- Czy zdrada w wirtualnym świecie, to zdrada? - MattW Darcy wstrzymuje oddech. To pytanie łamie umowę. Obiecał przecież, że nie zada ani jednego pytania o świat rzeczywisty. MattW boi się, że awatary przerwą rozmowę i rozpłyną się w powietrzu.
Nikt jednak nie znika zza owalnego stołu.
W sali konferencyjnej biurowca na wyspie Moonberry gra cicho latynoska muzyka. Za oknami błyszczy plaża i jezioro. Ja - Vadim McCaw - stoję za weneckim lustrem. Uczestnicy rozmowy mnie nie widzą i nie słyszą.
MattW pyta jeszcze raz: - Czy zdrada w wirtualnym świecie, to zdrada?
Pierwsza odpowiada Ilona Jong: - Tak.
Philip Leon: - Tak.
Marianne Delaunay, Leonardo Reno i inni powtarzają: - Tak.
- Bo ufa człowiek, a nie piksele - wyjaśnia Efferalgan Jodlowski.
Drugie życie w Second Life prowadzi już 40 tys. Polaków.
W tym świecie możesz latać
Na pewno słyszeliście o "Second Life", internetowej grze w życie. Prawie osiem milionów ludzi ma "Second Life" swojego awatara, czyli swoje "drugie ja". Wśród nich jest 40 tys. Polaków.
Tu wszystkie kobiety są piękne, a mężczyźni - przystojni. Nie ma łysych, nikt nie ma nadwagi, średnia wzrostu to 180 cm.
Mieszkają w miastach otoczonych oceanem i kilometrami plaż. Mogą pracować, jeśli chcą, mogą wypoczywać, kiedy mają ochotę. Mogą chodzić pieszo, mogą jeździć samochodami, mogą wreszcie oderwać się od ziemi i latać.
Mogą ze sobą rozmawiać, przyjaźnić się, zakochać, a nawet uprawiać seks.
W wirtualnym świecie "Second Life" możliwości są nieograniczone.
Firma badawcza IQS and Quant Group jako pierwsza w Polsce próbuje dowiedzieć się więcej o Polakach, którzy wiodą podwójne życie w internecie.
Chce zrozumieć, co im dają awatary.
I sprawdzić, czy światy wirtualny i rzeczywisty się przenikają i jak.
Być może ktoś - producent butów, sieć komórka lub jakiś bank - zechce w "Second Life" promować swój towar albo markę. W końcu każdy awatar skrywa człowieka, który w rzeczywistym świecie kupuje buty, dzwoni i płaci kartą. Interesy robią tu już firmy z Zachodu, w Polsce to wciąż nowość.
Nie pytaj o pierwsze życie
Prawdziwe biuro IQS mieści się w cichej uliczce w centrum Warszawy, w starej kamienicy. W środku jest przytulnie, ale raczej ciasno. Obok recepcji są dwa krzesła i wieszak, dlatego goście są zwykle zapraszani od razu do sali konferencyjnej.
Biuro IQS w "Second Life" jest wielokrotnie większe. Nowoczesny biurowiec na wyspie Moonberry, przestronny hall, białe skórzane fotele, wazony z kwiatami, akty na ścianach.
Tu i tam jest czwartek, 8 sierpnia, godz. 18.30. Do wirtualnej sali konferencyjnej ściągają zaproszone awatary.
Za owalnym stołem czeka już MattW Darcy, w prawdziwym świecie Matt Wójcik, szef działu badań jakościowych. Wita wchodzących: Ilonę, Philipa, Leonarda, Marianne i innych. Łącznie 9 osób.
Wyglądają wystrzałowo. Na przykład Magda Apogeum jest zgrabną blondynką, ma krótko przystrzyżone włosy, nosi długą białą sukienkę, w ręce ma różę. Efferalgan Jodlowski ubrała się na czarno, ma czarny długi ogon, niczym diabeł. Awatary wyglądają i zachowują jak żywi ludzie. To są żywi ludzie.
Oglądam to wszystko z dwóch miejsc naraz - jako Vadim Makarenko siedzę przed komputerem w warszawskiej siedzibie IQS, jako Vadim McCaw stoję za lustrem weneckim w biurowcu na Moonberry.
Oglądam awatary, ale nie słyszę ich głosu. Rozmowa toczy się na czacie.
Matt Wójcik przypomina: - O jedno nie wolno pytać: o ich pierwsze, realne życie.
- Bez sensu! - protestuję. - Przecież to normalne badanie!
- To bezwzględne tabu w "Second Life". Jeśli je złamiemy, nic się nie dowiemy.
Każdego stać na diamenty
Badanie zaczyna się od rozgrzewki.
MattW: - Kiedy i dlaczego trafiliście do "Second Life"?
Leonardo: - Od miesięcy w "Wiadomościach" co rusz było o "Second Life". Ja się tym nie interesowałem, bo nie wiedziałem, że tu można budować, co się chce.
Marianne: - Jak wielu Polaków, jestem "dzieckiem" artykułu w "Gazecie Wyborczej" [z końca 2006 r.]. Choć to brzmi głupio, drugie życie było spełnieniem moich marzeń. Zawsze chciałam, żeby taki świat istniał. Przez pierwsze dwa dni latałam.
MattW: - Co was kręci w tym świecie?
Efferalgan Jodlowski: - Tutaj możliwości kreacji są ograniczone tylko ramami twojej własnej fantazji. W "Second Life" zorganizowałam swoją pierwszą wystawę fotografii, założyłam galerię. W prawdziwym świecie tego nie osiągnęłam.
Magda Apogeum: - Tak, tu można budować, tańczyć, kochać się, nawet zajść w ciążę. Można się pięknie ubrać i mieć piękne samochody. W RL [real life - w prawdziwym życiu] to pozostaje tylko mrzonką.
Leonardo: - Tu każdego stać na jacht, Ferrari, odrzutowiec i diamenty.
Hans98 Ibsen w SL ["Second Life"] nie ma szefa nad sobą: - Sam zatrudniam dwie pracownice i nie muszę za nie odprowadzać ZUS-u!
Nie ma kulki, nie mogę spać
Mniej więcej po 40 minutach awatary zaczynają się odsłaniać.
Marianne: - SL uzależnia.
MattW: - Jak?
Marianne: - Na przykład tak, że spotykasz na ulicy koleżankę i zastanawiasz się, jak jej sukienka wyglądałaby w SL...
Hans98: - Albo jak wyglądałaby jej skóra.
Magda: - Ja w RL szukam w sklepach podobnych ciuchów i podobnych butów, co w "SL".
Efferalgan: - Kiedyś po bardzo męczącym dniu miałam koszmar. Chciałam położyć się spać, ale nie mogłam, bo na łóżku nie było kulki z pozą.
("Kulka" to narzędzie, które pozwala mieszkańcom "Second Life" przyjmować różne pozycje. Bez nie niej nie ma tańca, całowania się czy seksu).
Magda: - Kilka razy próbowałam opowiedzieć swojej rodzinie o SL. Nie rozumieli tego, patrzyli jakbym była umysłowo chora. Wstydzę się im przyznać, jak bardzo SL uzależnia i że wszystkie uczucia przenoszą się na niego. Real nie jest ważny.
Filtruję kochanków według potrzeb
Marianne: - Staram się oddzielać życie w SL od RL. W SL można mieć przyjaciół, znajomych, kochanków i filtrować ich do RL według potrzeb.
Efferalgan: - W RL poznałam bardzo miłego faceta. Polubiliśmy się, zaczęliśmy spotykać. Okazało się, że w RL mieszkamy niedaleko siebie. W RL się zaprzyjaźniliśmy, a w SL się pobraliśmy!
Magda: - Też spotkałam się w RL z chłopakiem poznanym w SL, ale tylko raz.
Leonardo: - Moja dziewczyna na początku była zszokowana tym, że w SL jestem kobietą, bo myślała, że to moje alter ego. Musiałem jej tłumaczyć, że nie jest.
Minęła 89. minuta badania, gdy MattW zapytał o zdradę.
Magda pewnego dnia usiadła przed komputerem, żeby wejść do SL. Po chwili zauważyła, że na liście znajomych brakuje Leonarda: - Okazało się, że wykreślił go mój chłopak.
Leonardo: - W SL nie wolno przekraczać granic, akceptowanych nie tyle przez nas samych, co przez naszych partnerów.
Ilona: - Zazdrosny bywa też mój chłopak. Prowadzimy w SL klub. Jeśli ktoś flirtuje ze mną, mój chłopak go banuje - taka osoba już nie ma powrotu do klubu.
Marianne: - To zależy od wewnętrznego kompasu. Jeżeli kocham kogoś, nie zdradzę go nigdzie, jeżeli kocham za mało, to mogę i tu.
Marzenia odeszły, został tylko realMattW: - Wyobraźcie sobie, że piszecie list pożegnalny do znikającego "Second Life". Każdy może dopisać jedno albo dwa zdania.
Zapada cisza.
Ilona: - Ojej, nie mów tak. Serce mi pęknie.
Philip: - Marzenia odeszły, został tylko real.
Magda: - Mój Boże, jak teraz będę widywać mojego chłopaka? Co się teraz stanie z moim czasem, który prawie cały poświęcałam na "Second Life"?
MattW: - Ostatnie pytanie: gdybyście mogli wziąć coś z SL i przenieść do RL? Co by to było?
Ilona: - Kurcze, biorę mojego partnera!
Hans98: - Moje samochody i kino domowe.
Marianne: - Po pierwsze, przyjaciela. Po drugie, stan konta. Po trzecie, umiejętność latania.
Co ludzi przyciąga do gier takich jak Second Life? Czy do znajomości internetowych stosujemy takie same zasady jak do przyjaciół w życiu rzeczywistym?
Czekamy na wasze listy:
listydogazety@gazeta.pl Tekst powstał w
"Witamy w Polsce" - nowym codziennym cyklu reportaży "Gazety Wyborczej"
Badanie opinii w "Second Life" IQS & Quant Group przeprowadził 7 i 8 sierpnia 2007 r. w dwóch grupach: 7- i 9-osobowej. Respondenci nie ujawnili ani nazwisk z pierwszego życia, ani nie zgodzili się na publikację ich pseudonimów z drugiego. Dlatego wszystkie imiona i nazwiska mieszkańców "Second Life" w tym artykule zostały zmienione
Źródło: Gazeta Wyborcza