Matka Adriana Mole'a może i była potworem, taki już los matek, ale w końcu napisała za niego książkę kucharską. Tak, oczywiście, streszczam kolejny tom przygód Adriana Mole'a, tym razem w wieku lat 30 i trzy ćwierci. Nie po to jednak, by z satysfakcją stwierdzić: oto kolejny męski bohater popkultury dał wyraz swej dojrzałości, zajmując się własnymi dziećmi! Może nadeszła pora, by przestać na to zwracać uwagę i uznać za równie oczywiste jak to, że dziećmi zajmuje się matka. Choćby taka, która za Adriana napisała wspomnianą na wstępie książkę kucharską i ozdobiła ją przypisami z Germaine Greer i innych feministek.
Prawda, jakie to zabawne, tak pchać się wszędzie z tym feminizmem? Dziś nikt rozsądny już nie powie, że feminizm jest niepotrzebny. Powinien jednak siedzieć sobie na swoim zapiecku, a nie ładować się tam, gdzie go nie proszą.
Innego zdania jest Inga Iwasiów. Swoją książkę "Rewindykacje. Kobieta czytająca dzisiaj" kończy uwagą, a właściwie zdziwieniem, jak to możliwe, żeby współcześnie ktoś, starając się zrozumieć świat, mógł zapomnieć, że jesteśmy podmiotami zdefiniowanymi przez gender (płeć kulturową).
Pracę Iwasiów - o płci, czytaniu, o samej sobie oraz, a może przede wszystkim, o literaturze pisanej przez mężczyzn - czytałam z płonącymi uszami, jak jakiś kryminał. Krytyka feministyczna najczęściej zajmuje się literaturą pisaną przez kobiety, a jeśli już dobiera się do mężczyzn, to najczęściej w złych zamiarach. (Biję się tu we własne piersi, a nie w cudze). Iwasiów czyta męskich autorów, których często ceni i lubi, których patriarchalna proza ją zahipnotyzowała. Stara się przeczytać wszystko, co w nich jest, ale nie pomija płci, choć wcale nie zawsze jest to najważniejszy punkt rozważań. Można by się pospierać o szczegóły, ale i tak jestem gotowa uwierzyć, że w każdej z jej analiz jest tyle płci, ile trzeba. Czasem kopa - na przykład, kiedy pisze o prozie Stasiuka - czasem tylko szczypta.
I wydaje mi się, że bez tej szczypty żadnej zupy nie da się dziś ugotować. Zaglądam do "Socjologii" Piotra Sztompki, "pierwszego od trzydziestu lat oryginalnego polskiego podręcznika do socjologii", jak mówi nam reklama. Rzucam okiem na spis treści. Żaden z 26 rozdziałów nie dotyczy kobiet, nierówności płci czy kobiecych ruchów emancypacyjnych. Kiedy jednak nieco głębiej pogrzebiemy, znajdziemy tę problematykę w podrozdziale "Inne nierówności dychotomiczne". I jest to światowa norma. Kiedyś można było pisać podręczniki do socjologii, w których nie uwzględniano kwestii nierówności płci i dyskryminacji, dziś już nie wypada. Nawet profesorowi Sztompce, który w swojej pracy - choć wydaje się, że co jak co, ale podręczniki powinny unikać wartościowania - daje wyraz swojej niechęci do postmodernizmu i politycznej poprawności. Zresztą wystarczyło przeczytać wywiad, którego profesor udzielił "Polityce" (nr 41), aby upewnić się, że mamy do czynienia z konserwatystą. Dzisiaj jednak dostrzeganie problemu płci i towarzyszących mu teorii nie jest już kwestią takich czy innych poglądów, tylko normą, standardem. A przynajmniej powinno tak być.
Powiem na koniec coś, czego może nie powinnam. Nie jestem szczególną zwolenniczką gender studies. Uważam, że wszystko to, o czym się na nich mówi, powinno być po prostu integralną częścią rozmaitych programów nauczania na kierunkach humanistycznych i społecznych. Oczywiście, dopóki tak nie jest, gendery, jak się je z polska nazywa, są absolutnie niezbędne, powinny być wręcz obowiązkowe. Bo perspektywa kobieca jest nie do pominięcia, a już w książce kucharskiej feminizm z całą pewnością powinien być najważniejszym dodatkiem do każdej potrawy
Susan Townsend "Adrian Mole. Czas cappuccino", przeł. Barbara Kopeć-Umiastowska, W.A.B., Warszawa 2002 Inga Iwasiów "Rewindykacje. Kobieta czytająca dzisiaj", Universitas, Kraków 2002
Piotr Sztompka "Socjologia", Znak, Kraków 2002