http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Wybory 1989 - To był "gwiezdny czas"

Lena Stankiewicz, Warszawa
2009-05-15, ostatnia aktualizacja 2009-05-16 19:45
Bunt lokalny - tak pokojowy, jak i brutalny - okazał się skutecznym młotem na imperia. Wszędzie - w Indiach, Wietnamie, Afganistanie i Polsce - lud dowiódł, że jest supermocarstwem we własnym kraju. Na zdjęciu: nazajutrz po 4 czerwca 1989 r., ogłoszenie wyników wyborów, warszawska kawiarnia Niespodzianka - kwatera główna ?Solidarności?
Bunt lokalny - tak pokojowy, jak i brutalny - okazał się skutecznym młotem na imperia. Wszędzie - w Indiach, Wietnamie, Afganistanie i Polsce - lud dowiódł, że jest supermocarstwem we własnym kraju. Na zdjęciu: nazajutrz po 4 czerwca 1989 r., ogłoszenie wyników wyborów, warszawska kawiarnia Niespodzianka - kwatera główna ?Solidarności?
Fot. SLAWOMIR SIERZPUTOWSKI / AGENCJA GAZETA

Czas, kiedy ktoś polecony przez znajomych, przyjaciół, znajomych znajomych dzwonił i mówił: "Tu Wojtek, czy pani weźmie udział w pracach komisji wyborczej?". Nie wypadało odmówić, choćby się już było na emeryturze, jak ja. I tak ze znaczkiem "Solidarności", z plakietką: "Mąż zaufania prof. Witolda Trzeciakowskiego" (chwała Bogu, z kolegą rzeźbiarzem z ASP) zasiadłam na Miodowej, w lokalu rzemieślników, a nad moją głową kłębił się tłum dziennikarzy czekających na prymasa Glempa, który zagłosował całkiem gdzie indziej.

Patrzyłam, jak przychodzili ludzie - młodzież z dziećmi, staruszkowie, którzy zasiadali przy stolikach, wkładali okulary, wyciągali linijki i starannie, równiutko skreślali listę rządową! Podeszła do mnie jakaś kobieta: „Państwo z »Solidarności «? Tak. To już dobrze".

Ale najbardziej ekscytujące było całonocne liczenie, liczyliśmy wszyscy, inaczej nie dałoby rady. Nawet ci młodzi, "bojowi i czujni solidarnościowcy" padali na nos. Ale jak się widziało rosnącą górę list Senatu "Solidarności", to serce rosło.

"Tamci" zaczynali warczeć, że "pewno trzeba unieważnić wybory", że to za długo trwa, że w lokalu ma być jakieś "zebranie", ale zaczęły napływać telefony, że wszędzie jeszcze liczą, więc się uspokoili.

Wychodziłam rano, ludzie szli do pracy jak co dzień, jakby nigdy się nic nie stało, dopiero potem Joanna Szczepkowska powiedziała..., dopiero potem... A ja dostałam od przyjaciela, którego namówiłam do uczestnictwa w innej komisji, siedział na Jezuickiej z prokuratorami (tam, gdzie Przemyka...), ogromny bukiet biało-czerwonych goździków. Powiedział, że nigdy w życiu czegoś takiego nie przeżył. I ja też.

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':