Tajemnicą poliszynela jest, że WORD nie jest zainteresowanym pozytywnymi wynikami egzaminów. Bo na nich zarabiają! Im większa liczba podejść, tym większe zyski płynące z przeprowadzania kolejnych egzaminów. Przykładem jest fakt rozliczania egzaminatorów ze stosunku osób oblanych do ogólnej ilości przeprowadzonych egzaminów. Jak można mówić o bezstronnym ocenianiu, jeśli instruktor stara się osiągnąć oczekiwany przez WORD wynik?
Stawiam tezę, że monopolizacja przeprowadzania egzaminów na prawo jazdy nie służy rzetelności egzaminów.
A dziś jest tak. Po ukończeniu kursu, kandydat zapisuje się na egzamin. WORD zobowiązany jest umożliwić odbycie obu części egzaminu (testu i części praktycznej) w okresie nie dłuższym niż miesiąc. W związku z tym po zaliczeniu części testowej, WORD może wyznaczyć termin egzaminu praktycznego już za tydzień od daty zapisu. Przy kolejnych podejściach, z niewidomych przyczyn termin ten wydłuża się do miesiąca. W wypadku nie zaliczenia jazd, tak długa przerwa powoduje utratę pewności kierowani pojazdem. Nie zapominajmy, że średnio kandydat na kierowcę ma za sobą około 30 godzin przejechanych w czasie kursu. Przy tak małej ilości ćwiczeń cały miesiąc przerwy znacząco wpływa na obniżenie wprawy poruszania się po drogach. Pamiętajmy, że w tym okresie kandydat wciąż nie ma prawa do samodzielnego treningu za kierownicą samochodu. Rozwiązaniem mogą być jedynie dodatkowe płatne lekcje z instruktorem.
Utrata wprawy oraz stres spowodowany kolejnym podejściem do egzaminu znów łatwo mogą doprowadzić do negatywnego wyniku. Z logicznego i matematycznego punktu widzenia nie ma znaczenia długość wyznaczanego terminu. Niezależnie od tego czy wszyscy czekają tydzień czy miesiąc liczba przeegzaminowanych kierowców w jednostce czasu jest taka sama (inaczej terminy oczekiwania musiałyby ciągle rosnąć). Czemu ma służyć więc, to sztuczne wydłużanie okresów pomiędzy kolejnymi próbami?
Według mnie wydłużanie okresów pomiędzy kolejnymi próbami jest jawną manipulacją. Po pierwsze ogranicza to liczbę prób, które może podjąć kandydat na kierowcę w półrocznym okresie ważności egzaminu teoretycznego. Po drugie, z wydłużeniem czasu do kolejnego egzaminu zmniejsza się szansa na jego zdanie. Jeżeli WORD-y nie są w stanie wyznaczać krótkich terminów na kolejne egzaminy, sytuację mogłoby poprawić dopuszczenie konkurencyjnych instytucji mogących przeprowadzać egzaminy będące podstawą do uzyskania prawa jazdy.
Monopol w przyznawaniu prawa jazdy wpływa też na brak obiektywizmu oceny podczas egzaminu. Z moich obserwacji wynika, że niejednokrotnie przyczyny oblania są co najmniej dyskusyjne. Nie ma wątpliwości, gdy kierowca ewidentnie złamie konkretny przepis ruchu drogowego. Niestety najczęściej jako przyczyna podawane jest niedostosowanie się do innych uczestników ruchu drogowego. Oznacza to np. że jeśli ktoś zajedzie nam drogę i gwałtownie zahamuje, a w reakcji na to instruktor użyje hamulca, osoba zdająca egzamin jest dyskwalifikowana. Doprowadza to absurdalnego wyścigu, kto pierwszy naciśnie na hamulec. Kolejnym nonsensem jest sposób oceny wątpliwych przypadków. Zdający nie ma wglądu w taśmy rejestrujące przebieg egzaminu. Nie może więc szukać wsparcia w opinii niezależnego rzeczoznawcy przy ocenie kontrowersyjnego zdarzenia. W XXI wieku możliwe jest chyba przekazanie zdającemu cyfrowej kopii nagrania, nawet za dodatkową opłatą. Jedyną metodą na uzyskanie dostępu do nagrania, jest złożenie skargi. Znacząca większość zdrowo myślących ludzi nie obierze tej drogi z dwóch przyczyn.
1. W przypadku złożenia skargi WORD jest sędzią we własnej sprawie. Więc wynik rozpatrzenia skargi wydaje się przesądzony.
2. Skarżenie egzaminatora, jest dość ryzykowne, jeśli wiadomo, że kolejnym egzaminatorem będzie on lub jego kolega z firmy.
To kolejny argument za demonopolizacją. Przy wątpliwościach co do rzetelności jednej instytucji egzamin można by zdawać w konkurencyjnej firmie.