http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Grypa przychodzi w piątek

Irena Cieślińska
2011-10-26, ostatnia aktualizacja 2011-10-20 14:41

Hartowanie organizmu zwiększa naszą odporność - pod warunkiem że robimy to regularnie
Hartowanie organizmu zwiększa naszą odporność - pod warunkiem że robimy to regularnie
Fot. Tohoku RM/Getty Images

Nasi przodkowie mawiali o morowym powietrzu, które jest przyczyną epidemii i chorób. O dziwo, współczesna nauka gotowa jest przyznać im rację. To powietrze przywiewa nam grypę głównie jesienią i zimą

dr n. med. Paweł Grzesiowski
- ekspert w dziedzinie profilaktyki zakażeń z Zakładu Profilaktyki Zakażeń i Zakażeń Szpitalnych w Narodowym Instytucie Zdrowia w Warszawie
Fot. Filip Klimaszewski
dr n. med. Paweł Grzesiowski - ekspert w dziedzinie profilaktyki zakażeń...
ZOBACZ TAKŻE
Jak to jest, że gardło zaczyna mnie boleć w piątek po południu - akurat żeby zepsuć weekend? Skąd wirusy wiedzą, jaki jest dzień tygodnia?

Póki człowiek jest zmobilizowany, nastawiony na walkę, jego organizm daje odpór nie tylko przeciwnościom, jakie pojawiają się w pracy, ale przy okazji również wirusom czy bakteriom. A przed weekendem napięcie odpuszcza.

Opuszczamy gardę.

Poziom adrenaliny spada, obniża się ciśnienie, serce bije wolniej, śluzówki robią się mniej ukrwione i nie są już dla patogenów przeszkodą nie do pokonania. Stres, napięcie w pracy zwiększają wydzielanie adrenaliny i hormonów steroidowych, a te hamują rozwój białych ciałek krwi, więc osłabiają odporność. Podobnie jest podczas wakacji. Zapalenia gardła, angina często dopadają nas w pierwszym tygodniu urlopu. Przed wyjazdem pracujemy pod presją, starając się pozałatwiać wszystkie sprawy, i kiedy po tym dramatycznym sprężeniu organizm zwalnia obroty, łapiemy infekcję.

Czyli to nie złośliwość losu?

Czysta fizjologia. Ludzie, którzy pracują w wolnych zawodach, a nie w cyklach pięciodniowych, nie mają zwykle tego rodzaju huśtawki. Nie doświadczają tego efektu, że 'kiedy schodzisz z taśmy, zaczyna się czarny weekend'.

Co jeszcze oprócz stresu w pracy i wybuchowego szefa szkodzi naszej odporności?

Przede wszystkim przegrzanie, brak ruchu i - o czym rzadko się wspomina - otyłość. Warto uświadomić sobie, że otyłość brzuszna jest porównywana do raka hormonalnie czynnego. Tkanka tłuszczowa rozrasta się poza naszą kontrolą. Produkuje substancje, których jedynym celem jest... wspomożenie rozrastania się tkanki tłuszczowej. Dlatego otyli mogą wcale nie jeść dużo, a mimo to tyją, właśnie z powodu zaburzeń metabolicznych. A dodatkowo aktywność hormonalna tkanki tłuszczowej prowadzi do defektów odporności. Widać to było podczas ostatniej epidemii grypy - jej ofiarą padali częściej ludzie z dużą nadwagą.

A podróże i bliskie spotkania z nowymi, egzotycznymi chorobami?

Z ewolucyjnego punktu widzenia zyskujemy, bo ci, którzy przeżyją, prawdopodobnie przekażą pamięć immunologiczną następnym pokoleniom. Ale dla jednostki taka przygoda może się źle skończyć. Europejczyk, który się wybiera do Afryki, musi mieć świadomość, że wobec tamtych patogenów jest całkowicie bezbronny, chyba że się zaszczepi albo będzie przyjmować profilaktycznie leki, np. przeciw malarii. Globalizacja ułatwia życie wirusom. Gdyby nie samoloty, grypa A/H1N1 z 2009 roku długo pozostałaby w Meksyku. A korzystając z transportu lotniczego, w ciągu niecałych dwóch miesięcy pojawiła się w blisko 60 krajach.

Lepiej przechorować czy zabić chorobę w zarodku?

Układ odpornościowy nie powinien pozostawać w bezczynności. Dla niego chorowanie jest - paradoksalnie - całkiem zdrowe. Ten, kto przez wiele lat starannie unika infekcji, może potem ulec najbłahszemu przeziębieniu, bo nie miał okazji do treningu odporności. Dzieci afrykańskie, którym udało się przeżyć dzieciństwo, są znacznie bardziej odporne niż dzieci europejskie. Problem polega jednak na tym, że wiele z nich nie dożywa dorosłości.

Kogo wirus nie zabije, tego wzmocni?

Tak jest, ale problem w tym, że nie jesteśmy w stanie przewidzieć, kto przejdzie chorobę z łatwością, a kto ciężko podupadnie na zdrowiu. Niedawno mieliśmy na oddziale dziecko, u którego ospa, mało groźna choroba, wywołała zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych i móżdżku. Leczenie szpitalne trwało prawie dwa miesiące. Dlatego uważam, że lepiej się zaszczepić, niż zachorować.

Ale przeziębienia można nie leczyć?

Warto wypić sok malinowy, herbatkę z miodem, zażyć coś, co pozwoli odetkać nos i przyniesie ulgę w chorowaniu. Ale nie przesadzajmy z ibuprofenem i unikajmy aspiryny. Zbyt wcześnie podane mogą zablokować produkcję czynników zapalnych, które są niezbędne do rozwoju odporności. Ludzie, którzy chodzą z ibuprofenem czy paracetamolem w torbie i łykają je jak cukierki, gdy tylko trochę gorzej się poczują, robią sobie krzywdę.

Skąd się właściwie bierze sezon chorobowy?

Atak grypy przychodzi zwykle z wiatrem, zwłaszcza że rezerwuarem wirusów obecnych w górnych warstwach atmosfery są głównie ptaki wędrowne. Jeśli więc nasi przodkowie mawiali o morowym powietrzu, to współczesna nauka gotowa jest przyznać im rację.

Ale czemu morowe powietrze nadchodzi na przełomie jesieni i zimy?

Czynniki - jak się wydaje - są dwa. Jeden to brak słońca. Promieniowanie UV działa zabójczo na wirusy, a jednocześnie światło słoneczne pobudza naszą odporność poprzez aktywację produkcji witaminy D w skórze. Druga rzecz jest taka, że wraz z nastaniem chłodów przygotowujemy środowisko korzystne dla zarazków: zamykamy się w mieszkaniach, nie otwieramy okien, grzejemy, wysuszamy powietrze kaloryferami.

Źródło: Wysokie Obcasy
  • 10 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':