Portal
www.ocen.pl działa od dwóch lat. Ocenia się nauczycieli w punktach, wpisuje anonimowe komentarze.
O księdzu profesorze Andrzeju Szostku, etyku, byłym rektorze KUL, internauci piszą niemal w samych superlatywach: "lux wykładowca!!!", "Gigant!", ale wytykają też wady - że parska do mikrofonu ("czasem można się przestraszyć").
- Staram się już nie parskać - przyznaje ks. prof. Szostek.
Ocen.pl ma ponad 20 tys. użytkowników, a w bazie danych ponad 10 tys. nauczycieli akademickich z 326 uczelni. Coraz więcej wykładowców chce zablokować możliwość komentowania.
Asystent na wojnieAsystent Janusz Polanowski z Wydziału Prawa i Administracji UMCS w Lublinie stoczył z Ocen.pl małą batalię. - Założyciel tego portalu po prostu ma kompleksy! - mówi zirytowany.
Ruszyło go - przekonuje - gdy zobaczył, jak studenci "gnoją" tam jego mistrzów. Mistrz asystenta to prof. Henryk Groszyk, wykładowca teorii państwa i prawa na UMCS, 81 lat, żołnierz AK, więzień Pawiaka. Internauci piszą o nim: "Duży dorobek naukowy" czy "Wybitny prawnik", ale też: "Chyba już nie powinien egzaminować", "Często myli osoby ze sobą, nie wiadomo, komu zadaje pytanie, czasem może przepytać nawet kwiatek, który stoi w gabinecie", "Do mojej koleżanki powiedział Proszę Pana", "Trzymanie na uczelniach wykładowców w podeszłym wieku dla wielu osób jest paranoją. Czy są niezastąpieni?".
Co na to prof. Groszyk? - To są wypowiedzi niesprawdzalne - mówi. - Niestety, nasze społeczeństwo charakteryzuje gadulstwo.
Na razie 20 wykładowców zablokowało możliwość wpisywania komentarzy na swój temat w Ocen.pl. - Szykuje się większe, wspólne wystąpienie przynajmniej kilkunastu osób z różnych uczelni. Zażądamy, by nasze dane w ogóle usunięto z portalu - mówi jeden z wykładowców UMCS.
Janusz Polanowski, broniąc swojego mistrza, napisał na Ocen.pl, że anonimowość w sieci jest złudna. Wpisy mogą zaprowadzić ich autorów przed komisję dyscyplinarną (naruszenie ślubowania studenckiego) lub do sądu (naruszenie dóbr osobistych).
O asystenta Polanowskiego pytam jego studentów:
- Chodzi za tym prof. Groszykiem, nosi za nim torbę, poprawia mikrofon.
(Asystent: - Pan profesor jest moim mistrzem i nie będę tego ukrywał. Czy mam poprawiać mikrofon przez wykładem studentowi?!).
- A kolega kiedyś widział w supermarkecie, jak pchał profesorowi wózek.
(Asystent zirytowany: - Nie przypominam sobie, byśmy byli w supermarkecie. Poproszę o dane tego studenta, spotkamy się w sądzie! Mamy do czynienia z czymś na kształt mobbingu).
Nawigator dydaktycznyStudenci mówią, że komentarze pomagają im wybrać ćwiczenia. Anka, studentka administracji: - Czasem się sprawdza. Kiedyś przy pani magister było napisane "słabizna, zajęcia niewiele dają, zaliczenie wymagające, ale bez przesady, mało sympatyczna", więc jej nie wybrałam. Poszłam do pana magistra: "Pełen luzik, z zaliczeniem nie ma żadnych problemów. SPOKO. Widziałem się z nim dwa razy, na pierwszych zajęciach i na ostatnich. Mnie nie było 6 razy i jego też chyba tyle. Po prostu żeśmy się minęli. SUPER facet zrozumiał", i faktycznie, potwierdziło się, że pełen luzik.
Dziekan i znikające opinie- To są zabawy wyrośniętych dzieci - mówi o Ocen.pl dr Wojciech Zakrzewski z Katedry Prawa Konstytucyjnego UMCS. - Ten, kto naprawdę wymaga od studentów, jest krytykowany, a ten, kto macha ręką na nieuctwo i stawia piątki, wychwalany.
Sam dziekan wydziału prof. Antoni Pieniążek radzi, by nie przywiązywać do komentarzy internetowych większej wagi, choć, jak zauważa, co wrażliwszym wykładowcom nieprawdziwe uwagi mogą zburzyć spokój wnętrza.
Kilka dni temu prof. Pieniążek oświadczył mi: - Nie jestem złotą 20-dolarówką, żebym miał się podobać wszystkim. I w ogóle mnie komentarze na mój temat nie obchodzą.
A były dwa, i to złe - jeden dość ogólnie traktował o powierzchowności dziekana, drugi dotyczył jego wykładów. Wkrótce opinie znikły, zaś w portalu pod prof. Pieniążkiem pojawił się komunikat: "Komentarze zostały zablokowane na prośbę wykładowcy".
- Kazał pan usunąć komentarze o sobie?
- Nie kazałem. Po prostu kiedy pan dzwonił, naszej rozmowie przysłuchiwał się jeden z asystentów. Powiedział, że sam się zajmie tymi komentarzami.
(Asystent wyraźnie zdziwiony: - Wolałbym się nie wypowiadać).
- Na wydziale funkcjonuje system oceniania pracowników poprzez anonimowe ankiety, które wypełniają studenci i oddają do dziekanatu. Jeden z wykładowców pokazał mi plik czystych formularzy znaleziony gdzieś w kącie sali - mówię dziekanowi.
Dziekan Pieniążek przyznaje: - To fikcja. Niektórych pracowników ocenia czasem pięciu studentów. To co to za ocena?
Doktor nie jest publiczny
Dr Ryszard Mojak, UMCS, współtworzył obecnie obowiązującą konstytucję: - Umieszczenie w portalu moich danych osobowych narusza moje konstytucyjne prawa. Administrator nie był łaskaw zapytać o zgodę. Będę domagał się, by zostały z systemu usunięte. Nie jestem osobą publiczną - proszę poczytać przepisy.
O panu doktorze piszą: "Jego wykłady są koszmarne, kto zrozumie, co on mówi, zasługuje na Nobla. Poza tym jest niesamowicie wredny i na złość przekracza czas wykładu, chociaż nie ma już nic do powiedzenia".
Dr Mojak: - Każdą krytykę traktuję poważnie, byle była merytoryczna. Ale to po prostu stek bzdur. Ocena wykładowców przez studentów ma swoje granice.
Studenci pod salą: - Owszem, jest wymagający, ale żeby móc wymagać, to chyba najpierw trzeba umieć tę wiedzę sprzedać. Z tym "Noblem" to prawda.
Wykładowca szlifuje ego
- Być może nie wszyscy lubią czytać o sobie niewygodną prawdę - zastanawia się dr Anna Kalisz. - Przeczytałam o sobie, że za szybko mówię („Całkiem spoko, ale » za Chiny Ludowe «nie mogłem zrozumieć jej zajęć”). I teraz staram się mówić wolniej. Uprawiany przez nas zawód powoduje znaczny rozrost „ego”. Ten portal pozwala to ograniczyć.
- Kiedy pojawił się wpis w portalu, który traktował o mojej urodzie - pozytywny - interweniowałam. Bo nie chcę, by ktoś oceniał mnie przez to, jak wyglądam, ale jak nauczam. Wpis usunięto. To dowodzi tego, że nasze dobra osobiste są chronione w wystarczający sposób. Funkcjonowanie tego portalu jest jak najbardziej zgodne z rozumieniem swobody wypowiedzi, jaki prezentuje Europejski Trybunał Praw Człowieka w swych orzeczeniach. Nauczamy o tych standardach, więc nie powinniśmy się dziwić, gdy są wcielane w życie.
Ks. prof. Andrzej Szostek (komentarz o parskaniu): - Nigdy nie poprosiłbym o całkowite zablokowanie komentarzy na mój temat, o ile nie dotyczyłyby spraw wybitnie prywatnych, bo to po prostu odniosłoby skutek odwrotny do zamierzonego.
Prof. Zbigniew Ćwiąkalski, karnista z Uniwersytetu Jagiellońskiego (zna uczelnie amerykańskie), rzecz nazywa po imieniu: - Polscy wykładowcy nie są w ogóle przyzwyczajeni do ocen. Na naszych uczelniach panują stosunki feudalne, relikt PRL. Dlaczego? Z nauczycielem akademickim trudno jest rozwiązać stosunek pracy. Więc po co go oceniać? I stąd wszyscy są przyzwyczajeni, że "czy się stoi, czy się leży...". Studenci mają prawo do ocen swoich wykładowców. Myślę, że bliski jest już czas, gdy wykładowcy podpisywać będą umowę z uczelnią na czas określony i wówczas to, co jest zupełnie normalne na Zachodzie, przestanie nas szokować. Tam ktoś, kto dostaje dużo krytycznych opinii studentów - również anonimowych - po prostu traci pracę.
Asystent Polanowski: - Idąc na uczelnię, nie zgadzałem się na to, by być gladiatorem. Nie zostałem wybrany przez naród, ja tylko uczę studentów. Każdy ma swoją wrażliwość.
Portal nie ma zdjęć (jeszcze)
- Na razie nikt jeszcze nie podał nas do sądu - opowiada Dariusz, twórca Ocen.pl. Przezornie nie podaje prawdziwego nazwiska. Sam wykłada na jednej z prywatnych uczelni w Warszawie. - A w ogóle czy można sądzić właściciela płotu za to, że ktoś napisał na nim coś brzydkiego? - pyta retorycznie. W zakładce "misja" na Ocen.pl napisał: "Wierzymy, że bezstronne oceny i rankingi nauczycieli akademickich i uczelni przyczyniają się do poprawy jakości edukacji".
Na Zachodzie podobnych portali funkcjonuje wiele. To właśnie z nich czerpał pomysły. Do często odwiedzanych przez studentów w USA należą portale:
universitytools.com ,
pickaprof.com czy
ratemyprofessors.com ].
Ten ostatni podaje, że w swojej bazie danych ma milion nauczycieli z ponad 6 tys. uczelni z USA, Kanady, Anglii, Szkocji i Walii.
W Stanach przy opiniach i komentarzach o wykładowcach umieszcza się ich fotografie.
---
Ten tekst ukazał się na stronach Witamy w Polsce, nowego codziennego cyklu reportaży i wywiadów GW. Czy chcecie nam coś opowiedzieć o Polsce? Coś Was drażni, boli? A może coś Was mile zaskoczyło? Piszcie:
listydogazety@gazeta.pl