W Warszawie, Poznaniu i innych miastach postawiono gigantyczne, kosztowne stadiony. Ten warszawski jest na dodatek okropnie brzydki (biało-czerwona megakupa na środku miasta). Każde z miast będzie płacić krocie na ich utrzymanie, bo są one tak wymyślone, że nadają się wyłącznie do wielkich imprez, których w Polsce (po śmierci
papieża) mamy niewiele. Miasta będą również płacić za naprawiane szkód wyrządzonych przez stadionową publiczność, która przeważnie składa się z młodzieńców wypełnionych piwem, adrenaliną i agresją.
Skwirowski - i nie on jeden - jest jednak przekonany, że nic tak nie przyspiesza obecnie rozwoju Polski jak
Euro 2012. "Po mistrzostwach obudzimy się w innym kraju - pisze rozentuzjazmowany. - Będziemy mieli autostrady, drogi ekspresowe, odremontowane dworce i szlaki kolejowe, rozbudowane lotniska, lepsze hotele". Jednym słowem - raj! A dlaczego? Dlatego, że władza tak kocha piłkę nożną, że dla jej oglądania gotowa jest przychylić obywatelom nieba.
Normalnie władza nic by nie robiła, bo po co? Czy władza jest po to, by zajmować się infrastrukturą, budową dróg czy modernizacją komunikacji lotniczej? Ależ skądże! Władza jest po to, by kibicować swoim drużynom. I dzięki tej pasji obywatele też coś zyskują.
Władza nie może kibicować tylko z domowego fotela. Władza musi kibicować na stadionach, więc musi stworzyć dobre warunki do kibicowania w ogóle. Kibic musi dojechać na stadion, najlepiej autostradą budowaną przez Chińczyków albo drogą ekspresową, musi mieć piękny, ogromny stadion, piękną trawę i piękne siedzenia na stadionie, musi mieć też samoloty, by polecieć i porównać własny stadion ze stadionem innych, oraz hotele, by odpocząć po oglądaniu stadionów.
Czy to ma coś wspólnego z postępem cywilizacyjnym? Przeciwnie. Według mnie pasje piłkarskie rozwijają mentalność plemienną, pogłębiają barbarzyńskie podziały na "swoich" i "obcych", stają się pożywką dla agresji i bezproduktywnego marnowania czasu, który można by poświęcić na naukę, kulturę lub aktywny sport. Oczywiście jeśli wypełnieni adrenaliną młodzieńcy i politycy mieliby robić wojny, to lepiej by budowali sobie stadiony i uczestniczyli w wojnach piłkarskich, a nie realnych. Marne to jednak pocieszenie.
Postęp cywilizacyjny polega na inwestowaniu w kulturę, demografię, naukę i edukację. Za pieniądze, które miasta upchnęły w stadionach, można zbudować nowoczesne muzea, przedszkola, żłobki,
domy kultury, szpitale, wesprzeć naukę, no i wreszcie infrastrukturę. Nie zrobiono tego, bo ani dzieci, ani naukowcy, ani ludzie kultury nie rajcują władzy tak jak piłkarze (choć zdaje się, że tych w Polsce akurat nie mamy).
W jednym jednak autor ma rację. Pogrążony w marazmie rząd PO nie kiwnąłby palcem, gdyby nie potrzeba kibicowania, której produktem ubocznym jest troska o infrastrukturę. Ale z postępem cywilizacyjnym ma to mało wspólnego.
Magdalena Środa, filozof, etyk