http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Oddzielne sypialnie

Anna Serdiukow
2010-08-26, ostatnia aktualizacja 2010-09-08 10:35

'Nie oglądaj się', najnowszy film z udziałem Moniki Bellucci i Sophie Marceau, w polskich kinach będzie można oglądać od 3 września
'Nie oglądaj się', najnowszy film z udziałem Moniki Bellucci i Sophie Marceau, w polskich kinach będzie można oglądać od 3 września
Fot. Kino Świat

Wizerunek bywa pułapką, ale zamiast mężczyzn najczęściej wpadają w nią same kobiety - rozmowa z Monicą Bellucci

Monica Bellucci z mężem Vincentem Casselem, również aktorem, w Rzymie 30 marca tego roku, wtedy jeszcze w ciąży
Fot. EAST NEWS
Monica Bellucci z mężem Vincentem Casselem, również aktorem, w Rzymie...
Monica Bellucci z córeczką Léonie, która urodziła się w maju i jest drugim dzieckiem Moniki i Vincenta
Fot. East News
Monica Bellucci z córeczką Léonie, która urodziła się w maju i jest drugim...
Monica Bellucci często stylizowana jest w filmach na gwiazdy włoskiego kina, m.in. Ginę Lollobrigidę (na zdjęciu)
Fot. Cinetext / Medium
Monica Bellucci często stylizowana jest w filmach na gwiazdy włoskiego...
Monica Bellucci często stylizowana jest w filmach na gwiazdy włoskiego kina, m.in. Sophię Loren (na zdjęciu)
Fot. TopFoto / Medium
Monica Bellucci często stylizowana jest w filmach na gwiazdy włoskiego...
ZOBACZ TAKŻE
Uroda jest ważna w życiu?

Skłamałabym, gdybym powiedziała, że nie jest. Przecież umożliwiono mi start w zawodzie aktorki ze względu na to, jak wyglądam. Byłabym hipokrytką, gdybym twierdziła, że chodziło o talent. Miałam epizody filmowe na koncie, ale głównie pracowałam jako modelka, gdy Francis Ford Coppola zaangażował mnie do filmu 'Drakula'. Nie będę ukrywać, powodem była uroda, ale kobiety często zapominają, że piękno jest jedynie punktem wyjścia. Ważne jest, jak i do czego wykorzystamy swoją urodę. To inwestycja - dbam o siebie, pielęgnuję swoje ciało, ale nie po to, by przeglądać się w lustrze i podziwiać. To mój kapitał, ale wiem, że gdybym była pusta, nie zagrałabym swoich najważniejszych ról. To banał, ale uroda, piękno przemija, dlatego ważne jest, aby za tym, jak wyglądamy, stało to, co mamy do powiedzenia i kim jesteśmy.

Początkowo chciałaś zostać prawniczką.

Tak, praca modelki pozwalała mi opłacić studia. Dziś, gdy o tym myślę, uważam, że w gruncie rzeczy wybrałam pokrewne zawody. Wystąpienia adwokatów w sądzie mają w sobie coś ze spektaklu teatralnego, opierają się na swoistej grze z przysięgłymi. Kto lepiej wypadnie, kto będzie bardziej przekonujący, wygrywa. Podobnie jest z Oscarem

Aktorstwo było naturalnym wyborem?

Nie, tutaj zadziałał przypadek. Długo nie wierzyłam w swoje możliwości, sądziłam, że nawet jeśli uda mi się zrobić lokalną karierę, to nigdy nie przebiję się za granicą. Pozostanę aktorką kina włoskiego i tyle - co samo w sobie nie było taką złą wizją. Włochy mają piękne tradycje filmowe, mamy wspaniałych reżyserów, z którymi praca to zaszczyt. W ogóle kino europejskie oferuje wiele możliwości. Nigdy nie zdecydowałabym się na to, by postawić tylko na karierę w Hollywood, w ogóle mnie to nie interesuje. Dziś nie ma już takiej granicy, że kino europejskie to ambitne projekty, a filmy z USA to komercja. Ale mnie właśnie pociąga ta różnorodność.

To czym się kierujesz, decydując się na udział w filmie?

Najpierw osobą reżysera, potem scenariuszem. Jeśli scenariusz jest dobry, ale wiem, że nie porozumiem się z reżyserem, odmawiam udziału w filmie. Sama historia nie wystarczy, musi stać za nią człowiek, który będzie wiedział, jak ją opowiedzieć i poprowadzić aktorów.

Z jednej strony grasz w takich produkcjach jak 'Malena' Tornatorego, z drugiej strony nie odmawiasz twórcom komedii - wystąpiłaś w filmie 'Asterix i Obelix. Misja Kleopatra', wreszcie - masz na koncie tytuły takie jak 'Matrix' czy 'Pasja' Mela Gibsona.

Lubię możliwości, jakie daje współczesne kino. Amerykańskie produkcje mają rozmach, co nie znaczy, że nie stanowią wyzwania dla aktora. To jest tak naprawdę wielki, stresujący sprawdzian. Ja jestem aktorką europejską, nigdy nie zdecyduję się na to, by się przeprowadzić na stałe do USA. Ale kocham jeździć do Stanów, uwielbiam przestrzeń tego kraju, perspektywy, jakie daje amerykańska kinematografia. Z kolei europejskie filmy są skromniejsze, mają zazwyczaj mniejsze budżety. Ale ta opozycja jest potrzebna. Wiele osób pytało mnie, po co biorę udział w filmie 'Asterix i Obelix. Misja Kleopatra'. Po prostu pukali się w czoło. A dlaczego nie? Czy to jakaś ujma zagrać w dobrej komedii? Na planie spotkałam się z Gérardem Depardieu, nie miałam poczucia, że to deprecjonujące doświadczenie. Wciąż słyszę, szczególnie we Włoszech, o misji, jaką powinien czuć aktor, wykonując swój zawód. Misja? Jaka misja? Ja po prostu chciałabym pozostać w zgodzie ze sobą. Chciałabym być uczciwa względem swoich możliwości i aspiracji. Nie będę nikogo oszukiwać, zarabiam ogromne pieniądze i dlatego wykonuję swoją pracę najlepiej jak potrafię. Kocham grać, ale nie stwarzam fałszywych mitów dotyczących posłannictwa mojego zawodu.



Czy udział w 'Pasji' Mela Gibsona miał dla ciebie symboliczne znaczenie? Pochodzisz z Włoch, kraju katolickiego, jak tam odebrano film?

Wymiar religijny nie miał dla mnie żadnego znaczenia. Uwierzyłam w Mela Gibsona, poczułam, że będę mogła się z nim porozumieć. Film zebrał skrajne opinie. Jednym się podobał, w spazmach wychodzili z kina, inni byli oburzeni - Gibson był daleki od idealistycznej wizji męczeństwa Jezusa. Pokazał brutalną wersję, pozbawioną retuszu jak z lekcji religii. Wzięłam w tym udział, bo przekonałam się, że nie chodzi o szokowanie dla samego szokowania. Ten film miał sens, będę to powtarzać.

'Matrix' braci Wachowskich też jest dla mnie ważnym filmem, ale z innych powodów. To była niezła zabawa, ale też fascynujące doświadczenie. Zagrana przeze mnie Persefona jest tajemnicza, zimna i wyrachowana. Nie zna żadnej ze sztuk walki, ale jej orężem jest uroda. Przyjęłam rolę w tym filmie, bo chciałam pokazać, jak zdradzieckie może być piękno. Coś, co uważamy za pociągające i szlachetne, może być w głębi mroczne, niebezpiecznie, skażone. I odwrotnie. Ale szczególnie w przypadku piękna często się to zdarza - zwodzi nas blask, powierzchowność. Zresztą bliski jest mi mit o Persefonie, dlatego ta postać wydała mi się szalenie intrygująca. Intryguje mnie zwłaszcza jej samotność. Ona jest piękna, ale w tym pięknie jest sama, jej wygląd odgradza ją od innych, jest barierą. To zresztą kompleks wielu atrakcyjnych kobiet. Mężczyźni chcą je posiąść, natomiast w ogóle nie myślą o wspólnym życiu, nie mają odwagi, nie traktują tych kobiet poważnie. One są zdobyczami, kolejnymi trofeami - przynajmniej tak to się rysuje w kulturze śródziemnomorskiej.



Uroda bywa narzędziem też za sprawą samych kobiet, które często traktują instrumentalnie własny wygląd.

Wiem, jakie wrażenie wywiera moja uroda na mężczyznach. Wykorzystuję to, by osiągnąć swoje cele. Nie mam z tym problemu, ale oczywiście, jestem świadoma delikatnej granicy, której przekroczyć nie zamierzam. Jednak muszę to przyznać - uroda pomaga w życiu, w pracy. Dobrze ją mieć, wygodniej żyje się ludziom pięknym, atrakcyjnym, zadbanym. Jeszcze lepiej być ładnym i mądrym Wiesz, tak mogłybyśmy wyliczać w nieskończoność, za chwilę dodałybyśmy pieniądze, zdrowie. To prawda, wygląd pomaga osiągać cele, pozwala zostać zauważonym, zapamiętanym. Wygląd jest wyróżnikiem, jednak nie powinien być jedynym atutem. Niestety, kobiety mają tendencję do bagatelizowania własnych możliwości - kupczą swoją urodą, traktują ją jak towar. Potem zostają same, bo ten towar ma bardzo krótki termin przydatności. Jeśli za urodą nic nie stoi, ona gaśnie szybciej, niż nam się wydaje.

Czy to oznacza, że jesteś pogodzona z upływem czasu?

Jestem pogodzona z tym, że młodość, piękno, witalność, zdrowie odchodzą, przemijają. To naturalny cykl. We Włoszech kobiety długo zachowują urodę, wiedzą, jak podtrzymać swój seksapil. Ale nic na siłę Akceptuję starość, to element życia. To, z czym trudno jest mi się pogodzić, to śmierć najbliższych. Wiem, że ludzie, których kocham, a którzy są starsi ode mnie, odejdą, będę musiała ich pochować, oswoić się z żalem, pustką, żałobą. W tym sensie upływ czasu mnie przeraża.

Jesteś rodowitą Włoszką, pochodzisz z katolickiej, dość konserwatywnej rodziny. Tradycja jest istotnym fundamentem twojego życia czy wręcz przeciwnie, odcinasz się od korzeni?

To ważna podwalina. Świadomość, że zawsze mogę wrócić do rodzinnego domu, do bliskich mi ludzi, daje mi siłę. Ale nie jestem fanką wszystkich tradycji mojego kraju. Nie jestem praktykującą katoliczką, właściwie w ogóle nie jestem wierzącą, religijną osobą. A Kościół katolicki we Włoszech wciąż organizuje życie ludzi. Sprawy wiary, odkupienia, grzechu, religijnego męczeństwa stabilizują codzienność moich rodaków. Włochy, choć idą z postępem jak każde państwo, są pełne zabobonów - tych nie cierpię. Musiałam z nimi walczyć, ale nie było tak, że od razu zyskałam poparcie i zrozumienie bliskich. Do stylu życia wybranego przeze mnie musiałam ich przekonać i pokazać, że się sprawdza. Kobiety w mojej rodzinie najczęściej akceptują przypisane im od lat role: gospodyni, żony, matki. I są szczęśliwe, ale też nie mają alternatywy. Znajdują spełnienie w takim modelu życia, ale jest to model często narzucony. Ja chciałam mieć wybór. Szanuję te kobiety - to osoby silne, odporne, samodzielne, na nich spoczywa najczęściej odpowiedzialność za rodzinę. Spełnienia szukają w macierzyństwie i wiem, że je znajdują. Tym, co mi najbardziej przeszkadza, jest to, że w tradycyjnych Włoszech wciąż więcej uchodzi mężczyźnie. W życie kobiety wpisane jest cierpienie, troska, lęk, zdrada - musi jednak to wszystko znosić z godnością, najlepiej w milczeniu, bo taki jej los. Mężczyzna przynosi pieniądze do domu, ale on też korzysta dużo częściej z przyjemności życia.

Tak jak w filmie 'Malena'? Jak bliski rzeczywistości jest pokazany w tym filmie obraz Włoch?

Film dotyka rzeczywistości Sycylii. Włochy są bardzo różnorodne, Sycylia to praktycznie odrębny świat, ważną rolę wciąż odgrywają tu tradycja, religia, obrządek, hierarchia społeczna. Z drugiej strony pewne rzeczy są wspólne, tożsame z resztą kraju. Niektóre aspekty tej historii są w ogóle uniwersalne. Największym zagrożeniem dla kobiet są same kobiety. Nie ma między nami lojalności, traktujemy siebie wzajemnie niczym rywalki, w walce o mężczyznę jesteśmy bezwzględne, gotowe na największe poświęcenie. Szczególnie na włoskiej prowincji jest to odczuwalne. Mężczyźni korzystają z usług prostytutek, ich żony o tym wiedzą, przymykają na to oko, są wyrozumiałe, gardzą jedynie tymi rozpustnicami, które uwodzą ich niewinnych mężczyzn. A w niedzielę razem na mszę do kościoła W tym sensie we Włoszech wciąż panuje duże zakłamanie. Rozwód? Mamma mia, nigdy! To upokarza przede wszystkim kobietę, w opinii społecznej automatycznie czyni z niej ułomną, gorszą, niepełną. To podejście jest odczuwalne przede wszystkim na włoskiej wsi, w miastach jest inaczej. Ale Włochy to państwo, w którym wciąż wielką rolę odgrywają Kościół i polityka. Te dwie rzeczy mają wpływ na wszystko, nowoczesność, postęp są sterowane przez obecność kleru i konserwatywnych polityków. Przykłady? We Włoszech wciąż dużo łatwiej jest mężczyźnie zatrzymać dzieci po rozwodzie - szczególnie w przypadku małżeństwa z cudzoziemką, taka matka nie ma po rozwodzie praktycznie żadnych praw. Pamiętam rozprawy i teksty Oriany Fallaci. Wiesz, kto ją głównie krytykował? Prócz konserwatystów, oczywiście, włoskie kobiety. Strasznie mnie to smuci. Jeśli nie będziemy solidarne, nie będziemy się szanować, nikt inny nam tego szacunku nie okaże. 'Malena' to doskonały przykład tego, jak kobiety potrafią być okrutne i zazdrosne względem siebie. Ale ten film pokazuje również, jak bezsilne i zdesperowane jesteśmy w walce o mężczyznę.



Twój model życia mocno wyprzedza nawet te postępowe i nowoczesne.

To prawda, Vincent i ja [Vincent Cassel, mąż aktorki] jedynie pomieszkujemy razem. Mamy wspólne dzieci, wychowujemy je, ale mamy też osobne apartamenty, na wypadek gdyby zachciało nam się pobyć oddzielnie. Ja mam mieszkanie w Londynie, ale większą część roku spędzamy we Francji. Choć jesteśmy razem, zawsze wiem, że mogę pojechać do siebie. Trudno powiedzieć, czy taki model jest właściwy, ale sprawdza się w naszym przypadku, więc nie zamierzam z niego rezygnować. Cenię swoją niezależność, ale szanuję też niezależność mojego męża. W ogóle mam sprecyzowane poglądy w tym względzie. Jestem za osobnymi sypialniami. To sprawia, że rytuał uwodzenia jest wciąż obecny w związku. Przecież ja muszę chcieć wpuścić mężczyznę do swojej sypialni, on musi się postarać, musi mnie zdobywać za każdym razem, a nie raz na 40 lat! Mężczyzna musi mnie uwieść, sprawić, bym chciała spędzić z nim noc. Uwielbiam to uczucie. Myślę, że ludzie wpadają w rutynę dlatego, że przyzwyczajają się do siebie, wiedzą, że mają siebie na wyciągnięcie ręki, przestają zabiegać o swoje względy. Tego bym chciała uniknąć.

W mocnym filmie Gaspara Noégo 'Nieodwracalne' zagrałaś właśnie ze swoim mężem. Czas jest zabójczy dla związków, miłości?

Tak uważam. Czas niszczy wszystko. Żar, namiętność wygasają. W pewnym sensie trzeba się z tym pogodzić, jednak można starać się to opóźnić Film 'Nieodwracalne' wielu ludzi szokuje, szczególnie scena gwałtu wzbudza ich sprzeciw. Dla mnie najtrudniejsze do zaakceptowania było co innego - ten film jak rzadko który brutalnie ukazuje, że czasu nie da się cofnąć, nie można go zatrzymać czy oszukać, nie sposób nad nim zapanować. Noé zrezygnował z filmowej mrzonki, ukazał niszczycielską moc upływu czasu.



Jak ci się pracowało nad tą historią? Temat trudny, sceny ciężkie Co prawda nie po raz pierwszy graliście razem, ale zastanawiam się, jak twój mąż zareagował na brutalną i realistyczną scenę gwałtu? Był obecny na planie?

Nie mieliśmy scenariusza, pierwszy raz pracowałam w ten sposób. Pamiętam, że wspaniale było pracować z Vincentem. Czułam się absolutnie bezpieczna na planie. Gaspar pozwolił nam w wielu momentach po prostu być sobą. Ukazana w filmie intymność ma dużo z naszej intymności prywatnej. Po prostu byliśmy. W dniu, w którym mieliśmy realizować scenę gwałtu, Vincent zapytał mnie, czy chcę, aby ze mną został. Powiedziałam, że nie, że chcę być sama. I zostałam z ekipą. Ujęcie w tunelu powtarzaliśmy kilka razy, każdy dubel trwał 20 minut. Nie mogę powiedzieć, żebym jakoś specjalnie odchorowała udział w tym filmie. Dużo silniejszym doznaniem był dla mnie pokaz filmu w Cannes. Po raz pierwszy widzieliśmy obraz Gaspara Noégo na festiwalu filmowym. Vincent, gdy zobaczył scenę gwałtu, bardzo się wzburzył. Wyszedł z projekcji, płakał, bardzo nim to wszystko wstrząsnęło. Ja też nie podejrzewałam, że efekt będzie tak realistyczny. Paradoksalnie, ten film bardzo nas do siebie zbliżył.

3 września do polskich kin wchodzi film 'Nie oglądaj się' w reżyserii Mariny de Van. Grasz tam razem z Sophie Marceau. To wielogatunkowe kino, skomplikowany dramat z elementami thrillera...

To prawda, zafascynowała mnie złożoność tej historii. Główna bohaterka Jeanne zaczyna widzieć dziwne twarze, ma zawroty głowy, halucynacje, doświadcza wspomnień, których w żaden sposób nie potrafi przypisać do swojego uporządkowanego życia. Podejmuje zagadkowy trop, chce odkryć tajemnicę swojej przeszłości - czuje, że te majaki mają związek z jej życiem.

Niespodziewanie jej fizjonomia się zmienia

To prawda. Jeanne gra Sophie Marceau, ja jestem kobietą, która ukazuje się w różnych momentach bohaterce. Pomału też Sophie zaczyna wyglądać jak ja Przeistacza się we mnie, zmienia jej się kolor włosów i oczu, cera, kształt twarzy. Ciekawe było przyglądać się tej transformacji. Ale ta historia ma w sobie coś więcej niż tylko dreszczyk emocji - pokolenia, które odeszły, zmieniają nasze życie w sposób nieodwracalny. Wyparcie wspomnień, wydarzeń z przeszłości jest niemożliwe. Podświadomość nie da nam zapomnieć o ważnych dla nas emocjach, ludziach, miejscach.

Przeszłość bywa niebezpieczna.

Jestem za tym, żeby znać prawdę, nawet jeśli jest nieprzyjemna. Należy wiedzieć, kim się jest, trzeba znać swoją przeszłość, rozumieć, co nas ukształtowało nie tylko w młodości, ale przede wszystkim kim byli nasi przodkowie, z jakiej rodziny się wywodzimy. Trzeba rozumieć swoje korzenie, być częścią tradycji

W filmach często kreujesz role kobiet silnych, ale złamanych przez traumy. Często też jesteś stylizowana na gwiazdę włoskiego kina. Czujesz się następczynią Giny Lollobrigidy, Claudii Cardinale czy Sophii Loren?

Ich wizerunek wciąż jest żywy we Włoszech. Wiem, że wymienia się nas w jednej grupie aktorek włoskiego kina, ale ja nigdy nie miałam takich aspiracji. Nie zrozum mnie źle, to przyjemne być porównywaną do wielkich gwiazd, mnie jednak zawsze zależało na tym, by iść swoją własną drogą. Na pewno nie czuję się diwą kina. Nie szukam jednego typu ról, chcę złamać swój filmowy image. Wizerunek bywa pułapką, ale zamiast mężczyzn najczęściej wpadają w nią same kobiety. Nie przeszkadza mi to, że czasem jestem obsadzana 'po warunkach', z premedytacją to wykorzystuję - staram się pokazać, że piękne nie musi oznaczać puste.

Źródło: Wysokie Obcasy
  • 13 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':