W niedzielę po południu na konferencji w Szczecinie Andrzej Lepper mówił: -Pan Kącki szykuje następną prowokację. Wymyślił seksaferę, że to była praca za seks. A teraz wymyśla pracę za składki, pracę za pieniądze.
Kilka godzin wcześniej w Poznaniu, gdy autor artykułu Marcin Kącki zapytał go o obowiązkowe składki urzędników na Samoobronę, Lepper, stojąc w otoczeniu dziennikarzy i ochroniarzy, naubliżał mu: -Jest pan tak głupi, że głupszy nie będzie!
Później w Szczecinie Lepper przeprosił publicznie dziennikarza "Gazety" ("Poniosło mnie"), ale... potwierdził, że działacze-urzędnicy płacą Samoobronie 5 proc. od wynagrodzenia. Bronił się oskarżeniami "Gazety" o prowokację i pytaniami: "A skąd PO wzięła na kampanię, kiedy jeszcze partią nie była?".
Oto informacje, które wywołały furię wicepremiera.
Samoobrona obsadza swoimi ludźmi urzędy, które podlegają partyjnym ministrom: PFRON, KRUS, ARiMR, a nawet OHP. Szefami, wicedyrektorami, inspektorami czy specjalistami zostają w nich partyjni działacze i członkowie ich rodzin.
Byli posłowie Samoobrony twierdzą, że w zamian za stanowiska działacze muszą oddawać część swoich poborów Związkowi Zawodowemu Rolnictwa "Samoobrona", którego założycielem był Andrzej Lepper.
Poseł Bernard Ptak (wcześniej Samoobrona, teraz poseł niezależny): - Płacenie z urzędniczej pensji na konto Samoobrony trwa już od co najmniej dziesięciu lat. Składkę od 5 do 7 proc. byli zobowiązani płacić wszyscy, którzy z ramienia partii dostali stanowiska: samorządowcy, urzędnicy czy wiceministrowie.
Jak to wygląda w praktyce? Poseł PiS Henryk Młynarczyk (wcześniej w Samoobronie, z jej list trafił do parlamentu w 2005 r.) trzy lata temu był dyrektorem Zarządu Dróg Wojewódzkich w Lublinie. Posadę dostał dzięki lokalnej koalicji Samoobrona-PSL- -LPR. I co miesiąc przelewał Samoobronie 5 proc. wypłaty - ok. 200 zł. Młynarczyk: - Płaciłem, ale nie będę tego komentował.
200 zł co miesiąc płacił radny Samoobrony Tomasz Budner, syn b. posła Samoobrony Alfreda (teraz obydwaj niezależni). - Syn przelewał na konto Samoobrony zgodnie z ryczałtem: 50 zł od radnego powiatowego i 200 od samorządowego. To był haracz! - mówi dziś poseł Budner.
Żądanie płacenia "składki" dotyczyło nie tylko członków partii. Były szef KRUS Dariusz Rohde nie był w niej, ale i tak miał płacić 7 proc. z pensji. Rohde: - Haracz kazał mi płacić Janusz Maksymiuk. Powiedział o 7 proc., które miałem płacić z pensji szefa KRUS.
Gdyby Rohde płacił, to co miesiąc oddawałby ludziom Leppera ok. 700 zł. Nieco mniej - 5 proc. pensji - miał płacić były szef PFRON Andrzej Sochaj. Kartkę z numerem konta Samoobrony i nakaz płacenia dostał od Marcina Domagały, szefa "Głosu Samoobrony". Sochaj: - Nigdy nie zapłaciłem.
Miesiąc temu Sochaj wyleciał z posady. Rohde trzy miesiące temu. Obydwaj nie chcieli zatrudniać w swoich urzędach ludzi Samoobrony.
Szef "Głosu Samoobrony" Marcin Domagała: -Nie mam powodu, żeby się panu z tego tłumaczyć.
Janusz Maksymiuk, wiceszef Samoobrony: - Rzeczywiście ustaliliśmy, że działacze będą płacić 5 proc. od dochodu na związek. Ale dobrowolnie.
Henryk Dzido, były adwokat Andrzeja Leppera, do dziś działacz Samoobrony: - O takim płaceniu mówiło się od dawna. To sprawa dla prokuratury. Podobnie uważa konstytucjonalista Zbigniew Maciąg: -Prokuratura powinna to wyjaśnić, bo można mieć przypuszczenie, że doszło do korupcji.
Co dzieje się z pieniędzmi, które płacą urzędnicy Samoobronie? Poseł Budner: - Nieraz o to pytaliśmy ludzi Leppera. Odpowiedzi nigdy nie było.
W Dużym Formacie (w poniedziałek tylko w kiosku lub
e-wydaniu ): Szokujące wyznanie byłego urzędnika instytucji publicznej. Ujawnia on kulisy nacisków Samoobrony, aby zatrudniać jej działaczy.