http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

O mistrzyni, matko pracująca

Joanna Sokolińska
2009-02-15, ostatnia aktualizacja 2009-02-18 13:34

Matka - szefowa wydziału spraw niemożliwych


ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
W trzeciorzędnych komediach typu jeden ucieka, drugi go goni, gdy bohater wchodzi do sklepu spożywczego, możemy być pewni, że natknie się na piramidę puszek z groszkiem. I albo popchnie go kolega, albo nasz idiota, marząc o sałatce z majonezem, wyciągnie puszkę z samego środka piramidy. Puszki jak rakiety Hamasu zbombardują klientów, a z taśmy poleci śmiech. Znamy to. Nie tylko z kina.

Wyobraźmy sobie pracującą matkę wielodzietną, mistrzynię budowania piramid z puszek z groszkiem. Oto w środę rano sunie do niej dyrektor pionu. - Pani Wiolu - pyta - czy może pani napisać na pojutrze referat o Xingupingulingu?

- O Xingupingulingu? Na pojutrze? - pani Wiola, mistrzyni organizacji, p.o. szefowej wydziału spraw niemożliwych, rozpromienia się. - Chętnie! Taki ciekawy temat!

Pani Wiola nie ironizuje, bynajmniej. Jeśli Xingupingulingu był mało znaną postacią albańskiego wywiadu wojskowego, a dokumenty poświadczające jego rolę podczas wojny w Zatoce Perskiej trzeba będzie wykraść z ambasady, pani Wiola potraktuje to jako przygodę. W końcu pracująca matka wielodzietna niejako z definicji jest elastyczna i lubi przygody.

Jeśli Xingupingulingu był pociesznym idiotą, tym lepiej - pani Wiola będzie uradowana odkrywając, że mimo iż Xingu zaczął mówić w wieku lat 20, a kolorować obrazki, nie wychodząc poza kontur, dopiero po ślubie, to zaszedł tak daleko, że dyrektor życzy sobie referatu na jego temat. A jeśli był chińskim wojownikiem, okrutnym mścicielem i sadystą - pani Wiola nie mogła lepiej trafić! Co za miła odmiana po codziennej rutynie koncentrującej się wokół problemów logopedycznych, niewychodzenia poza kontur oraz wpychania niemowlaka w szynę Koszli.

- Oczywiście, panie dyrektorze, na pojutrze, zrobię to między podwójnym pieluchowaniem Rzodkiewki a wizytą Żorżety u logopedy, tuż przed lakowaniem zębów - mówi pani Wiola i wpisuje punkt 'referat o Xingupingulingu' pomiędzy zadania jutrzejszego dnia. Aby zrobić miejsce na Xingu, skreśla punkt 'zmycie resztek lakieru z paznokci' oraz 'rozmrozić kotlety. Ważne'. To ostatnie - przez nieuwagę. I wszystko byłoby dobrze, gdyby wszystko było dobrze. Ale przychodzi nieoczekiwana fala mrozów, samochód pani Wioli pokrywa warstwa lodu, konieczność odśnieżenia pojazdu rękawiczką (z powodu globalnego ocieplenia pani Wiola nie ma skrobaczki do szyb) zajmuje rezerwowy kwadrans. Piramida się rozsypuje, a brakujący kwadrans pędzi przez dzień jak śnieżna kula, zamieniając się pod wieczór w lawinę. Jak?

Wyjeżdżając 15 minut później, pani Wiola łapie się już na korki (40 minut stania). Żożo spóźnia się do przedszkola, podwójnie zapieluchowana, nienawykła do długich podróży Rzodkiewka rozpacza w foteliku, więc w przedszkolu pani Wiola daje jej pobawić się z dziećmi (w sumie półtorej godziny na minusie, nie licząc tego kwadransa). Przełożona na później wizyta u logopedy później się kończy, więc pani Wiola traci swoją godzinkę na pracę. Dociera spóźniona do dentysty (odrobiła dziesięć minut straty dzięki temu, że gdy Żorżeta była u logopedy, ona, pani Wiola, włożyła w ubikacji kostium kąpielowy, więc na basenie była w mig gotowa), co powoduje, że w bibliotece, w której zamierzała znaleźć odtajnione dokumenty dotyczące roli Xingupingulingu podczas obrony Westerplatte, trwa właśnie przerwa regeneracyjna. A potem jest już tylko gorzej.

Z biblioteki wyciąga panią Wiolę telefon z przedszkola (że Żożo jest sam pod opieką stróża), śnieg nie przestaje sypać, a skreślony pomyłkowo dopisek o rozmrożeniu kotletów oznacza, że kiedy już wszyscy dotrą do domu, na kolację będą mogli zjeść świeży lód z zamrażalnika. Kwadransik doprowadził do ruiny cały program. Finał jest taki, że o 23.00, po uśpieniu dzieci, pani Wiola zasiada przed komputerem i stertą wycinków o bohaterskim Xingupingulingu, nie cierpiąc starego durnia, który zawdzięcza swoją karierę wojskowego poety i inżyniera wyłącznie temu, że jego cztery żony na czas smażyły kotlety, wynajmowały lektyki i nigdy nie słyszały, że każde z 17 ich dzieci potrzebuje 20 minut czytania. Codziennie.

Ale najważniejsze, że już za kilka godzin wstanie kolejny piękny dzień. A dyrektor wyśle referat pani Wioli na II Europejski Konkurs Referatów o Mało Znanych Postaciach Historycznych z Krajów spoza Unii. I wiecie co? Pani Wiola go wygra.

Źródło: Wysokie Obcasy
  • 1
  • 17 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos