CBA zafundowała agentowi Tomkowi bardzo przyjemne, by nie powiedzieć: rozkoszne dwa lata. Pan Tomasz za pieniądze podatników rozbijał się samochodami, pił, szalał, uwodził i kombinował, starając się nieudolnie dowieść, że każdy z obywateli jest przekupny, tyle że każdy za inną cenę. Co prawda tezy tej dowodził już kilkaset lat temu Seneka (i do tego nie za nasze pieniądze), ale rozumiem, że mistrz Kamiński potrzebował dowodów bezpośrednich, wizualnych, przede wszystkim - dobrze wyreżyserowanych, przy których cena nie grała roli. Im bardziej udało mu się zgnoić delikwenta, tym większy prestiż spadał na CBA, która do zgnojenia doprowadziła. Jeśli Mariusz Kamiński - jak wieść gminna niesie - przeniósł się do Pałacu Prezydenckiego, to aż strach pomyśleć, jakiego prestiżu nada teraz temu miejscu.
Gdy CBA wynajdywało i finansowało uwodzicieli, ABW, mając nieco mniej fantazji, zakładała obywatelom podsłuchy. Dużo i na wszelki wypadek. Bo po co uwodzić, gdy można podsłuchać, w końcu zawsze ktoś kiedyś ujawni jakąś skłonność do grzechu.
Bezpieczeństwem państwa wszystko da się wytłumaczyć: obozy internowania i tortury, a co dopiero podsłuchy! Prawo do prywatności jest tymczasem prawem nowym. Pojawiło się dość późno (określenia "prawo do prywatności" użyto dopiero w 1890 roku, w "Harvard Law Revue") i - jak się okazuje - w naszym "demokratycznym" kraju prawo to jest nader kruche.
Tymczasem trudno sobie wyobrazić demokrację bez uznania tego prawa. Stanowi ono integralny element godności jednostki i kryterium solidności państwa prawa. Obywatele nie są narzędziami do zagwarantowania bezpieczeństwa państwa, to kryterium poziomu bezpieczeństwa państwa jest skuteczność ochrony indywidualnych praw jednostki.
Władza musi troszczyć się o bezpieczeństwo wszystkich, nie naruszając ich prywatności, tak jak powinna troszczyć się o ich zdrowie, nie zamykając wszystkich w szpitalach (choć byłoby tak bezpieczniej), powinna też stać na straży ich własności, nie odbierając im dóbr, choć w ten sposób można dać większe gwarancje, że nikt obcy ich nie ukradnie.
Władza w praworządnym kraju w przeciwieństwie do państwa totalitarnego ma ograniczenia, których nigdy nie powinna przekraczać, jeśli nie chce zarazem wyrzec się swojej prawomocności, musi pamiętać, że respektowanie praw jednostkowych nie jest środkiem, lecz celem samym w sobie jej istnienia. W państwie, w którym łamie się prawo do prywatności, może będzie bardzo bezpiecznie i nikt nie będzie miał chęci do grzesznych zachowań, ale też nie będzie miał wątpliwości, że takie bezpieczeństwo i takie państwo nie mają żadnej wartości.