do chaty. Biedny na taryfę nie ma i wlecze się do domu na piechotę narażając się po drodze na różne nieszczęścia.
Henryk K., abstynent Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>