http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Głód i jedwab, Müller, Herta

Juliusz Kurkiewicz
2008-02-19, ostatnia aktualizacja 2008-02-28 17:59

W esejach i powieściach Müller ważne jest przełamywanie paradoksalnego milczenia - pojawiającego się wtedy, gdy już nikt nie zabrania mówić

RAPORTY
Szkoda, że "Głód i jedwab" Herty Müller został przetłumaczony z dziesięcioletnim poślizgiem. Zawarte w zbiorze teksty z początku lat 90. z pasją i przenikliwością opisują świat po rozpadzie komunizmu - "niedokończoną" rewolucję rumuńską, zjednoczenie Niemiec, nową falę emigracji, upowszechnienie postaw ksenofobicznych na Zachodzie, wojnę w byłej Jugosławii. Ale dekadę temu o Müller nikt jeszcze w Polsce nie słyszał. Dopiero gdy poznaliśmy jej powieści, przyszła pora na eseistykę.

Sukces pisarstwa Müller opiera się na sile frazy. Ale też na spojrzeniu Obcej - Niemki z Banatu w komunistycznej Rumunii, rumuńskiej Niemki w Niemczech. Gdy pisarka - od lat prześladowana przez agentów Ceau escu - w 1987 r. zdecydowała się na emigrację do Niemiec, nikt nie chciał słuchać tego, co ma do powiedzenia. W końcu przyznano jej prawo obywatelstwa w literaturze niemieckiej, oczekując, że do końca życia będzie pisać o rumuńskiej dyktaturze.

Dziś nikt takich oczekiwań nie formułuje. Kariera pisarka Müller stanowi optymistyczny dowód na to, że głos peryferyjny może stać się głosem centralnym. Przypadek tym bardziej nietypowy, że swą pozycję wiecznej autsajderki wykorzystuje w sposób, który niekoniecznie krzepi serca. W tekstach uderzających niemodnym dziś tonem serio przypomina czytelnikom z dawnego Wschodu, że w sposób nieodwracalny zostali naznaczeni przez komunizm. Tym z Zachodu zarzuca obojętność i hipokryzję.

Zapomniany ląd

Książki Müller ze straceńczą determinacją przywracają ląd bliski, ale - na skutek zbiorowego wyparcia - zapomniany tak bardzo jak obyczaje jakiegoś pradawnego plemienia. Życie w dyktaturze przypominało senny koszmar - to brzmi jak banał. Ale typową cechą koszmaru jest zatrważająca realność. Müller, która czuje się pisarką szczegółu, udaje się przywrócić jego charakterystyczne detale i zrekonstruować towarzyszące im odczucia.

Przywołuje obciążone nadmiarem rzeczy mieszkania w blokowiskach (kompulsywne gromadzenie typowe dla nędzarzy) i pędzące po ulicach samochody osobowe z trumnami na dachach (rumuńskie państwo nie interesowało się pośmiertnymi losami swych obywateli). Bada, w jaki sposób kontekst nadawał w komunizmie nowe znaczenia zwykłym przedmiotom i sytuacjom, przekłamując sensy, okaleczając na zawsze język.

Dorodne jodły otaczające wille nomenklatury nigdy nie traciły igieł. Były drzewami państwowymi symbolizującymi zasłonę pozorów. Opakowania po zachodnich produktach kupowane na pchlich targach już bez zawartości nie oznaczały jedynie tęsknoty za lepszym światem. Ich posiadanie sugerowało również przewagę, związek z kastą panujących. Głód umęczonych ludzi stojących w kolejkach był również tęsknotą za zniszczonym wymiarem codzienności - głośnym śmiechem, hałasem, jaki robi życie. Także za "jedwabiem", czyli pięknem, choć rzadko napotykane piękno uwydatniało rozległe obszary brzydoty.

Rumuński film "4 miesiące, 3 tygodnie i 2 dni" spotkał się niedawno u nas z emocjonalną reakcją, bo pozwalał ponownie doświadczyć rzeczywistości, którą w ciągu kilkunastu lat "powrotu do Zachodu" udało nam się od siebie odsunąć albo zmitologizować. W jego zakończeniu dwie dziewczyny, z których jedna pomogła właśnie drugiej dokonać nielegalnej aborcji, spotykają się w hotelowej restauracji. Padają słowa: "Nigdy więcej o tym nie mówmy".

Niemal identyczną scenę z własnego doświadczenia opisuje Müller. Przezwyciężając strach przed denuncjacją, dodawała otuchy koleżance, która zwierzyła się jej ze swojego "problemu". Müller opowiedziała jej wtedy o dwu własnych aborcjach. Gdy po jakimś czasie zagadnęła ją na ulicy, tamta odpowiedziała: "Nie wiem, o czym mówisz". W esejach i powieściach Müller ważny jest ruch przełamywania paradoksalnego milczenia - pojawiającego się w momencie, gdy już można mówić.

Inna tradycja

Milczenie w krajach, w których panowała szczególnie represyjna forma dyktatury, pogrążająca większość społeczeństwa w apatii, łatwiej wyjaśnić niż brak gotowości do słuchania na Zachodzie. Po 1989 r. zachodnie elity wykazały zdumiewająco małą wrażliwość na to, co mają do opowiedzenia ludzie żyjący dotąd za żelazną kurtyną.

Doświadczenie niemieckiego pokolenia '68 okazało się niewystarczającą szczepionką przeciw aktywności neonazistów lekceważonej przez władze zapewniające, że Niemcy wciąż są państwem otwartym. Jednocześnie sytuację na Bałkanach kwitowano wytartą formułą o wzroście tendencji nacjonalistycznych po upadku komunizmu. Nie zrozumiano zwłaszcza domieszki nacjonalizmu obecnej już w komunizmie oraz sytuacji podwójnie prześladowanych mniejszości narodowych. Muzułmanów, Chorwatów - poddanych komunizmu, którzy również po jego upadku pozostali obcy. Za chłodną, analityczną postawą wobec wojny na Bałkanach - owocującą niezdecydowaniem ONZ o tragicznych konsekwencjach - kryło się poczucie wyższości wobec barbarzyńców.

Dla pochodzącej z kraju dyktatury Müller ironia jest postawą niemożliwą. Świetnie widać to po jej polemice z zachodnioniemieckim pisarzem Ludwigiem Harigiem , który Honeckera opisywał z wykalkulowaną dobrodusznością jako swojego krajana. W obsesji izolacji Honeckera dopatrywał się - po freudowsku - tęsknoty za Zagłębiem Saary, z którego przywódca pochodził i do którego nie mógł wrócić. "Drut kolczasty rośnie z pragnienia ucieczki, mur rośnie z tęsknoty za domem".

Harig nieświadomie powtarzał estetyczną postawę Tomasza Manna, który w 1939 r., już po emigracji do USA, mógł sobie pozwolić na opisanie Hitlera jako swojego "nieprzyjemnego, zawstydzającego brata". Uważał, że w postawie dyktatora da się dostrzec - zdegradowane i wykoślawione - główne rysy niemieckiej kultury.

„Bardziej pogodne i twórcze niż nienawiść jest rozpoznanie samego siebie, gotowość zjednania z tym, co nienawiści godne, choćby niosło moralną groźbę, iż oduczymy się mówić » nie «” - pisał Mann. „Na taką wyszukaną subtelność może pozwolić sobie jedynie ktoś, kto nie musiał żyć w dyktaturze” - replikuje dziś Müller.

Pisarka dystansuje się wobec olimpijskiej tradycji ironicznego dystansu. Sama należy do linii niepokoju, protestu, rozdrapywania ran. Tradycji Kleista, Thomasa Bernharda. Nie pomylę się chyba bardzo, jeśli powiem, że w obrębie literatury niemieckiej jest dziś jej najważniejszym głosem.

Głód i jedwab, Herta Müller, przeł. Katarzyna Leszczyńska, Czarne, Wołowiec

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy

FBI prześwietliło Jobsa

W 1991 roku administracja prezydenta George'a Busha seniora rozważała zatrudnienie Steve'a Jobsa. FBI sprawdziło wtedy dokładnie Jobsa, a teraz upubliczniło tamte informacje

Obama walczy o pigułkę

Nawet niektórzy demokraci nie zgadzają się z rozporządzeniem prezydenta Baracka Obamy, które zmusza pracodawców do zapewnienia pracownikom darmowej antykoncepcji

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W sobotę z ''Gazetą'':

  • Wysokie Obcasy