Zanim była sukienka, był sad. Były dwa sady. Jeden większy, drugi mniejszy. Oba ukochane. Ojciec spędzał w nich cały wolny czas. Na ten większy szybciej znalazł się kupiec. Rodzice sprzedali go, żeby kupić mi mieszkanie w Warszawie, na Pradze. To, w którym teraz siedzimy.
A mniejszy? Już nie istnieje. Któregoś dnia tata pojechał tam i wszystkie drzewa wyciął w pień.
Żeby mu nie przypominały o większym? Może. Ja z nim w sumie o tym nie rozmawiałam. To właśnie to mnie najbardziej dotknęło, że on nic nie powiedział.
A jakby go pani po prostu zapytała? Nie wiem, czyby coś powiedział.
Myślę, że to mama naciskała, że trzeba jedynaczkę wyposażyć, a poza tym przyciągnąć bliżej do siebie, wyrwać z Poznania. Bo rodzice mieszkają na Mazowszu. Są na emeryturze.
Zajmuje się pani fotografią eksperymentalną, ale zaczęła pani od anglistyki i rusycystyki w Poznaniu. Skąd taki pomysł? To były
studia dające konkretne umiejętności, zawód. Kiedyś marzyłam o tym, żeby być jak Agnieszka Holland, zdawać na reżyserię, ale byłam za słaba, za bardzo zależało mi na tym, aby spełnić oczekiwania rodziców. A oni zawody artystyczne traktowali raczej sceptycznie. Już na studiach wiedziałam, że to nie jest dla mnie. Nie jestem typem naukowca. Po magisterce zaproponowano mi
doktorat z Nabokova. Miałam zajęcia ze studentami z literatury rosyjskiej XIX wieku i to było strasznie stresujące. Nie da się oszukać, jak człowiekowi gra w środku co innego. Po roku uciekłam do Warszawy.
Podjęła pani pracę w PAN jako lektorka angielskiego. Niewielka zmiana. Nadal szukałam sobie miejsca w ramach wyznaczonych przez rodziców. Praca w PAN przynajmniej zostawiała mi więcej czasu dla siebie. Rano biegałam na zajęcia, a popołudniami zamykałam się tutaj i robiłam zdjęcia. Coraz bardziej mnie to wciągało. Spłaciłam dług wobec rodziny, a po godzinach szalałam w tej kuchni, gdzie urządziłam ciemnię. Znowu zaczęłam jeździć do Poznania, tym razem na ASP, bo tam można studiować fotografię.
Początki pani fotografowania są kojarzone z archaiczną techniką fotograficzną z zastosowaniem kamery otworkowej i płytki strefowej. Co to jest? Otworkiem zaczęłam się interesować już w Polsce, ale możliwości, jakie dają otworek i nieco mu pokrewna płytka strefowa, poznałam w Stanach, gdzie pojechałam jako kuratorka wystawy młodych polskich fotografek. Kamera otworkowa to aparat bez obiektywu, tak jak dawna camera obscura, tyle że wewnątrz znajduje się materiał światłoczuły. Fotografie zrobione otworkiem dają nieograniczoną głębię ostrości. Płytka strefowa Fresnela powstała w XIX wieku i jest używana m.in. do skupiania promieni X. Składa się z koncentrycznych kręgów, co drugi jest przezroczysty. Można ją stosować i w fotografii. I tak jeśli tę płytkę (oczywiście bardzo niewielkich rozmiarów) włożymy do aparatu w miejsce obiektywu, po naświetleniu powstaje bardzo ciekawy obraz z charakterystycznym efektem halo. Wszystkie te eksperymenty robiłam w tym mieszkaniu. Na sobie, na znajomych, którzy przychodzili mi pozować, raz nawet namówiłam rodziców. Siedzieli kolejno przed aparatem w bezruchu około dziesięciu minut na czarnym tle. Portrety wyszły tajemnicze, jakby migotające. Wtedy przyszło mi do głowy, żeby jeszcze nad nimi popracować. Zeskanowałam zdjęcia i wprowadziłam je do komputera. Do świecącego monitora przyłożyłam błonę graficzną. Oczywiście wszystko to działo się w ciemności. Po kilku dobach takiego 'świecenia' na błonie 'ujawniły się' twarze - wyglądają trochę jak na starych obrazach, jakby za woalką. Co ciekawe, efekt ten jest wyraźnie widoczny, tylko gdy patrzymy na obraz pod pewnym kątem. Prace te stały się częścią projektu 'Rooms'.
Jak się pani dowiedziała o sadzie? Przypadkiem. Mamie się wymsknęło. Już wcześniej jednak były sygnały, że coś jest nie tak. Ciocia wspominała, że ojciec całymi dniami siedzi przed telewizorem. Mnie się wydaje, że to wyglądało na depresję. No cóż, trochę mi to mieszkanie stanęło w gardle.
Pani wystawa 'Usadowienie' była o tym. Najpierw ta instalacja była częścią wystawy 'Rooms'. Kupiłam sadzonki jabłonek i stworzyłam w galerii sad. Drzewa były zawieszone w powietrzu, każde trochę przesunięte wobec poprzedniego. Tworzyło to złudzenie ruchu pod wpływem wiatru. W ostatniej, grudniowej, odsłonie pt. 'Usadowienie' drzewka jakby odrywają się od ziemi, a potem spadają w instalację wideo, w której kłębią się abstrakcyjne, rozmyte jabłka. Tam chciałam ukazać sad bogaty.