Narzekając w ostatnim felietonie na brak ideowości partii i w partiach natrafiłam na spory opór komentatorów internautów. Pisali: "Płacz nad brakiem ideowości jest niezrozumiały. Pozostaje obawa, by ideowość nie wykreowała Hitlera czy Stalina". (jwasz1952) "Ubolewanie nad bezideowością partii i brakiem cnót u polityków jest dla mnie niezrozumiałe, zauważam istnienie polityków rozsądnych, lojalnych, przyzwoitych" (maj16).
Nie kwestionuję tego, że istnieją politycy rozsądni i przyzwoici. Myślę nawet optymistycznie, że w polskim parlamencie jest ich większość. Tylko do mediów ta większość rzadko trafia, bo i po co? Do mediów trafiają zapewne ci, którzy prócz przyzwoitości mają jeszcze inne cnoty, np. potrafią skupić na sobie uwagę widzów (doskonale to zrobił ostatnio poseł Niesiołowski w programie Moniki Olejnik: nie mówiąc nic nowego, trzymał widzów w napięciu i rozbawieniu; umiejętność tę posiada jeszcze kilku innych panów oraz pań).
Nie zgadzam się natomiast z opinią, że ideowość jest niebezpieczna. To ideologie bywają niebezpieczne, zwłaszcza wtedy, gdy mają monopol na władzę i żadnej politycznej konkurencji, ale ideowość? Ideowość wydaje mi się w polityce niezbędna!
Polityka jest nie tyle domeną określonych kompetencji (bo i jakich?), co sferą "troski" (walki?) o pewne idee, o wizję kraju, wspólnoty, przyszłości. Bo jeśli nie, to po co nam w ogóle politycy? Gospodarka da sobie bez nich radę, a zarządzanie innymi dziedzinami można powierzyć specjalistom.
Polityk - w demokracji - specjalistą być nie musi, ale jeśli zostaje wybrany jako "przedstawiciel narodu", to przede wszystkim ze względu na jakiś program, na jakieś idee, wartości (bardziej wzniosłe niż przyzwoitość i uczciwość), których broni z zapałem. Nawet jeśli my, realiści, wiemy, że jego zapał to zapał człowieka naiwnego lub cynika, to zapału tego potrzebujemy. Tak jak potrzebujemy programów i idei. No bo jak inaczej wybierać?
Jeśli największą atrakcją PO jest bezideowość, bo PO - jak powiedział ostatnio
Donald Tusk - nie jest partią, tylko "ruchem społecznym", to wolałabym zagłosować na prawdziwy, bo właśnie bardzo ideowy, ruch społeczny, jakim jest np. Kongres Kobiet! A tak mam do wyboru między zideologizowanym
PiS-em a bezideowym PO (ideowość innych partii dopiero się krystalizuje, jak zawsze przed wyborami).
Można oczywiście wyobrazić sobie polityków albo kandydatów na polityków, których ideowość sprowadza się do braku ideowości, a tzw. cnoty do zalet, które ma i musi mieć przeciętny człowiek, takie jak względna uczciwość, lojalność i odpowiedzialność, bo bez nich żadna społeczność nie utrzymałaby się. Jednak nie wybieramy kogoś do parlamentu tylko dlatego, że jest uczciwy i przyzwoity, bo w ten sposób moglibyśmy zdać się na wybory przypadkowe. A to byłby koniec demokratycznej polityki.
Ale może się mylę. Może to sztuczny problem.
Może rację ma internauta maj16 piszący: "Zauważam, że kraj zmienia się na lepsze, cieszę się z placu budowy, jakim jest Polska, z tego, że mamy dobre relacje z Niemcami i Rosjanami, że parę reform udało się przeprowadzić. Widzę też, że nie ma kraju na świecie, gdzie rząd spełniłby wszystkie obietnice, partie stojące u władzy wyróżniałyby się jakąś ideowością, a politycy byliby chodzącymi świętościami". I dlatego - głosujmy na PO?