To, co wyprawia w Ministerstwie Edukacji, to jest jakaś zootechnika - teraz uprawiana dodatkowo za pomocą odpowiednio spreparowanej listy lektur.
Dzieciarnia ma być umundurowana i zdyscyplinowana, ma mieć odpowiednio rozwinięty instynkt stadny oraz bać się obcych. Potem, gdy już trochę podrośnie, powinna jak najszybciej łączyć się w pary, by bez straty czasu na duperele zająć się rozmnażaniem. I nie mają tu sensu żadne merytoryczne dyskusje: Giertych niech maca kury i tyle.